Kanał Zero jako pierwszy poinformował, że oddział ratunkowy w Szpitalu Południowym w Warszawie miał w przyspieszonym trybie przyjmować polityków Koalicji Obywatelskiej. Z ustaleń serwisu wynika, że działacze partii mieli być przyjmowani bez kolejki, natomiast kompleksowych badań dokonywano zaraz po dokonaniu rejestracji przez przedstawicieli rządzącego ugrupowania.
Kwestia "saloniku" jest pokłosiem afery Dawida Kacprzyka. Radny, przez lata związany z KO, stracił pracę w szpitalu po tym, jak nagłośniono jego ogromne zarobki jako lekarza bez specjalizacji. Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała z kolei o wszczęciu postępowania sprawdzającego ws. medyka.
Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym w Warszawie, powiedział w rozmowie z Kanałem Zero, że Dawid Kacprzyk "traktuje ludzi jak fantomy, a jeżeli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty". – To się kończy czymś, czego nie jestem w stanie zaakceptować – oświadczył. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. I to jest sedno całego zamieszania – powiedział. Lekarz został już przesłuchany w prokuraturze.
Borowski: Kryzys wyostrzył problem
Sytuację skomentował w poniedziałek na antenie TVP Info senator Koalicji Obywatelskiej Marek Borowski. Polityk stwierdził, że "mamy do czynienia z kominami zarobkowymi lekarzy, które są zapewne nie tylko w tym szpitalu".
– Są lekarze, którzy powinni zarabiać dużo i bardzo dużo, bo są wybitnymi specjalistami. W tym przypadku mamy młodego człowieka, który zarabiał 400 zł za godzinę. Trzeba przyznać, że system musi szwankować, jeżeli do czegoś takiego dochodzi – powiedział Borowski.
Parlamentarzysta uważa, że "kryzys wyostrzył problem i spowodował, że opinia publiczna i część środowiska medycznego jest dzisiaj gotowa do przyjęcia rozwiązań, których wcześniej nie byłoby można przeprowadzić".
Senator KO: To jest absolutnie konieczne
Marek Borowski odniósł się również do słów Łukasza Jankowskiego, prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, który stwierdził, że "jeszcze żaden rząd nie wygrał z lekarzami".
– Jest to stwierdzenie aroganckie. Jeżeli prezes Naczelnej Rady Lekarskiej ma konkretne argumenty, że może to spowodować określone szkody, to możemy dyskutować. Jednak, odpowiada, że my (środowisko lekarskie – przyp. red) nie zgadzamy się na to, bo chcemy, by do naszych płac nikt nie zaglądał – powiedział były minister finansów.
Jak zaznaczył Borowski, „informacja o zarobkach jest wiedzą dla instytucji kontrolnych i NFZ-u”. – To jest absolutnie konieczne. Problem ciągnie się od lat, a system jest rozregulowany. (...) Istnieje konkurencja miedzy szpitalami, które ściągają do siebie lekarzy oferując im odpowiednio wysokie kontrakty. Jednocześnie mamy prywatną służbę zdrowia, która też przyciąga lekarzy. Ustawa o zarobkach nie uzdrowi systemu, ale pozwoli na postawienie diagnozy, choć nie kuracji – ocenił senator KO.
Czytaj też:
Tusk uderza w sygnalistę. Czarnek ma jedno pytanieCzytaj też:
Trzaskowski do dymisji? Kosiniak-Kamysz odpowiedział
