We wtorek przy okazji konferencji prasowej z ogłoszeniem wspólnej kandydatki KO i PSL w wyborach na prezydenta Krakowa, szef rządu został zapytany przez dziennikarzy, co dalej w tej sprawie, jeśli strona ukraińska nie zmieni decyzji o nadaniu jednostce specjalnej imienia "Bohaterów UPA".
– Zrobię więc wszystko, czy to będzie się komuś podobało, czy nie, i wiem, że wielu to się nie podoba. Ludzie chcieliby czarno-białych scenariuszy, ja to rozumiem. Mnie też czasami szlag trafia, jak słyszę niemądre wypowiedzi po tamtej stronie granicy. Tłumaczyłem prezydentowi Zełenskiemu długo: pamiętaj, wy macie swoją wrażliwość, my mamy swoją, dbajcie o nas tak, jak my dbamy o was – mówił Tusk.
Premier mówił, że po raz pierwszy w historii Polski i Ukrainy udało się zbudować tak "dobrą relację", przypominając o gigantycznej pomocy udzielonej Ukrainie przez Polskę. – Nie można tego zmarnować i strona ukraińska powinna wykazać maksimum dobrej woli – zaznaczył, dodając, że w interesie Warszawy i Kijowa nie leży wymiana ciosów.
Protasiewicz: Wstyd mi. Przepraszam
Na ostrą wypowiedź Tuska zareagował jego były partyjny kolega Jacek Protasiewicz. Polityk podkreśla, że "wściekanie się" to stała metoda premiera, która służy markowaniu działania. Były poseł Platformy Obywatelskiej dodał, że wstyd jest mu za to, że kiedyś brał udział w podobnych działaniach swego partyjnego szefa.
"Jego często »trafia szlag« lub »wściekł się«…i co z tego? Nic!Totalnie nic! Stary, ograny zabieg, który ma tworzyć wrażenie gościa,który nad czymś panuje,chociaż nie panuje nad niczym…brałem w tym koncepcie udział i jest mnie z tego powodu,dzisiaj,wstyd.Po prostu…przepraszam" – napisał Protasiewicz w mediach społecznościowych.
Czytaj też:
Spotkanie przywódców bez Polski. Tusk: Nie będziemy respektowaćCzytaj też:
Polska na bocznym torze. Rzecznik Starmera odpowiada Tuskowi
