Były wicemarszałek Sejmu zarzucił środowisku Suwerennej Polski przejęcie wizerunku i retoryki PiS, a tzw. maślarzom – wypychanie Mateusza Morawieckiego. Mimo rozłamu uważa, że po wyborach w 2027 r. oba środowiska mogą ponownie współpracować.
Terlecki uderza w "maślarzy"
Drugim powodem konfliktu, obok wspomnianego wypychaia, miała być sytuacja Mateusza Morawieckiego. – Ta grupa nazywana "maślarzami" uparła się, żeby wypchnąć Mateusza Morawieckiego, który mnie się wydaje jest najpoważniejszym politykiem po Jarosławie Kaczyńskim w Prawie i Sprawiedliwości – mówił Terlecki na antenie Radia Zet. Były wicemarszałek przekonywał, że Morawiecki nie ma konkurencji, jeśli chodzi o kompetencje w zakresie zarządzania gospodarką i finansami państwa.
Terlecki odniósł się również do zarzutów i kontrowersji dotyczących byłego premiera. Według niego obecnie również politycy PiS uczestniczą w działaniach wymierzonych w Morawieckiego. – Nieładnie, że nasi dotychczasowi koledzy teraz idą na taką ostrą już konfrontację i próbują zarzucać coś Mateuszowi Morawieckiemu, albo przynajmniej jakoś sączyć nieprzyjazne dla niego informacje — powiedział.
"Będziemy musieli współpracować"
Terlecki uważa jednak, że obecny konflikt nie musi oznaczać trwałego zerwania między PiS a środowiskiem Morawieckiego. – Wydaje mi się, że i tak po wyborach w przyszłym roku będziemy musieli współpracować ze sobą – stwierdził.
Przypomniał, że Jarosław Kaczyński wykluczał taką możliwość, ale sam Terlecki nie przywiązuje do tych deklaracji większej wagi. – Ja nie bardzo w tę "czarną listę" wierzę, a poza tym tyle razy różni dysydenci z Prawa i Sprawiedliwości wracali po jakimś czasie i uzyskiwali bardzo intratne pozycje w partii – mówił. Jako przykład wskazał Zbigniewa Ziobrę.
Czytaj też:
Terlecki odsłania kulisy rozłamu w PiS. "Dramatyczny finał"
