"Financial Times" informuje, że ukraińskie władze próbują rozwiązać największy problem armii – niedobór żołnierzy i wyczerpanie walczących na froncie mężczyzn i kobiet. Zaproponowana reforma nie budzi jednak powszechnego entuzjazmu.
Niezadowolenie z planów Zełenskiego
Pierwszy etap reformy będzie dotyczył wyłącznie wojsk czynnych. Rząd proponuje zwiększenie naboru cudzoziemców w szeregi Sił Zbrojnych, uproszczenie transferów między jednostkami oraz zachęcenie dezerterów do powrotu. Kluczowym punktem jest jednak wprowadzenie kilku formatów umów, trwających od 10 do 24 miesięcy. Przewidują one nie tylko wyższe wynagrodzenia, ale także gwarantują urlop po ich zakończeniu.
Zmiany nie podobają się żołnierzom, którzy obecnie służą w armii, zwłaszcza tym, którzy wstąpili do niej w 2022 roku lub wcześniej. Dziennik cytuje Artema Czapaja, który służy w armii od 4 lat. Określił on reformę jako "ohydną" i dodał, że stawia ona żołnierzy przed "nowym dylematem”.
– Albo zadowalasz się ochłapami ze stołu pana, albo odmawiasz i jako niewolnik jesteś za to odpowiedzialny – powiedział.
Walczący od lat na froncie żołnierze wskazują, że zaproponowane zmiany są dla nich mało korzystne i nie uwzględniają gratyfikacji za wiele lat służby. Mają również wątpliwości, czy państwo dotrzyma złożonych obietnic. Sceptycyzm wśród wojska budzi również obietnica częściowej demobilizacji żołnierzy, którzy walczyli jeszcze przed 2022 rokiem. Problem w tym, że nie zostaliby oni całkowicie zwolnieni ze służby. Byłaby ona "zawieszona" na jakiś czas. To z kolei stwarzałoby dla nich problemy np. na rynku pracy. Nie wszyscy pracodawcy chcieliby zatrudniać żołnierzy, wiedząc, że za jakiś czas będą musieli "oddać" ich armii.
Eksperci mają wątpliwości, czy nowe przepisy pozwolą pozyskać dla armii odpowiednią liczbę nowych żołnierzy.
– Nawet te zachęty finansowe nie wystarczą, by przejść na ochotniczy pobór. Obecnie pieniądze nie są kluczową kwestią, jeśli chodzi o niechęć do wstąpienia do wojska. Chodzi raczej o strach przed złym dowódcą, strach przed śmiercią, strach przed brakiem odpowiedniego przeszkolenia – powiedział Anton Hruszecki, dyrektor wykonawczy Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii.
Czytaj też:
Rosja może uderzyć w państwo NATO. Zaszła istotna zmianaCzytaj też:
Czarnek zdradził, co usłyszał od emerytowanego żołnierza. "Z dedykacją"
