Panna "S" w oku kamery
  • Tomasz Zbigniew ZapertAutor:Tomasz Zbigniew Zapert

Panna "S" w oku kamery

Dodano: 
Flaga Solidarności
Flaga Solidarności Źródło: Wikipedia / CC BY-SA 2.0, Platforma Obywatelska RP from Polska - Flickr
Pionierska monografia „Solidarność na ekranie. Wizerunki fabularne”, autorstwa Arkadiusza Bileckiego i Krzysztofa Kornackiego, wnikliwie omawia filmy poświęcone wielkiemu ruchowi społecznemu, który w sierpniu 1980 r. narodził się w Gdańsku

Autorzy drobiazgowo omawiają kolejne tytuły, opatrując je sugestywnymi komentarzami. Losy przywoływanych produkcji bywały bardzo różne. Upływ czasu szczególnie źle wpłynął na „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, uwypuklając doraźność obrazu nakręconego w rekordowym tempie podczas karnawału Solidarności. „Wigilia ’81” Leszka Wosiewicza czy „Wolny strzelec” Wiesława Saniewskiego zyskały zaszczytne miano „półkowników”, co spotęgowało ich legendę. Natomiast agitki powstałe na zamówienie umundurowanej władzy – „Godność” i jego kontynuacja „Czas nadziei”, obie w reżyserii Romana Wionczka według scenariuszy Jerzego Grzymkowskiego – przysporzyły twórcom wstydu (o mianie kolaborantów nie wspominając). Seanse nierzadko odwoływano z braku frekwencji, a dyptyk pokrywa coraz grubsza warstwa kurzu. Jak najbardziej słusznie!

SEANSE WIDEO

Gdy odzyskaliśmy wolność, Solidarność także trafiała przed kamerę. W przeróżnych konfiguracjach, nierzadko z dobrym skutkiem. Vide: „Trzysta mil do nieba” Macieja Dejczera, „Ostatni prom” Waldemara Krzystka, „Rozmowy kontrolowane” Sylwestra Chęcińskiego, „Szczur” Jana Łomnickiego, „Śmierć jak kromka chleba” Kazimierza Kutza, „Popiełuszko. Wolność jest w nas” Rafała Wieczyńskiego, „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego, „Żeby nie było śladów” Jana P. Matuszyńskiego, „Wezwanie” Mirosława Dembińskiego, „80 milionów” Waldemara Krzystka, „Rysa” Michała Rosy, „Kret” Rafaela Lewandowskiego, „Zwerbowana miłość” Tadeusza Króla. Zdecydowanie warto też przywołać przedstawienia Sceny Faktu Teatru Telewizji (m.in. „Oskarżeni”, „Sprawa Emila B”., „Operacja »Reszka«”, „Gry operacyjne”). Niestety, ku ubolewaniu publiczności unicestwionej przez włodarzy TVP w likwidacji.

W książce można znaleźć także odniesienia do filmów tematycznie wiele wspólnego z Solidarnością niemających. Tyle że skierowano je do produkcji na przełomie lat 1980 i 1981, w okresie poluzowania cenzuralnego kagańca. Dajmy na to: „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego, „Był jazz” Feliksa Falka, „Wielki bieg” Jerzego Domaradzkiego, „Matka Królów” Janusza Zaorskiego”, „Alternatywy 4” Stanisława Barei, względnie „Niedzielne igraszki” Roberta Glińskiego, po części filmowane w podwórzu studni kamienicy przy ul. Noakowskiego w Warszawie, co doskonale pamiętam, ponieważ podpatrywałem działalność ekipy podczas… licealnych wagarów.

Natomiast z czasów studenckich przypominam sobie prywatne projekcje z… wideokaset (czy to aby jeszcze czytelny termin?) „Przesłuchania”. Wprawdzie urody zdjęć Jacka Petryckiego nie sposób było docenić, lecz wywierały piorunujące wrażenie. Po raz pierwszy pokazano na ekranie ubeckie kazamaty. Kulisy realizacji odsłonił po latach scenarzysta i reżyser Ryszard Bugajski. W obawie, by kopia obrazu – który na kolaudacji oprócz dyspozycyjnych wobec partii filmowców bezpardonowo krytykowali także filmowcy tej miary, co Jerzy Hoffman i Jan Rybkowski – nie została zniszczona, realizatorzy wykradli ją z Wytwórni Filmów Dokumentalnych, choć na przeszkodzie, nieoczekiwanie, usiłował stanąć Marek Piwowski. Bugajskiemu i osobom wtajemniczonym w operację nie mieściło się w głowie, że: „»Piwek« jest agentem. On? Donosicielem? Wtyką SB? To wykluczone, niemożliwe. Prędzej Jaruzelski jest tajnym agentem Mosadu albo Watykanu niż nasz wspaniały, ukochany Mareczek Piwowski współpracownikiem bezpieki”.

Beznadzieja lat 80. w połączeniu z brakiem możliwości zawodowych skłoniły w końcu Bugajskiego do emigracji. Zresztą myślał już o tym po 13 grudnia 1981 r.: „Jaruzelski – ty sowiecki sługusie […], ty żałosna gnido... Naród ci nigdy tego nie wybaczy” – kreślił stan swego ducha z tamtych dni. A z perspektywy III Rzeczypospolitej dodawał: „Nadal […] uważam Jaruzelskiego za człowieka słabego, bez kręgosłupa i bez serca, za sowieckiego sługusa”.

SAMOTNY ŻAGIEL

Z racji historyczno-sportowych moją szczególną uwagę przykuł inny tytuł. „Stan wewnętrzny” powstał w roku 1983, lecz na premierę musiał oczekiwać aż sześć lat; rozpowszechnianie uniemożliwił urząd cenzorski. Bohaterką jest polska żeglarka z tytułem naukowym, którą 13 grudnia 1981 r. zastał na oceanie podczas rejsu dookoła świata. Związana z opozycją rozważa, czy kontynuować wyprawę. Dowiaduje się, że w ojczyźnie leje się krew, a wielu znajomych internowano. PRL-owscy mocodawcy nakazują jej kontynuację podróży, licząc na propagandowe zdyskontowanie wyczynu, lecz kapitan zmienia kurs, kierując jacht do najbliższego portu, po czym wraca samolotem do kraju. Zwolniona z pracy angażuje się w konspirę. Realizatorzy zadbali o gwiazdorską obsadę. W roli wiodącej wystąpiła, przeżywając wtedy szczyt formy, Krystyna Janda, której partnerowali m.in.: Jadwiga Jankowska-Cieślak, Ewa Błaszczyk, Daria Trafankowska, Janusz Gajos, Karol Strasburger, Mirosław Konarowski, Marek Bargiełowski oraz Jan Prochyra. Zwraca uwagę obecność ekranowa satyryków, bezrobotnych w chwili realizacji filmu. Jacek Fedorowicz zagrał samego siebie, Jan Pietrzak wojskowego komisarza stoczni w stopniu pułkownika. Czy dziś wystąpiliby obok siebie?

Marian Opania po raz kolejny (po „Człowieku z żelaza”) wcielił się w dziennikarza. Na ekranie nazywał się Maciej Szumiński, co nasuwało skojarzenia z Maciejem Szumowskim. Redaktorem naczelnym „Gazety Krakowskiej” przychylnej Solidarności, ale formalnie organem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W epizodzie pojawili się też aktorzy trójmiejscy: Jerzy Kiszkis i Szymon Pawlicki, represjonowani za działalność związkową. Z kolei Ewa Milde wkrótce po zakończeniu zdjęć „wybrała wolność” w Stanach Zjednoczonych. Bez wątpienia twórców „Stanu wewnętrznego”, Krzysztofa Tchórzewskiego oraz Jacka Janczarskiego, zainspirował życiorys Teresy Remiszewskiej. Marzącej o opłynięciu w pojedynkę ziemskiego globu. Przez lata usiłowała pomysł urzeczywistnić. Bezskutecznie. Władza ludowa nie wyraziła zgody, ponieważ tajne służby podejrzewały męża żeglarki o szpiegostwo na rzecz USA. Był nim Jerzy Damsz, sławny polski lotnik z piękną kartą wojenną, ostatni dowódca 307. Dywizjonu Myśliwców Nocnych, tzw. Lwowskich Puchaczy. Po drugiej wojnie pozostał na emigracji. Remiszewska poznała go w latach 70. w USA, nakłaniając, aby powrócił do Polski, gdzie wkrótce wzięli ślub.

W PRL zdawano sobie sprawę ze splendoru wynikającego z samotnego opłynięcia pod żaglami kuli ziemskiej. Dobrze pamiętano medialny rezonans, który wywołały od Tokio po Buenos Aires spektakularne ekspedycje Leonida Teligi i Krzysztofa Baranowskiego. Jak wieść niesie, rządzący skłonili ówczesnego prezesa Polskiego Związku Żeglarskiego (nie był nim jeszcze Mieczysław F. Rakowski) do poszukiwania kandydatki bardziej predestynowanej na kolejny symbol „dekady sukcesu Edwarda Gierka”. Znaleziono Krystynę Chojnowską-Listkiewicz. Osiągnęła cel, ale nie dała się do wykorzystać do ilustracji hasła owej epoki „Polak potrafi!”. Nadzieje na okołoziemski rejs Remiszewskiej odżyły po Sierpniu 1980. Przekroczyła już jednak wtedy pięćdziesiątkę, toteż doszła do wniosku, że nie jest to wiek do podejmowania aż tak ryzykownych wyzwań. Przyszła na świat (rok 1928) w Międzychodzie. Jeszcze w niemowlęctwie zamieszkała w Gdyni. Jej ojciec był bankowcem, dziadek po kądzieli lekarzem. Doktor Andrzej Chramiec szefował zakopiańskiemu sanatorium dla suchotników (jak dawniej określano chorych na gruźlicę), dzielnicę tatrzańskiego uzdrowiska na jego cześć nazwano Chramcówki. Wygnana jesienią 1939 r. z Gdyni, którą po zajęciu Niemcy przemianowali na Gotenhafen, znalazła przystań w Krakowie. Tam uczyła się na tajnych kompletach. Po wojnie zdała maturę, ukończyła psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, zdobywała kolejne kwalifikacje jachtingu, poznała pierwszego męża, urodziła dwoje dzieci. Rodzina osiadła w Nowej Hucie, flagowej inwestycji doby bierutowszczyzny. Po 15 latach małżonkowie się rozstali, a Remiszewska wraz z potomstwem powróciła nad morze.

Jako pierwsza Polka samotnie opłynęła Bałtyk, za co otrzymała prestiżowe wyróżnienie – Rejs Roku 1970. Dwa lata później uczestniczyła w transatlantyckich regatach żeglarzy samotników. Z Plymouth do Newport żeglowała adaptowanym jachtem turystycznym. Wyprawa trwała aż 57 dni, gdyż większość trasy podróżowała z... pękniętym masztem, walcząc o przetrwanie – nie zwycięstwo. Jesienią 1980 r. zaangażowała się w działalność sekcji ochrony środowiska NSZZ „Solidarność”. Podczas stanu wojennego opracowywała zarys programu społeczno-ekonomicznego dla podziemia, zatytułowany „Nasze dziś i jutro”. Wydana w ręce SB przez TW „Wiktora” ponad kwartał spędziła w areszcie śledczym. Wzbudziło to protesty światowych kręgów sportu. Pod ich naciskiem zrezygnowano z postawienia Remiszewskiej przed sądem. Odzyskawszy wolność przetłumaczyła – i opublikowała w drugim obiegu, pod pseudonimem Urszula Karpińska – sławetną dysertację prof. Normana Daviesa „Biały orzeł, czerwona gwiazda”. Przeszła na wcześniejszą emeryturą, owdowiała, wspierała potomstwo i wnuki, kontynuujące żeglarskie tradycje. Była obecna na pokazie „Stanu wewnętrznego” podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Wkrótce dopadły ją kłopoty kardiologiczne. Wymusiły rozstanie ze sterem. Na wieczną wachtę odeszła 2 marca 2002 r. © ℗ Wszelkie prawa zastrzeżo

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także