Lidia Lemaniak, DoRzeczy.pl: 16 kwietnia zdecydował się Pan odejść z PiS i przejść do Ruchu Narodowego, czyli części Konfederacji. Dlaczego?
Maciej Binkowski, warszawski radny Konfederacji: To była głęboko przemyślana decyzja, która dojrzewała we mnie od bardzo dawna, aż w końcu nastąpił pewien kryzys. Jeśli miałbym to tak datować, to podczas drugiej kadencji rządów PiS. Stoję na stanowisku, że moje poglądy są mniej więcej takie same, jak w czasie kiedy zaczynałem swoją drogę polityczną, czyli już blisko 16 lat temu. To są poglądy prawicowe. Wierzyłem w deklaracje, że PiS będzie budować silne, walczące o swoją niezależność na arenie światowej, dbające o bezpieczeństwo wewnętrzne państwo.
Co spowodowało kryzys, o którym Pan wspomniał?
Pierwszy moment kryzysu to przede wszystkim polityka byłego premiera Mateusza Morawieckiego wobec Unii Europejskiej i to, co się wokół tego działo. Z jednej strony – mieliśmy piękne deklaracje walki na konferencjach prasowych i konwencjach partyjnych. Walki o naszą niezależność, że będziemy się bronić przed narzucaniem pewnych rzeczy ze strony Brukseli. A potem, w zaciszu gabinetu, wszyscy doskonale wiemy, co się działo. Kamienie milowe, Fit for 55, podatki unijne, ciche otwieranie rynku na migrację z krajów Azji. To wszystko się działo wbrew tym deklaracjom. Kolejna kwestia, którą na pewno nie pozostawała obojętna, to 2022 rok i Ukraina. Pracowałem wówczas w instytucjach rządowych i patrzyłem z przerażeniem na to, co się dzieje. Wiadomo, że sytuacja była trudna i dynamiczna, pewnych kwestii można bronić, ale rząd działał wtedy zupełnie bezrefleksyjnie – rzucamy wszystko, dajemy wszystko bez pilnowania własnego interesu, bez patrzenia na dobro naszych obywateli, bo to oni przede wszystkim zostali tym obciążeni.
Jak postrzega Pan zatem niedawne działania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który nadał jednej z jednostek wojskowych imię "Bohaterów UPA"?
Jak patrzę nawet na to, co się dzieje w ostatnich dniach, to widzę, że miałem po prostu rację, obawiając się takiego scenariusza, czyli braku jakiejkolwiek wdzięczności ze strony ukraińskiej, rozgrywania nas na arenie międzynarodowej, a za to wszystko płacimy my, zwykli obywatele. Pożyczki, długi, zobowiązania, rozbrojenie naszej armii, którą teraz trzeba na prawo i lewo uzupełniać, gdzie też się uzależniamy od technologii konkretnych. To wszystko były decyzje naiwnej polityki PiS, które się skumulowały. Jestem przekonany, że historia oceni dość chłodno tą naiwną politykę ówczesnego rządu
Czyli podsumowując – uważa Pan, że to PiS się zmienił, a nie Pan?
Dokładnie tak. Należałem do PiS 16 lat i decyzja o opuszczeniu partii nie była dla mnie łatwa. Były też i związki towarzyskie, projekty, które się próbowało realizować. Człowiek się jednak łudzi, ma nadzieję na jakąś refleksję. Wisienką na torcie, że to już nie ma sensu, było to, co się zaczęło dziać już po przegranych wyborach, a zwłaszcza po wyborach prezydenckich wygranych przez Karola Nawrockiego. Brak jakiejkolwiek refleksji w PiS i udawanie, że to nie były nasze decyzje.
Nawet politycy partii nie mogli krytykować niektórych decyzji rządu Mateusza Morawieckiego, od których Karol Nawrocki odcinał się w kampanii prezydenckiej.
Tak. To tzw. doktryna z Przysuchy, czyli za nic nie przepraszać, za nic nie brać odpowiedzialności. Absolutnym kuriozum był festiwal pychy, który wybuchł na Nowogrodzkiej zaraz po szczęśliwie wygranych wyborach prezydenckich. Choć kandydat PiS osiągnął historycznie najgorszy wynik w pierwszej turze (za co oczywiście nie ma co winić prezydenta Nawrockiego, bo była to po prostu emanacja topniejącego poparcia dla partii), to pojawiło się wszechobecne przekonanie, że powrót do pełni władzy jest już właściwie oczywisty, któremu towarzyszyły chyba jakieś halucynacje pana prezesa, że idą po 40 proc. i samodzielną większość. Całkowicie nie do przyjęcia dla mnie były też wściekłe ataki na Konfederację, które wówczas się pojawiły. To przecież wyborcy tego ugrupowania uratowali nas przed prezydenturą Trzaskowskiego i pełnią władzy Tuska. To jest prosta matematyka i do wyciągnięcia tych oczywistych wniosków nie potrzeba doktoratu z politologii. Kiedy słyszę wygibasy zwłaszcza panów Morawieckiego i Kaczyńskiego, odnośnie tych wszystkich błędów, to powiem szczerze, że oni mi się kojarzą w tym wypadku z Lechem Wałęsą i jego stosunkiem do swej agenturalnej przeszłości – idą w zaparte, mimo faktów co do tej polityki, wbrew jakiejkolwiek elementarnej logice. Myślę, że wystarczyłoby uderzyć się w pierś i część elektoratu na pewno by to jakoś próbowała zrozumieć.
Dlaczego akurat teraz podjął Pan decyzję o odejściu z PiS i dołączeniu do Konfederacji?
Myślę, że to był dość uczciwy moment. Nie jesteśmy w żadnym okresie wyborczym. Dopiero będziemy wchodzić w okres kampanijny. To jest czas spokojniejszy, gdzie nikt też nie może mi zarzucić, że to jest gra polityczna obliczona na jakiejś korzyści. Jestem bardzo zadowolony z tej decyzji, bo kwestie, których oczekiwałem w polityce i po politykach, w których PiS mnie bardzo, bardzo mocno zawiódł, są właśnie w Konfederacji, w Ruchu Narodowym i będzie można je realizować. Utożsamiam się z panem marszałkiem Krzysztofem Bosakiem, jego poglądami i tym, co mówi. Jestem przekonany, że będziemy sobie mogli nawzajem mocno pomóc. Trzymam kciuki za projekt Konfederacji, bo uważam, że droga PiS, którą przyjął, to już nie ma wiele wspólnego z wcześniejszym PiS. Obserwacja ostatnich wydarzeń w mojej byłej partii: tej nieustającej walki frakcji, wybielanie agresji Izraela czy tchórzostwa w przyjęciu odpowiedzialności za fatalną politykę względem Ukrainy, tylko umacniają mnie w poczuciu podjęcia najlepszej możliwej decyzji politycznej.
Czy wśród warszawskich radnych szykuje się transferów z PiS do Konfederacji się szykuje?
Odzywają się do mnie działacze i samorządowcy PiS. Przed moim wyjściem z partii również pewne sygnały otrzymywałem, ponieważ nie pozostawałem w ukryciu ze swoją krytyką wobec mojej byłej partii od dłuższego czasu – czy to na forum głosowań Rady Miasta, czy na forum aktywności w mediach społecznościowych wypowiadałem swoje krytyczne zdanie. Więc pewne osoby, które to widziały i które po cichu utożsamiały się z moimi poglądami, też się odzywały. Wiem, że jakieś działania mogły mieć miejsce, ale cytując szefa Ruchu Narodowego na Mazowszu, posła Krzysztofa Mulawę, nie każda droga prowadzi do Ruchu Narodowego. Nie chcę się wypowiadać za kierownictwo, natomiast osobiście jestem optymistą, bo widzę, co się dzieje i jakie są ruchy w strukturach PiS. Każdego, kto myśli podobnie do mnie, zachęcam do odwagi i do podjęcia takiej decyzji. Świat się naprawdę na PiS nie kończy. Mit budowany latami przez Jarosława Kaczyńskiego, że oprócz PiS nie ma niczego na prawicy rozpada się jak zamek z piasku, a prawdziwe idee prawicy są wręcz poza tą partią. Jeśli się ma prawicowe poglądy, chce się silnego państwa, to uważam, że w takich miejscach jak Konfederacja, można z czystym sumieniem próbować je realizować.
Planuje Pan pozostać w samorządzie, czy wystartować w wyborach parlamentarnych w 2027 roku?
Nie chciałbym aż tak wybiegać w przyszłość. Samorząd to jest 16 lat mojego życia i całe moje działania polityczne, więc na razie mi to zdecydowanie wystarcza. Oczywiście, nie wiem co dalsza przyszłość przyniesie, ale póki co nigdzie się nie wybieram. Chciałbym realizować się w tej materii i też muszę przygotować ciekawą ofertę dla mieszkańców, bo wszyscy widzimy, że duopol PiS i PO w Warszawie zabija miasto. Z jednej strony – Platforma Obywatelska już czuje się jakby wszystko mogła zrobić i wszystko stara się zmonopolizować. Z drugiej strony – PiS jest nieakceptowalny dla mieszkańców. PiS nie ma nawet próby wyjścia z autorskim programem. Uważam, że Jarosław Kaczyński skreślił największe miasta jako te, gdzie wybory wygrać trudno, więc po co się na nich skupiać, jeśli możemy walczyć o Chełm, o Końskie, czy inne mniejsze miejscowości. Niestety, bardzo mocno tego doświadczałem jako samorządowiec w Warszawie, że partia w ogóle się nie interesowała tym, co tak naprawdę się dzieje w mieście.
Czytaj też:
Transfer z PiS do Konfederacji. Znany radny dołącza do Ruchu NarodowegoCzytaj też:
"Wielka potwarz ze strony Zełenskiego". Konfederacja reaguje na decyzję Nawrockiego
