Bernhard. Mało kto tyka się dziś tego autora.
Może dlatego, że ciężko się czyta książki i wyłapuje teatralne sensy po Krystianie Lupie? Agnieszka Olsten i ekipa pracująca w wałbrzyskim „Szaniawskim”, biorąc się do „Immanuela Kanta”, nie przestraszyli się obu tych wielkości, autora i reżysera – wielkiego bernhardoznawcy. Nie są też bynajmniej pozbawieni poglądów, mają swoje obsesje, na czele z jakże częstym dziś katastrofizmem klimatycznym. Wskazuje na to jasny w wymowie pomysł scenograficzny. Wchodzimy tu do świata „po”, wypełnionego szczątkami, śmieciami.
Recenzja została opublikowana w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
