Emerytowany generał USA Keith Kellog chce brania ukraińskich kobiet na wojnę z Rosją. W nagraniu na YouTube "Do Rzeczy" redaktor naczelny tygodnika Paweł Lisicki przypomniał, że jeszcze niedawno były specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych do spraw Ukrainy był określany w mediach jako "przyjaciel" Ukrainy. Publicysta zwrócił uwagę, że w sytuacji, w której Ukraina przegrywa wojnę, ginie mnóstwo ludzi, kraj jest w tragicznej sytuacji gospodarczej, to przyjaciel – któremu teoretycznie powinno zależeć na jej dobru – doradziłby jej raczej zakończenie wojny, a nie więcej wojny. Lisicki powiedział, że jest to przykład dobrze pokazujący orwellowską nowomowę i odwracanie znaczenia słów.
Kellogg chce, żeby Ukraina mobilizowała na wojnę kobiety
Na pytanie, czy władze Ukrainy powinna zmobilizować kobiety do wojska, emerytowany generał porucznik Keith Kellogg odpowiedział twierdząco. – Czy uważam, że kobiety powinny zostać zmobilizowane do wojska? Moja odpowiedź brzmi: tak, ponieważ walczą one nie gorzej niż mężczyźni. Bardzo ważne jest, aby kobiety, jako część społeczeństwa, wstąpiły do służby — powiedział Kellogg.
82-letni Amerykanin dodał, że nie widzi w tym żadnego problemu ani na poziomie osobistym, ani zawodowym. – Moja żona i córka były spadochroniarkami i skakały ze spadochronem. Żona walczyła na Grenadzie, a córka — w Afganistanie.
Lisicki: Sytuacja musi być tragiczna
Paweł Lisicki powiedział, że skoro pojawiają się już pomysły, żeby wziąć do wojska i wysłać na wojnę nawet kobiety, to znaczy, że sytuacja dla Ukrainy jest już dramatyczna, a to z kolei tym bardziej oznacza, że Kijów powinien wejść na drogę dyplomacji i zakończyć wojnę. – Pomysł przymusowej mobilizacji kobiet jest szalony. Jest pytanie, gdzie są granice? – zauważył Lisicki. Jak dodał, widzimy tu pewien rodzaj fanatyzmu, tragiczny w skutkach dla ukraińskiej ludności cywilnej i przyszłości narodu. – Na razie mamy do czynienia z presją "przyjaciół" Ukrainy, żeby wysłała kobiety na front – powiedział Lisicki.
Publicysta zwrócił uwagę, że media w Polsce podały informację o pomyśle mobilizacji kobiet z pewnym ambarasem – prawdopodobnie z obawy o dysonans poznawczy, m.in. na aspekt moralny i humanitarny, a także dlatego, że w codziennej narracji dla polskich Czytelników Ukraina nieustannie zadaje kolejne ciosy i odnosi wojenne sukcesy.
Eskalacja wojny niebezpieczna dla Polski
Lisicki powtórzył wielokrotnie wyrażane stanowisko, że w interesie Polski, ale również Ukrainy – z uwagi na dysproporcję militarną, demograficzną, finansową względem Rosji – jest nie eskalacja, ale zakończenie trwającego konfliktu zbrojnego. – Przykład z pomysłem mobilizacji kobiet oznacza, że Ukraina jest już w sytuacji tragicznej, bo tylko wtedy takie pomysły mogą się pojawić – powiedział dziennikarz. – Z polskiego punktu widzenia rzecz robi się coraz bardziej dramatyczna i niebezpieczna – ostrzegł naczelny "Do Rzeczy".
Czytaj też:
Od tzw. pandemii przez Ukrainę po Iran. Lisicki: Wspólny mianownik to irracjonalizm Czytaj też:
Putin może użyć taktycznej broni jądrowej na Ukrainie? Nowe informacje