Nowa faza wojny, nowa faza polityki
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

Nowa faza wojny, nowa faza polityki

Dodano: 
Władimir Putin, Wołodymyr Zełenski
Władimir Putin, Wołodymyr Zełenski Źródło: Wikimedia Commons / PAP / Viktor Kovalchuk
Wojna w Europie Wschodniej jest na kolejnym zakręcie, choć za nim wcale jeszcze nie ma pokoju.

Obecnie Ukraińcy bezkarnie bombardują obiekty w głębi Rosji, ginie przy tym ludność cywilna (nawet do kilkunastu osób podczas ataku), a Rosjanie z kolei bez rozgłosu, bardzo powoli, ale jednak posuwają się naprzód na terytorium ukraińskim, a ich ataki powietrzne są coraz bardziej kosztowne dla drugiej strony. Obustronne, coraz bardziej wyniszczające ataki wydają się nie mieć końca – i to jest nowy obraz największej wojny na Starym Kontynencie od zakończenia II wojny światowej. Za naszą granicą wojna ta trwa już, co warto sobie uświadomić, niemal cztery i pół roku. Na tyle długo, że wszyscy, łącznie z Moskwą i Kijowem, zdążyli się do tego przyzwyczaić.

Siła Ukraińców w zakresie ataków na Rosję bez wsparcia Elona Muska będzie wyraźnie słabsza. To fakt. Zmęczenie wojną w nieuchronny sposób będzie rosnąć. Widać to zresztą zarówno po rosnącej depopulacji, jak i niechęci do powrotów do ojczyzny. Widać jednak przede wszystkim po sondażach popularności polityków. Ten, który z wojną jest utożsamiany – prezydent kraju – traci najwięcej. Do tego stopnia, że ostatnio po raz pierwszy w historii zajął w takim rankingu... czwarte miejsce. To osobista klęska Wołodymyra Zełenskiego, który zdecydowaną większość życia był Władimirem i dotąd woli mówić po rosyjsku, a nie po ukraińsku. To tak à propos nacjonalistycznych min, które robi. Jako aktor nawet dość wiarygodnie się w nich prezentuje.

Zatem zapewne po wyborach prezydenckich czeka nas zmiana. Uwaga: wcale nie musi być ona spowodowana wojną. Dokładna analiza historii prezydentów Ukrainy w ostatnich dwóch dekadach pokazuje, że był i jest to kraj, w którym głowa państwa ma krótkie – polityczne oczywiście – życie. Wiktor Juszczenko, Wiktor Janukowycz, Petro Poroszenko i teraz, wielce prawdopodobnie, Zełenski – to prezydenci raptem jednej kadencji. Jak widać, Ukraińcy nie są cierpliwi. Trudno im się skądinąd dziwić, skoro komik Zełenski wygrał wybory dzięki obietnicom pokoju, w przeciwieństwie do Poroszenki – reprezentanta „partii wojny” – a teraz sam stał się twarzą tejże wojny z Rosją.

To o polityce wewnętrznej. Teraz słów parę o polityce międzynarodowej. Zachód traktuje Ukrainę jako olbrzymi teren do eksploatacji gospodarczej – surowcowej, inwestycyjnej, siły roboczej. Ma być półkolonią. Oczywiście istnieje spór, czy bardziej dla Stanów Zjednoczonych Ameryki, czy też Europy. W kontekście NATO i Kijowa jest czerwone światło i będzie czerwone światło. W kontekście Unii Europejskiej akces Ukrainy albo będzie bardzo odległy, albo zrealizowana zostanie koncepcja niemieckiego polityka, europosła, szefa Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego Elmara Broka, który już kilkanaście lat temu głosił koncepcję akcesu Kijowa do UE, ale... bez korzyści z tego wynikających dla nowego członka. Słowem, Ukraina byłaby w środku Unii, ale jako „członek drugiej kategorii”.

I o tym w Kijowie już wiedzą. Między innymi stąd właśnie wynika antypolski zwrot w polityce ukraińskiej. Rozczarowanie Zachodem, gospodarcza degrengolada, olbrzymia wyrwa demograficzna, blokada, gdy chodzi o udział w kluczowych organizacjach międzynarodowych, do których akces był przedstawiany jako główny cel polityki zagranicznej Kijowa, wreszcie gigantyczna korupcja, z której Ukraina już słynie w świecie – to wszystko powoduje, że trzeba odwrócić uwagę opinii publicznej. Antypolskie melodie na różnych instrumentach są taką właśnie rozpaczliwą ucieczką od strategicznych problemów. Problemów, których nie da się rozwiązać w przewidywalnym czasie.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także