Marcin Skalski zaczyna swój tekst od tezy: „Właśnie ze względu na protekcję USA Polska podobno może pozwolić sobie na luksus całkowitego braku stosunków ze swoim największym sąsiadem [...] z Federacją Rosyjską, nie tylko zaś nie ma potrzeby, lecz także nie wolno mieć jakichkolwiek innych stosunków niż jawnie wrogie, właściwie tuż pod progiem wojny”.
Problem z polemizowaniem ze Skalskim wynika z tego, że jego tekst jest usiany takimi niewyrażonymi wprost aluzjami, które falsyfikują rzeczywistość. Bo jaka ukryta teza znajduje się w tle zacytowanego fragmentu? Ktoś każe nam iść na zwarcie z Rosją, ktoś nas do tego popycha, ktoś narzuca nam politykę, która jest całkowicie sprzeczna z naszym interesem. Oczywiście, aby uzupełnić to bałamutne przekonanie, Skalski podaje kontrprzykład. Ameryka i inne kraje Zachodu dogadują się z Rosją, a nasze relacje – a raczej ich brak – to wynik naszego naiwniactwa. Skalski całkowicie odwraca związek przyczynowo-skutkowy. Polska przez bardzo długi, a nawet zbyt długi, okres pod rządami Donalda Tuska prowadziła politykę resetu. A jednak nie zatrzymało to, podobnie jak polityka Paryża czy Berlina, przygotowań do agresji na Ukrainę, a wcześniej – ataku na Gruzję.
Dlatego wszelkie rozważania o możliwym resecie zacząć należy od prostego pytania: Czy Rosja prowadzi politykę wobec Polski w sposób przyjazny czy też nie? Jeszcze niecały rok temu trwała operacja dywersyjna nacisku na polską wschodnią granicę za pomocą broni w postaci naporu uchodźców z krajów Trzeciego Świata. Operacja ta, jak wskazują liczni analitycy, musiała być przeprowadzona w kooperacji Białorusi z Rosją. Nawet w momencie, kiedy piszę te słowa, Rosja i Białoruś ponownie podnoszą temperaturę wobec wschodniej flanki NATO. W mediach pojawiły się informacje o zamknięciu lasów w 19 rejonach Białorusi, głównie przy granicach z Ukrainą Polską i Litwą. To, że państwo Alaksandra Łukaszenki jest nieformalnym protektoratem Putina, to – wydaje mi się – coś oczywistego. Dlatego każdy niepokój na granicy polsko-białoruskiej każe nam kierować wzrok w kierunku Moskwy. Wniosek z tego, że ograniczony poziom relacji na linii Polska – Rosja to wynik wrogich działań Rosji.
Do góry nogami
Zauważmy, jak sprytnie odwraca ten stosunek przyczynowo-skutkowy Marcin Skalski. Sugeruje on, że złe relacje to wynik niewolniczego trzymania się przez Polskę życzeń Zachodu albo efekt chorobliwej i irracjonalnej polskiej antyrosyjskiej fobii. Ten wątek zresztą pojawia się jako stała nić we wszystkich publicystycznych wyszywankach polskich rusorealistów. We wszystkich konfliktach to Polska jest sobie winna. W myśl tej logiki Konstytucja 3 maja to fatalny błąd, bo jej ogłoszenie ściągnęło na Polskę rozbiory, obchodzenie wszelkich rocznic powstań jest głupotą, bo wszystkie te zrywy sprokurowały albo zachodnie wywiady, albo sami Rosjanie, prowokując wygodne dla siebie i skazane na niepowodzenie zrywy i wreszcie, co pojawia się w tej układance, za wszystkie złe stosunki polsko-rosyjskie odpowiadamy głównie my.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
