Polak mieszkający w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Australii może mieć w Polsce konto bankowe, oszczędności, nieruchomość, obligacje, papiery wartościowe, lokatę czy zobowiązania finansowe. Może posiadać polski paszport, dowód osobisty i PESEL. Formalnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystał ze swojego majątku. A jednak w praktyce może się zdarzyć sytuacja absurdalna: właściciel pieniędzy nie może się dostać do własnego rachunku.
Nie dlatego, że nie ma pieniędzy. Nie dlatego, że bank zakwestionował jego własność. Nie dlatego, że sąd wydał decyzję o blokadzie środków. Czasami wystarczy, że nie otrzyma SMS-a. Problem, który w 2026 roku dotknął klientów polskich banków mieszkających w USA i Kanadzie, pokazuje coś znacznie ważniejszego: polski system finansowy nadal nie jest w pełni przygotowany do obsługi obywatela, który mieszka poza granicami kraju. Piszę o tym problemie od maja 2026 roku, a pierwszy artykuł opublikowałem pod tytułem: „Cyfrowe wykluczenie Polonii: dlaczego polskie banki nie widzą własnych obywateli za oceanem”.
Problem znany od lat
Nie jest to jednak problem, który pojawił się w 2026 roku. Już w czerwcu 2023 roku Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Związku Banków Polskich w sprawie skarg osób mieszkających za granicą, które miały problemy z obsługą swoich rachunków w Polsce. Chodziło między innymi o niemożność zdalnej aktualizacji danych potrzebnych do identyfikacji klienta – na przykład numeru telefonu czy danych dokumentu tożsamości.
W niektórych przypadkach bank wymagał osobistego stawiennictwa w placówce w Polsce. RPO zwracał uwagę, że dla osoby mieszkającej tysiące kilometrów od Polski jest to rozwiązanie praktycznie niewykonalne. W jednej ze spraw problemu nie udało się rozwiązać nawet przy zaangażowaniu polskiego konsula. To niezwykle istotne.
Problem Polonii nie zaczyna się od SMS-a. SMS jest tylko jego najnowszą odsłoną. Już wcześniej istniała luka między tym, że bank formalnie posiada klienta mieszkającego za granicą, a tym, czy klient ten może rzeczywiście wykonywać wszystkie niezbędne czynności na odległość.
2026: SMS stał się bramą do pieniędzy
W czerwcu 2026 roku problem nabrał nowego wymiaru. Klienci polskich banków mieszkający w USA i Kanadzie zaczęli zgłaszać, że nie otrzymują SMS-ów potrzebnych do logowania, autoryzowania transakcji oraz odzyskania dostępu do rachunku. Początkowo szczególnie widoczne było to w przypadku klientów PKO Banku Polskiego, ale później podobne sygnały dotyczyły także innych banków. Urząd Komisji Nadzoru Finansowego potwierdził, że problem jest mu znany. Nie chodziło przy tym o zwykłą awarię telefonu. Problem związany był z zaostrzonym egzekwowaniem zasad dotyczących masowego ruchu SMS przez operatorów telekomunikacyjnych w Ameryce Północnej. Dla klienta efekt był jednak prosty: nie ma SMS-a – nie ma kodu – nie ma autoryzacji – nie ma dostępu.
W niektórych przypadkach klient nie mógł nawet zalogować się do bankowości internetowej. W przypadku PKO BP bank informował o pracach nad rozwiązaniem problemu, a jego własne materiały pokazują jednocześnie, że mobilna autoryzacja może zastąpić kody SMS. Problem polega na tym, że przejście na tę metodę może samo wymagać wcześniejszej autoryzacji, co dla osoby już odciętej od SMS-ów tworzy swoiste błędne koło.
Interpelacja posła Jana Dziedziczaka
Sprawa trafiła również do polskiego parlamentu. Poseł Jan Dziedziczak zwrócił uwagę na zgłaszane problemy amerykańskiej Polonii z dostępem do rachunków bankowych prowadzonych w Polsce. Wskazał na trzy grupy zagadnień: regulacje FATCA, wymogi AML/KYC oraz ograniczenia technologiczne systemów bezpieczeństwa banków.
Szczególnie mocno zaakcentował problem niedostarczania kodów SMS na zagraniczne numery telefonów, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. W ocenie posła nie jest to wyłącznie problem techniczny, lecz kwestia bezpieczeństwa finansowego obywateli RP oraz utrzymywania więzi gospodarczych Polski z Polonią. Odpowiedź Ministerstwa Finansów jest równie interesująca.
Wiceminister finansów Jurand Drop stwierdził, że resort nie odnotował sygnałów wskazujących na powszechny problem z niedostarczaniem SMS-ów klientom przebywającym za granicą. Podobnych sygnałów – według odpowiedzi ministerstwa – nie odnotowały również Związek Banków Polskich i UKNF. Ministerstwo wskazało jednocześnie, że banki oferują alternatywne metody autoryzacji, między innymi poprzez aplikacje mobilne.
I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: Czy brak dużej liczby oficjalnych zgłoszeń oznacza, że problem nie istnieje? Niekoniecznie. Jeżeli osoba nie może zalogować się do banku, nie otrzymuje kodu SMS, mieszka kilka tysięcy kilometrów od Polski, a procedura rozwiązania problemu prowadzi ją z powrotem do banku, telefonu lub placówki – system może nie rejestrować jej doświadczenia jako osobnego problemu systemowego.
Paradoks: bank mówi „to kwestia bezpieczeństwa”
Banki mają oczywiście obowiązek chronić pieniądze klientów. Wymogi dotyczące silnego uwierzytelniania, AML/KYC i przeciwdziałania oszustwom nie są przypadkowe. Nie można zatem postulować, aby banki po prostu zrezygnowały z kontroli tożsamości. Problem leży gdzie indziej.
Bezpieczeństwo klienta nie powinno być utożsamiane z koniecznością fizycznego przebywania w Polsce. Jeżeli można bezpiecznie potwierdzić tożsamość człowieka za pomocą aplikacji, biometrii, e-dowodu, klucza bezpieczeństwa czy innej technologii, państwo i sektor bankowy powinny zapewnić takie rozwiązania również obywatelom mieszkającym za granicą.
RPO zwracał uwagę, że banki mają prawo stosować rygorystyczne procedury, ale jednocześnie potrzebne są mechanizmy umożliwiające klientom zagranicznym wykonywanie podstawowych czynności bez osobistej wizyty w Polsce.
FATCA – ważny, ale często źle rozumiany element
W dyskusji pojawia się także FATCA. Nie można twierdzić, że FATCA sama w sobie „blokuje pieniądze Polonii”. Byłoby to uproszczenie. FATCA nakłada na instytucje finansowe obowiązki związane z identyfikacją klientów będących amerykańskimi podatnikami i raportowaniem określonych informacji. Dla banków oznacza to dodatkowe obowiązki dokumentacyjne i identyfikacyjne.
Problem może pojawić się na styku tych obowiązków z innymi procedurami bankowymi, szczególnie wtedy, gdy klient mieszka na stałe w USA i musi aktualizować dane, status podatkowy lub dokumenty. Dlatego FATCA należy traktować jako jeden z elementów większej układanki, a nie jako jedyne źródło problemu.
Podobnie jest z AML/KYC. Banki muszą znać swojego klienta i przeciwdziałać praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Nie oznacza to jednak, że klient mieszkający za granicą powinien być pozbawiony skutecznego zdalnego dostępu do swoich pieniędzy. RPO w swoich wystąpieniach wielokrotnie wskazywał właśnie na konieczność zachowania równowagi między bezpieczeństwem finansowym a prawami klienta.
Najbardziej absurdalny przypadek: trzeba przyjechać do Polski
Wyobraźmy sobie Polaka mieszkającego w Chicago, Dallas czy Los Angeles. Ma rachunek w polskim banku. Na rachunku znajduje się jego oszczędność. Bank wymaga aktualizacji numeru telefonu albo dokumentu tożsamości. Klient kontaktuje się z bankiem. Odpowiedź: „Proszę przyjechać do Polski”.
To nie jest rozwiązanie cyfrowe. To jest rozwiązanie z epoki papierowego banku i fizycznej placówki. RPO opisał przypadki, w których osoby mieszkające za granicą właśnie z takim problemem się zetknęły. Co więcej, wskazał, że dotyczyło to również osób mieszkających w Stanach Zjednoczonych i Australii. Jeżeli państwo chce traktować Polonię jako część polskiej wspólnoty narodowej, taki model powinien zostać zakwestionowany.
Polak za granicą nie powinien być „klientem drugiej kategorii”
W 2026 roku trzeba zadać pytanie znacznie szersze niż: „Dlaczego nie dochodzą SMS-y?”. Pytanie powinno brzmieć: Czy obywatel polski mieszkający za granicą ma takie samo praktyczne prawo do korzystania ze swoich pieniędzy w Polsce jak obywatel mieszkający w Polsce?
Formalnie odpowiedź brzmi: tak. Praktyka pokazuje jednak, że odpowiedź może być bardziej skomplikowana. Polak mieszkający w Polsce może w razie problemu pójść do oddziału. Polak mieszkający w Chicago może mieć przed sobą podróż przez Atlantyk. To nie jest równorzędny dostęp.
Problem jest większy niż bankowość
Sprawa banków pokazuje szerszy problem polskiej polityki wobec Polonii. Przez dziesięciolecia państwo polskie budowało system usług publicznych z założeniem, że obywatel mieszka w Polsce. Tymczasem miliony osób związanych z Polską mieszkają poza jej granicami. Jeżeli Polska chce korzystać z potencjału Polonii – gospodarczego, intelektualnego, politycznego i społecznego – musi stworzyć również infrastrukturę państwa dla obywatela mieszkającego poza Polską.
Dotyczy to bankowości, administracji, usług konsularnych, podatków, ubezpieczeń społecznych, dokumentów, głosowania i dostępu do informacji. Bankowość jest tylko jednym z najbardziej widocznych przykładów.
Potrzebny jest „Polonia Digital Access Standard”
Polska powinna stworzyć jasny standard obsługi obywatela mieszkającego za granicą. Jego podstawowa zasada powinna być prosta: Miejsce zamieszkania obywatela poza Polską nie może samo w sobie ograniczać jego cyfrowego dostępu do jego praw, usług i własności w Polsce.
W przypadku bankowości oznaczałoby to między innymi:
Po pierwsze – alternatywa dla SMS.
Każdy bank obsługujący klientów mieszkających za granicą powinien zapewniać bezpieczną metodę autoryzacji niezależną od polskiego numeru telefonu.
Po drugie – zdalna aktualizacja danych.
Zmiana numeru telefonu, dokumentu tożsamości czy innych podstawowych danych powinna być możliwa zdalnie po zastosowaniu odpowiednio silnej weryfikacji.
Po trzecie – procedura awaryjna.
Jeżeli podstawowa metoda autoryzacji przestaje działać, klient powinien mieć możliwość odzyskania dostępu bez konieczności przyjazdu do Polski.
Po czwarte – konsulat jako realny punkt wsparcia.
Polski konsul nie może być bezradnym pośrednikiem pomiędzy obywatelem a bankiem. Powinien istnieć jasno określony mechanizm rozwiązywania sytuacji, w których obywatel zostaje odcięty od własnego rachunku.
Po piąte – monitoring problemu.
Ministerstwo Finansów, KNF, RPO i Związek Banków Polskich powinny posiadać dane dotyczące liczby klientów mieszkających poza EOG, którzy mają problemy z dostępem do rachunków.
Dopiero wtedy będzie można odpowiedzieć na pytanie, czy problem jest marginalny, czy systemowy.
Nie chodzi o przywileje dla Polonii
Warto to podkreślić. Polonia nie żąda specjalnego traktowania. Nie chodzi o to, aby obywatel mieszkający w USA miał łatwiejszy dostęp do banku niż osoba mieszkająca w Polsce. Chodzi o równorzędny dostęp.
Jeżeli współczesna technologia pozwala potwierdzić tożsamość klienta bez jego fizycznej obecności, państwo powinno umożliwić korzystanie z tej technologii również Polakom mieszkającym poza krajem. Nie można budować cyfrowej Polski, a następnie pozostawiać milionów Polaków poza jej cyfrowymi granicami.
Jest jeszcze jeden wymiar tego problemu. Polonia nie jest wyłącznie grupą odbiorców usług państwa. Jest również ogromnym potencjałem gospodarczym. Polacy mieszkający za granicą posiadają majątek, inwestują w Polsce, kupują nieruchomości, utrzymują rodziny, wspierają polskie firmy i przesyłają pieniądze do kraju. Budowanie zaufania Polonii do polskich instytucji finansowych powinno być więc elementem polskiej polityki gospodarczej.
Jeżeli jednak człowiek mieszkający w Stanach Zjednoczonych słyszy, że aby odzyskać dostęp do własnego konta musi rozwiązać problem z polskim numerem telefonu, przyjechać do Polski albo znaleźć inną metodę autoryzacji, którą sam może wcześniej nie być w stanie uruchomić – jego zaufanie do systemu spada. A zaufanie jest jednym z najważniejszych aktywów gospodarki.
Od SMS-a do prawa dostępu
Największym błędem byłoby sprowadzenie całej sprawy do problemu technicznego. SMS można naprawić. Operator może zmienić konfigurację. Bank może wdrożyć aplikację. Ale pozostaje pytanie fundamentalne: Czy polski obywatel mieszkający poza granicami kraju ma mieć realny, a nie tylko formalny dostęp do swojej własności i usług państwa?
Interwencja posła Jana Dziedziczaka pokazała, że problem został zauważony w parlamencie. Odpowiedź Ministerstwa Finansów pokazała natomiast, że państwo nie dysponuje jeszcze pełnym obrazem skali zjawiska. Wcześniejsze wystąpienia RPO pokazują zaś, że problemy Polaków mieszkających za granicą nie są nowe. Najnowsze przypadki z USA i Kanady dowodzą, że cyfrowa luka nadal istnieje. Dlatego potrzebujemy nie kolejnej doraźnej interwencji w sprawie SMS-ów, lecz systemowej polityki cyfrowej wobec Polonii.
Polska nie może wymagać od obywatela mieszkającego w Chicago, Nowym Jorku czy Dallas, aby kupował bilet lotniczy do Warszawy po to, by uzyskać dostęp do własnych pieniędzy. Jeżeli pieniądze są jego, dostęp do nich również powinien być realny.
