Jeśli jest coś, czego król Karol naprawdę nie lubi, to jest to zmiana planów. Szczególnie gdy ma miejsce podczas jego krótkich wakacji. Co roku, w sierpniu, Jego Królewska Wysokość zamienia garnitur na kilt i odmeldowuje się do zamku Balmoral w Szkocji, który jest w posiadaniu korony od roku 1852. Program jest niezmienny: grill w plenerze, niedzielna msza w kościele Crathie Kirk, łowienie ryb w rzece Dee.
Jednak w niedzielę, 16 sierpnia, wiadomość, która nadeszła od młodszego syna króla, Harry’ego Windsora, zakłóciła królowi zwyczajowy rytm. Harry zawiadamiał ojca, że razem z żoną i dwojgiem dzieci, Lilibet, lat pięć, i Archiem, lat osiem, zamierza przeprowadzić się do Wielkiej Brytanii. Czy syn prosił ojca o pozwolenie, czy pytał go o zdanie? Raczej nie, zważywszy, że informacja o repatriacji była już w zaawansowanym stadium realizacji, dzieci zapisane do szkoły, dom w Cotswolk wynajęty.
Zgodnie z zapowiedzią po sześciu latach spędzonych w Kalifornii rodzina Sussexów stanęła na ziemi starego kraju. Postawiony wobec takiej sytuacji król Karol nie miał innego wyjścia, jak wydać oświadczenie, że bardzo się cieszy z tego, że będzie mógł częściej widywać swoje wnuki.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
