Kogo zamknie prokurator?
  • Mariusz MuszyńskiAutor:Mariusz Muszyński

Kogo zamknie prokurator?

Dodano: 
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wchodzą do siedziby TK
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wchodzą do siedziby TK Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Nie prosiłem nikogo o poświęcenie Prezesa Święczkowskiego. Portal Onet po prostu kłamie przypisując mi takie działanie. Nie prosiłem, bo uważam, że racja i prawo są w tym sporze po stronie Święczkowskiego.

Wczoraj Onet opublikował artykuł, w którym wprowadził do dyskursu publicznego informację, jakobym był jedną z osób proszących Prezesa PiS o poświęcenie sędziego i prezesa TK Bogdana Święczkowskiego w imię płynności wypłat trybunalskich wynagrodzeń. To zwykłe kłamstwo. Nie prosiłem i nie będę prosił. Wręcz przeciwnie, gdybym miał to zrobić, to raczej prosiłbym każdego o wsparcie sędziego Świeczkowskiego, bo Polska, prawo i prawda są ważniejsze od kasy.

A skoro już zostałem wyrwany z mojej samotni, którą coraz bardziej lubię, i miało to miejsce w skandaliczny sposób, bo poprzez przypisanie mi działania z niskich (finansowych) pobudek, to swój sprzeciw wzbogacę o merytoryczną ocenę tego horroru, jaki nam zgotowała koalicja rządząca. Jest to potrzebne. Ministrowie i ich klakierzy, różnej maści prawnicy, od sklerotycznych profesorów, po niedouczonych adwokatów, wprowadzają do dyskursu publicznego wiele bzdur. I w ten sposób na płaszczyźnie sporu o TK, ujawnia się smutna prawda – mamy w Polsce mnóstwo prawników, którzy nie znają się na prawie, a co gorsza, część z nich ciągle jeszcze uczy studentów. Cóż, głupota ma dwie cechy, nie wie co robi i nie potrafi milczeć. Tylko młodzieży żal.

Żyjemy dziś w hybrydowym porządku normatywnym. Jest on zbudowany z wielu systemów prawa regulujących te same obszary życia społecznego. I każdy z tych systemów chce realizować zakodowane w nim cele i wartości. Więcej, każdy rości sobie prawo do pierwszeństwa przed konkurentami. Dla Polski, przynajmniej w omawianym kontekście sporu o TK ważna jest relacji trzech następujących systemów: prawa krajowego, międzynarodowego i unijnego. Relacja obarczona zresztą inherentnymi konfliktami. Dlatego tak ważna jest rzetelna wiedza. Trzeba wiedzieć jak się w tym labiryncie norm poruszać, by nie wpaść na normatywną minę, a nie stosować jakieś „działania zastępcze”.

Koalicja prawniczego kretynizmu w trakcie studiów rzucała w szkołę kamieniami i właśnie na minę wpadła. Taką olbrzymią, atomową. I próbuje przy niej majstrować młotkiem. W ten sposób wysadzi w powietrze nie tylko Trybunał Konstytucyjny, ale całe państwo, a przynajmniej obszar władzy sądowniczej.

Dlatego prostując głupotę tego towarzystwa wyjaśniam co następuje.

Po pierwsze, kwestia ślubowania

Nie da się wyeliminować obecności Prezydenta z procedury ślubowania osób wybranych na sędziów TK. I nie chodzi mi tylko o zapis, że odbywa się ono wobec Prezydenta. Słowo wobec oznacza literalnie fizyczna obecność, ale ma też dodatkowe znaczenie. Prezydent nie robi tam za paprotkę. Jest to specyficzna obecność. Świadoma, wywołująca skutki prawne. To obecność, która wyraża wolę Prezydenta do wysłuchania ślubowania, a w ten sposób odebrania go jako zobowiązania. Prezydent personifikuje wtedy Naród i państwo. Jego obecność pozwala na powstanie węzła prawnego. Ustrojowego węzła prawnego. I dlatego ślubowanie uruchamia stosunek służbowy sędziego TK – członka organu państwa, a za zachowanie niezgodne z jego rotą można ponosić odpowiedzialność. Późniejsze przemówienie gratulacyjne Prezydenta, podpis ślubującego pod spisana rotą ślubowania i reszta dokumentacji, w tym stosowna informacja dla Prezesa TK, powstanie takiego węzła prawnego udowadniają.

Fizyczne spotkanie ślubujących z Prezydentem to również pewna tradycja. Używam słowa tradycja, żeby nie napisać praktyka, czy zaszłość. Zasada ta pochodzi z czasów, kiedy nie było innej technicznej formy gwarantującej tego rodzaju skutki. Owszem, mogę wyjść naprzeciw nowoczesności i zmianom. Dziś jestem w stanie wyobrazić sobie ślubowanie za pośrednictwem kontaktu internetowego. Ale to musi być spotkanie ślubujących i Prezydenta przez internet w czasie rzeczywistym. Tak, Prezydent jest w jednym miejscu, ślubujący w innym. Tylko wtedy czas rzeczywisty gwarantuje prawniczą interakcję – wiąże świadectwo woli ślubujących i chęć postępowania zgodnie z rotą ślubowania oraz woli Prezydenta do odbioru (wysłuchania) jej. Dlatego wykluczone są tu jakieś poczty, potwierdzenia notarialne czy wykrzykiwanie ślubowania przed Kancelaria Prezydenta. Pomijając ich wątpliwą skuteczność w sferze ustrojowej, jest to ciągle działanie jednostronne. Brakuje tu wyrażanej łącznie woli prawnej obu stron. Nie powstaje ustrojowy węzeł prawny.

Po drugie, sprawa postanowienia tymczasowego ETPC

W potoku głupich wypowiedzi na jakie natykam się w dyskursie publicznym, bardzo podoba mi się niemal codzienne akcentowanie, że ETPC nakazał w postanowieniu tymczasowym, by rząd zrobił wszystko, aby umożliwić orzekanie osobom wybranym do TK. Podkreślę – „wszystko”. Pomijając już kwestię nadmiernej swobody tłumaczenia z angielskiego, zastanawiające jest, co ludzie powołujący się na to postanowienie sobie myślą? Uważają, że dostali ze Strasburga licencje na działanie w wersji open? James Bond 007? Prezesie Święczkowski uważaj…

Owszem, wiem że o tym postanowieniu tymczasowym ETPC piszę już trzeci raz. Ale groźby podnoszone publicznie i żądania, by to Prezes TK wykonał to postanowienie są po prostu zatrważające. Jeśli już prokurator chciałby kogoś postawić przed sądem to zdecydowanie źle wybrał adresata. Zgodnie z prawem, zarzuty co do bezczynności powinien skierować do ministra spraw zagranicznych. To w tym ministerstwie jest punkt przełożenia zobowiązań wynikających z orzecznictwa ETPC na państwo. I to tam powinno zostać zainicjowane każde działanie w tej sprawie. Przepraszam, doprecyzuję – każde działanie prawnie możliwe w obecnej sytuacji, które byłoby wykonaniem tego postanowienia.

Zanim rozwinę ten wątek przypomnę, że w mojej ocenie takie postanowienie nie stanowi zobowiązania międzynarodowego Polski. Pisałem o tym dwa razy. Nie jest ono znane wiążącej Polskę Konwencji o ochronie praw człowieka. To wymysł orzeczniczy ETPC znajdujący umocowanie w jego Regulaminie wewnętrznym. Takie europejskie prawo powielaczowe. Ale rządzący upierają się, żeby traktować to postanowienie jako rodzaj orzeczenia ETPC, prawie jak wyrok. I dla obowiązku jego wykonania przywołują jako podstawę prawna w art. 9 Konstytucji. Skoro tak chcą, to poruszajmy się na tej płaszczyźnie.

I teraz krótki wykład. Owszem, art. 9 Konstytucji stanowi dla organów państwa nakaz wykonywania międzynarodowych zobowiązań. Wszystkich poza tymi wskazanymi w art. 91. Jeśli postanowienie tymczasowe ETPC traktować jako zobowiązanie, to także jego. Należy jednak pamiętać, że przepis ten nie jest bezpośrednio stosowalny. Jest zasadą prawa, regułą ustrojową dotyczącą funkcjonowania państwa. Ale by wykonać wynikający z niego obowiązek konieczne jest istnienie konkretnych przepisów kreujących organom państwa stosowne uprawnienia. Co więcej, w systemie nie może być przepisów, które tego zabraniają. W końcu państwo działa na podstawie i w granicach prawa.

A dlaczego do wykonania zobowiązania międzynarodowego potrzebne są krajowe przepisy? Dlatego, że zobowiązanie tego rodzaju, jakim jest wg rządu postanowienie tymczasowe, nie wchodzi do krajowego obrotu prawnego. Nie jest też podstawą prawną do działania organów państwa. Po prostu określa cel, jaki trzeba osiągnąć.

Stroną postępowania przed ETPC jest Polska, rząd, a najdokładniej mówiąc minister spraw zagranicznych reprezentujący i chroniący interesy państwa przed trybunałami międzynarodowymi (zob. art. 32 ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy o działach administracji rządowej). Co więcej, w prawie polskim nie ma żadnej specjalnej procedury wykonania takiego postanowienia tymczasowego. Wszystko musi odbywać się na podstawie przepisów ogólnych.

A to znaczy, że rząd jako podmiot prowadzący polityką zagraniczną państwa i prawna strona postępowania jest inicjatorem każdego działania mającego na celu jego wykonanie. Powinien wystąpić do właściwych organów, aby sfinalizować postanowienie, a w razie potrzeby zainicjować przyjęcie stosownego prawa krajowego.

Wśród tych organów nie ma Prezesa TK. On też działa na podstawie wiążącego go prawa krajowego. A zgodnie z nim Prezes uruchamia się dopiero po ślubowaniu. Kiedy Prezydent poinformuje go o przeprowadzeniu ceremonii. To nie informacja medialna, nie informacja od zainteresowanych, ale od Prezydenta, uruchamia Prezesa TK.

Na czym polega ta mina na która wlazł rząd i majstruje przy niej rękoma Prokuratora Generalnego? A na tym, że w obecnej sytuacji pozostaje rządowi: po pierwsze, przekonać Prezydenta do odbioru ślubowania; po drugie, zmienić prawo; po trzecie, jakoś zalegalizować ten teatr ze ślubowaniem w Sejmie.

Pierwsza i trzecia droga wiążą się. Jednak obie blokuje wszczęte przez TK postępowanie odnośnie sporu kompetencyjnego. Do czasu, aż nie zostanie rozstrzygnięte, możliwości zorganizowania ślubowania wobec Prezydenta przeszkadza twardy przepis ustawy o postępowaniu przed TK (art. 86 ust. 1). Blokuje ją, niezależnie od tego, jak oceniamy prezydencki wniosek. Ja nie ukrywam, że uważam go za słabiutki. Przy takim wniosku sam opowiedziałbym się za umorzeniem sprawy, aczkolwiek z teza wiodącą w uzasadnieniu, że prawo jest jasne, a jego treścią jest obowiązek złożenia ślubowania wobec, czyli w obecności Prezydenta. I nie ma dziś innej formuły na objęcie urzędu.

Owszem, umorzenie nikogo do niczego nie zobowiązuje, ale otwiera ścieżkę do uniknięcia detonacji. Alternatywą jest też wycofanie wniosku przez Prezydenta.

Po trzecie, głupota Marszałka

W tym procedowaniu jest jeden problem. Do rozstrzygnięcie wniosku, nawet umorzeniem, potrzebny jest pełny skład, i to bez osób zainteresowanych wynikiem procedowania. W sumie mało realne. Szczególnie, że 11. sędzia TK też wisi w powietrzu. Tak na marginesie – wisi, bo obowiązków nie dopełnił tu Marszałek Sejmu. Tak, moim zdaniem cały spór o spełnienie ustawowych przesłanek dla kandydata na sędziego TK to wina Marszałka Sejmu, który podpisem uruchomił procedurę wyboru, dopuścił do głosowania nad kandydaturą, mimo wadliwych działań podległej mu administracji sejmowej. Przypomnę, że kiedy w latach 2016-2023 radca lub adwokat ubiegał się przed KRS o urząd sędziego sądu powszechnego, przedstawiał koło 30 spraw, jakie prowadził w swej dotychczasowej karierze. Doktor habilitowany lub profesor prawa przedstawiał dorobek naukowy. I tak samo jak KRS, powinna postąpić Kancelaria Sejmu. Poprosić o dokumenty i nie byłoby sprawy. Marszałek nie dopilnował, a teraz się arogancko broni. I daje Prezydentowi uzasadnienie blokowanie ślubowania.

W efekcie pozostaje zmiana ustawy o statusie sędziów TK, co też nie będzie proste, jeśli chcemy wprowadzić ją retroaktywnie. A musimy retroaktywnie, bo dotyczy osób już wybranych przez Sejm. Przy głupocie prawnej naszych władców i ich pomagierów, wcale nie byłbym pewien, że zrobią to dobrze.

A do tego dochodzi jeszcze jeden problem. Zmiana ustawy dla wykonania międzynarodowego zobowiązania to już nie prawo, to polityka. Po pierwsze, trzeba mieć większość w Sejmie, co akurat koalicja posiada, a po drugie trzeba uzyskać zgodę Prezydenta, aby zakończyć proces legislacyjny z jego podpisem pod ustawą. I znów przypomnę, że za przygotowanie projektu takiej ustawy odpowiada rząd, a w jego ramach minister spraw zagranicznych. To nie może być inicjatywa poselska, bo te zobowiązania wynikające z woli orzeczniczej ETPC, to obszar polityki zagranicznej.

Zgodnie z Konstytucją, ani posłów, ani Prezydenta nie można zmusić, odpowiednio – do głosowania za taką ustawą, jak i jej podpisania. Oni reprezentują państwo. Owszem, suwerenne państwo powinno wykonywać zobowiązania międzynarodowe, ale robi to na zasadach konstytucyjnych. I formuła przewidziana art. 9 Konstytucji właśnie suwerenność ma gwarantować. Zobowiązuje państwo do wykonania wiążącego zobowiązania, ale pozostawia wybór sposobu wykonania samemu państwu (właściwym organom). Suwerenność jest zagwarantowana właśnie dzięki wolności państwowej decyzji jak osiągnąć wskazany w takim postanowieniu tymczasowym cel. Gdyby było inaczej, doszłoby do utraty suwerenności. I to dlatego każdy organ podejmuje decyzje działając w ramach prawa krajowego.

Ja widzę to tak: rząd robi projekt, Sejm uchwala ustawę, bo rząd ma większość i dochodzimy do Prezydenta. Pytanie, czy z art. 9 Konstytucji wynika dla Prezydenta obowiązek podpisania ustawy? No właśnie wcale nie. Tu też rząd musi się dogadać. Swoboda wyboru formy wykonania zobowiązania dotyczy także Prezydenta. On może wcale nie chcieć generalnego przedefiniowania obowiązującego prawa. Może wybrać rozwiązanie poprzez postępowanie rozstrzygające spór kompetencyjny. I rząd wraca na minę, na którą się wpakował całą serią nieprzemyślanych działań wobec TK. Ja nie wiem, kto Premierowi doradzał takie procedowanie w sprawie TK, jaki ma właśnie miejsce, ale nie był to lotny doradca.

Po czwarte, zasada pierwszeństwa

I jeszcze jedno. Nie ma co tu wyskakiwać z zasadą pierwszeństwa prawa międzynarodowego. To nie jest to samo co zasada pierwszeństwa prawa UE. Ta ostatnia to reguła kolizyjna, a ta pierwsza to ogólna zasada prawa. Ona nie powoduje, że akt prawa międzynarodowego (tu: postanowienie tymczasowe) zastępuje prawo krajowe. Ona oznacza jedynie, że państwo nie może powoływać się na prawo krajowe, nawet rangi konstytucji, dla odmowy wykonania zobowiązania międzynarodowego. Nie zmienia jednak automatycznie prawa krajowego, nawet jeśli blokuje ono wykonanie zobowiązania. A w tym ostatnim przypadku państwo popada w reżim odpowiedzialności. Aż tyle i tylko tyle.

Organy państwa muszą wykonać zobowiązanie, ale działają na podstawie prawa krajowego. Dlatego jeśli prawo krajowe przeszkadza w wykonaniu, to właściwe organy państwa musza wcześniej to prawo zmienić. I tu wracamy do wyżej opisanej sytuacji.

I właśnie dlatego Prezes TK jest ostatnią osobą, do której można kierować jakiekolwiek oczekiwania, co do wypełnienia nakazu wynikającego z postanowienia tymczasowego ETPC. Na razie to wykonanie blokują zapisy art. 4 i 5 ustawy o statusie sędziów TK. Dopóki są one częścią obowiązującego prawa, potwierdzonego 30-letnią praktyką, Prezes TK nic nie może zrobić. Należy je uchylić, albo czekać do wyroku TK w sprawie sporu kompetencyjnego. Albo udać się do Canossy na Krakowskim Przedmieściu.

Reasumując powyższe, Onet kłamie na mój temat. Co więcej, mógł swoje spekulacje sprawdzić, bo redakcja zna mój numer telefonu. Cóż rzetelność dziennikarska to nie jest cecha tego portalu.

A w sprawie Trybunału mamy węzeł prawny, przy którym ten gordyjski to Pikuś. I to węzeł, który rządzący sami sobie zapletli serią absurdalnych działań. A ponieważ kusi ich by pójść śladem Aleksandra i rozwiązać sprawę siłowo, przypominam, jak skończył Aleksander i jego państwo. Canossa cesarza Henryka IV dała zdecydowanie lepsze rezultaty, przynajmniej dla cesarstwa. A jeśli prokurator szuka winnych zaniedbań, to niech szuka w innym miejscu niż TK. Sam wskazałem co najmniej dwa typy.

A na koniec apel wieloletniego dydatyka: uczcie się cymbały, bo nie znacie nawet podstaw dzisiejszego porządku prawnego. Zostaliście ze swoją wiedzą w XX w. A świat nie czeka.

Czytaj też:
Święczkowski wszczyna postępowanie. Trojgu sędziom TK grożą zarzuty dyscyplinarne

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także