Napisałem, że kiedy ustanawiali we Francji związki partnerskie dla homoseksualistów, zarzekali się, że nie będzie „małżeństw” jednopłciowych i nie będzie adopcji dla takich par. Kiedy ustanowili „małżeństwa dla wszystkich”, czyli zredefiniowali małżeństwo tak, żeby mogło chodzić o związek dwóch osób niezależnie od płci, i dali tym samym homoseksualistom prawo do adopcji, zarzekali się, że nie będzie in vitro dla lesbijek. Kiedy dali lesbijkom refundowane in vitro w imię równych praw wszystkich małżeństw i związków partnerskich, zarzekali się, że surogacji dla gejów nigdy nie będzie. To było raptem parę lat temu. I oto Attal — zadeklarowany homoseksualista żyjący w związku partnerskim z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Stéphanem Séjourné — żąda teraz, aby Francja debatowała na temat prawa do posiadania dzieci przez surogację.
Dla kogoś, kto jak ja urodził się i wychował we Francji, ta sekwencja nie jest zaskoczeniem. Jest wręcz podręcznikowa. Każdy kolejny krok był zapowiadany przez poprzedni, każde kolejne zapewnienie okazało się celowym kłamstwem – tzw. „prawdą etapu”. Wiem też, że Francja to tylko jeden z wielu takich przykładów w naszym dekadenckim świecie zachodnim. I właśnie dlatego, z troską o Polskę i Polaków, ostrzegam: w Polsce już to się dzieje na naszych oczach i nie będzie inaczej, jeśli Polacy nie zatrzymają tego szaleństwa teraz.
Francja ma przy tym coraz bardziej wymowny rachunek demograficzny. W roku 2000 wskaźnik dzietności we Francji wynosił 1,89 dziecka na kobietę — wysoki jak na standardy zachodniej Europy. W 2010 roku osiągnął poziom 2,02, czyli de facto zastępowalność pokoleń, najwyższy poziom od końca baby boomu, a Francja była przez kolejne lata jednym z najbardziej płodnych krajów Unii Europejskiej. Tymczasem w roku 2020 wskaźnik ten spadł do 1,84, a w roku 2025 — według najnowszych danych INSEE — osiągnął 1,56. Jest to najniższy poziom od końca I wojny światowej i dzieje się tak pomimo obecności licznej populacji imigranckiej, która takiego problemu z dzietnością (czy też z rozumieniem małżeństwa) akurat nie ma, co oznacza że dzietność rodowych Francuzek jest znacznie niższa niż wynikałoby z ogólnokrajowego wskaźnika.
Brutalny spadek dzietności nad Sekwaną to nie jest przypadek. To jest bezpośredni skutek polityki, która od lat systematycznie osłabia instytucję małżeństwa. Od chwili wprowadzenia PACS-ów — związków partnerskich — w 1999 roku liczba zawieranych małżeństw we Francji systematycznie spada, a liczba PACS-ów rośnie do tego stopnia, że w 2020 roku po raz pierwszy liczba nowych związków partnerskich przekroczyła liczbę nowo zawieranych małżeństw. Związki partnerskie są co do zasady mniej trwałe niż małżeństwa — a mniej stabilne rodziny to mniej dzieci. Logika jest prosta, i Francja udowodniła ją statystyką.
Zamach na polską Konstytucję tylnymi drzwiami
Co to ma wspólnego z Polską roku 2026? Niestety, wszystko. W Polsce trwa właśnie — prowadzony w sposób nieuczciwy i niedemokratyczny — atak na konstytucyjną definicję małżeństwa. 20 marca tego roku Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok nakazujący warszawskiemu Urzędowi Stanu Cywilnego dokonanie transkrypcji zagranicznego aktu „małżeństwa‟ dwóch mężczyzn. NSA oparł się przy tym na wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 25 listopada 2025 r. — wyroku, który, jak wskazuje m.in. Instytut Ordo Iuris, zapadł poza kompetencjami TSUE, czyli — jak mówią prawnicy — ultra vires, ponieważ państwa członkowskie nigdy nie przekazały Unii Europejskiej kompetencji w zakresie prawa małżeńskiego i rodzinnego. Rząd Donalda Tuska nie tylko nie przeciwdziałał temu orzeczeniu — w toku postępowania przed TSUE aktywnie popierał stanowisko, które Trybunał ostatecznie przyjął.
Zaraz po wyroku NSA minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ogłosił projekt rozporządzenia zmieniającego wzory aktów małżeństwa — tak by wykreślić z nich słowa „kobieta‟ i „mężczyzna‟, zastępując je neutralnymi „małżonek pierwszy‟ i „małżonek drugi‟. Premier Tusk wezwał zaś ministrów do jak najszybszego działania. Mechanizm jest znajomy każdemu, kto zna historię Francji z ostatnich dwudziestu pięciu lat: kiedy nie można zmienić prawa frontalnymi metodami, zmienia się je tylnymi drzwiami — wyrokiem sędziów aktywistów, rozporządzeniem ministra, bezprawną presją brukselskiej biurokracji.
Tymczasem art. 18 polskiej Konstytucji jest jednoznaczny: małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny podlega ochronie Rzeczypospolitej. Przepis ten nie znalazł się w Konstytucji przez przypadek — umieszczono go świadomie, w rozdziale I, wśród fundamentalnych zasad ustrojowych, właśnie po to, by uniemożliwić wprowadzenie jakiejkolwiek formy małżeństwa jednopłciowego „tylną furtką‟. Zmiana tej normy wymaga procedury z art. 235 Konstytucji — odpowiedniej większości w obu izbach parlamentu oraz możliwości przeprowadzenia referendum. Żadna z tych procedur nie została uruchomiona. Ani wyrok NSA, ani rozporządzenie ministra, ani nawet wyrok TSUE nie są w stanie zmienić Konstytucji. A jednak rząd zachowuje się tak, jakby ta zmiana już zaszła.
Ordo Iuris staje przy urzędnikach
Instytut Ordo Iuris nie zamierza pozostać bierny wobec tego zamachu na praworządność. 11 czerwca br. przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie — w tym samym czasie, gdy Rada Miasta Stołecznego Warszawy obradowała na sesji — Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny zorganizowały konferencję prasową pod hasłem „Bunt dla Konstytucji”. Prezes Instytutu mec. Jerzy Kwaśniewski wezwał urzędników stanu cywilnego i samorządowców z całej Polski do odmowy dokonywania bezprawnych transkrypcji — i zapowiedział, że każdy urzędnik, wobec którego zostaną wyciągnięte konsekwencje za zgodne z prawem postępowanie, może liczyć na bezpłatną pomoc prawną Instytutu. Mec. Rafał Dorosiński przypomniał z kolei, że instytucja małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny jest zakorzeniona nie tylko w Konstytucji i Kodeksie rodzinnym, ale w bardzo wielu polskich ustawach — co pokazuje, jak głęboko wpisana jest cały porządek prawny Rzeczypospolitej. Jej zmiana wymagałaby nowelizacji setek przepisów w sposób demokratyczny i przejrzysty, nie zaś ukradkowego przepisania wzorów formularzy przez ministra cyfryzacji.
Osobną kwestią jest projekt ustawy o związkach partnerskich, procedowanej właśnie w parlamencie. Jej zwolennicy przekonują, że to jedynie kwestia praw majątkowych i szpitalnych — nic więcej. Słyszałem to już we Francji, gdy uchwalano PACS-y. Końcowy rachunek zna już historia: najpierw PACS, potem małżeństwo i adopcja, potem in vitro dla lesbijek, i do tego refundowane, a za chwilę dostęp do usług surogacji dla gejów. Instytucja alternatywna wobec małżeństwa, bez względu na to, jak ją nazwać, osłabia małżeństwo — właśnie to potwierdzają dane demograficzne z Francji, gdzie dzietność runęła do historycznych minimum. A przy obecnej dzietności w Polsce, na poziomie poniżej 1,1 dziecka na kobietę, dalsze osłabianie instytucji małżeństwa i rodziny to nic innego jak zbiorowe samobójstwo narodu.
Dlatego też samorządowcy i pracownicy urzędów stanu cywilnego w całej Polsce nie powinni ulegać bezprawnemu naciskowi. Mają po swojej stronie Konstytucję, orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i — poza trójką sędziów aktywistów, która w imię Rewolucji Kulturowej nie przyjmuje się wyrokiem własnego sądu w składzie rozszerzonym z 2019 r. — samego NSA. Mogą też liczyć na pomoc prawną Ordo Iuris.
W najbliższą środę, 18 czerwca br. o godz. 18:00, Instytut organizuje bezpłatny webinar przeznaczony właśnie dla nich — dla urzędników stanu cywilnego, kierowników USC oraz samorządowców, którzy chcą wiedzieć, jak zgodnie z prawem postąpić wobec żądań transkrypcji. Rejestracja jest bezpłatna i dostępna pod adresem: webinar-transkrypcja.ordoiuris.pl.
Kraje takie jak Francja pokazały, dokąd prowadzi ta droga. Polacy teraz szansę, której Francuzi już nie mieli — bo ich ostrzegano za późno, albo wcale. Czas działać.
Autor pracuje w Instytucie Ordo Iuris
