Łukasz Neubauer: Większość ludzi kojarzy Tolkiena przede wszystkim jako powieściopisarza, nierzadko twórczość jego postrzegając przez pryzmat adaptacji filmowych. Niektórzy słyszeli też o jego pracy akademickiej oraz wkładzie w dziedzinę literaturoznawstwa. Niewiele jednak osób wydaje się być świadomymi głębi jego życia duchowego.
Holly Ordway: Rzeczywiście, myślę jednak, że wynika to przede wszystkim z tego, iż w jego pisarstwie kwestie wiary pozostają w pewien sposób ukryte. Doskonale widać to chociażby na przykładzie „Władcy Pierścieni”, który nie jest – jak początkowo sugerowali niektórzy – powieścią o rysie alegorycznym. Dostrzec w niej można fundamentalny, acz w znacznej mierze niedopowiedziany element katolicki. Jest on fundamentalny nie tylko w takim znaczeniu, że pozostaje ukryty, lecz także dlatego, iż jest on niezwykle istotny dla zrozumienia sensu całej opowieści. Ponadto można jednak czytać „Władcę Pierścieni”, nie dostrzegając jego głębokiego wymiaru religijnego. To znaczy jest on w dalszym ciągu obecny, ale w sposób, który nie dla każdego jest oczywisty.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
