Informację o areszcie dla Piesiewicza przekazała stacja TVN24. Później potwierdziła ją rzeczniczka prokuratora generalnego Anna Adamiak. Decyzja katowickiego sądu zapadła po posiedzeniu aresztowym, które trwało kilka godzin.
Sąd uznał argumentację prokuratury, która wskazywała, że w przypadku zatrzymanego zachodzi duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych mu czynów. Dodatkowo wskazywano na możliwe próby matactwa z jego strony.
Szef PKOl został aresztowany w związku z działaniami śledczych w sprawie afery Zondacrypto. Czynności dotyczą m.in. płatnej protekcji oraz działania na szkodę wierzycieli upadłej giełdy kryptowalut. Radosław Piesiewicz został zatrzymany w czwartek przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Następnie prezesa PKOl doprowadzono do śląskiego pionu Prokuratury Krajowej w Katowicach, gdzie usłyszał zarzuty związane z aferą Zondacrypto.
Piesiewicz: Nie czuję się winny
Przed wejściem do prokuratury prezes PKOl rozmawiał z dziennikarzami. Przekonywał, że sam jest ofiarą całej sprawy. – Polityka, polityka, polityka. Zobaczymy, co z tego będzie. Zobaczymy, kto jest winny – powiedział Piesiewicz.
Zondacrypto od października 2025 r. było sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Współpraca zaczęła się jednak komplikować. Pod koniec kwietnia zdecydowano o wygaszeniu i demontażu neonu sponsora z siedziby PKOl w Warszawie. Wcześniej Piesiewicz zapowiadał taki krok w przypadku braku kolejnej transzy pieniędzy od firmy.
Postępowanie w sprawie prezesa PKOl prowadzi zamiejscowy wydział Prokuratury Krajowej w Katowicach zajmujący się przestępczością zorganizowaną i korupcją. Sam wniosek prokuratury o areszt nie przesądza o jego zastosowaniu – decyzję podejmie sąd.
Czytaj też:
Zdrojewski o aferze Zondacrypto: To jest kryminał Czytaj też:
Przerwane przesłuchanie Piesiewicza. Nowy komunikat prokuratury
