Uniki von der Leyen. Korespondencja ze Strasburga
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Uniki von der Leyen. Korespondencja ze Strasburga

Dodano: 
Ursula von der Leyen
Ursula von der Leyen Źródło: PAP/EPA / RONALD WITTEK
KONSTYTUCJA WOLNOŚCI Skoro już przewodniczący Komisji Europejskiej zdecydowali się począwszy od 2011 r. kopiować liczący sobie obecnie 286 lat zwyczaj omawiania stanu unii przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, to można by oczekiwać, że będą to robić z podobnym założeniem: aby pokazać, że istnieje jakaś wizja.

Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej. W tym roku wyszło fatalnie. I to nie tylko dlatego, że trudno porównywać Stany Zjednoczone – kraj co prawda federalny, ale jak by nie było jednonarodowy – z Unią Europejską złożoną z 27 państw członkowskich z odmiennymi historiami, interesami, geografią, charakterami narodowymi, demografiami, gospodarkami. Powodów mizerności tegorocznego SOTEU (jak nazywa się w żargonie unijnym wystąpienie o stanie UE) było o wiele więcej.

Po pierwsze – Ursula von der Leyen ma zerową, a nawet ujemną charyzmę. Każde wystąpienie wygłaszane przez nią technokratycznym, nudnym angielskim z twardym niemieckim akcentem brzmi tak, jakby księgowy referował utarg z ubiegłego tygodnia.

Druga kwestia to skłonność do zasypywania drobiazgami i informacjami o kolejnych rzekomo wiekopomnych inicjatywach, które całkowicie zaciemniają obraz całości. Dzisiaj dowiedzieliśmy się na przykład, że w planach jest powołanie paneuropejskiej służby strażackiej czy czegoś w tym rodzaju.

Czytaj także