Generał wskazuje miasta, od których może zacząć się rosyjska eskalacja

Generał wskazuje miasta, od których może zacząć się rosyjska eskalacja

Dodano: 
Leon Komornicki, generał dywizji w stanie spoczynku
Leon Komornicki, generał dywizji w stanie spoczynku Źródło: PAP / Rafał Guz
Radosław Sikorski mówi, że Polska otrzymuje z wielu źródeł informacje, iż "Rosja szykuje coś dużego" jeszcze w tym roku. Jest komentarz Ggen. Leona Komornickiego.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski mówił o zagrożeniu ze strony Rosji podczas spotkania w Council on Foreign Relations w Nowym Jorku. Jak zaznaczył, informacje mają pochodzić z wielu źródeł, których nie zamierza ujawniać.

– Otrzymujemy informacje [...] nie zdradzamy źródeł, ale jest ich wiele, że Rosja szykuje coś dużego w tym roku – powiedział Sikorski. Szef MSZ mówił m.in. o możliwości przeprowadzenia przez Rosję operacji pod fałszywą flagą. Wspomniał również o Narwie w Estonii, gdzie znaczną część mieszkańców stanowią etniczni Rosjanie, oraz o podobnej sytuacji w niektórych miastach Łotwy. – Nie wiemy, co zrobią, ale musimy się przygotować, żeby ich odstraszyć – podkreślił Sikorski.

Narwa, Dyneburg i Wisaginia. Gen. Komornicki mówi o możliwej prowokacji

"Fakt" zwraca uwagę na miasta w państwach bałtyckich zamieszkane przez liczną ludność rosyjską. Chodzi m.in. o estońską Narwę, łotewski Dyneburg czy litewską Wisaginię. Dziennik zapytał gen. Leona Komornickiego, czy Rosja mogłaby próbować wykorzystać sytuację demograficzną w tych miejscach.

Generał nie wykluczył takiego scenariusza. Zastrzegł przy tym, że jego zdaniem Polska i NATO powinny koncentrować się przede wszystkim na przygotowaniu skutecznego odstraszania. – Oczywiście możliwy jest scenariusz z wykorzystaniem obecności Rosjan w różnych miastach krajów bałtyckich. W takim środowisku budzą podejrzenia, siłą rzeczy są jakoś izolowani. Nie można wykluczyć prowokacji pod obcą flagą, demonstracji wynikających z niezadowolenia z nierównego traktowania. Może nastąpić działanie hybrydowe, za którym pójdą wojska – powiedział "Faktowi"

Komornicki krytycznie odniósł się jednocześnie do publicznego formułowania kolejnych ostrzeżeń dotyczących potencjalnych działań Rosji. – Politycy i generałowie ciągle stawiają się w roli odkrywców. Jeszcze parę dni wcześniej słyszeliśmy, że mamy takie zdolności, że możemy zniszczyć Rosję szybciej niż Ukraina. Takie wykrzykiwanie jest niepoważne i nie przystoi w sytuacji, kiedy w Ukrainie trwa wojna, a Rosja prowadzi przeciwko nam wojnę hybrydową – ocenił.

"Ograniczony konflikt zbrojny". Generał wskazuje na przesmyk suwalski

Według Komornickiego jednym z potencjalnych celów rosyjskich działań mogłoby być odcięcie państw bałtyckich od pozostałej części NATO. Generał przedstawił scenariusz, w którym eskalacja działań hybrydowych stopniowo przeradza się w ograniczony konflikt.

– Poprzez eskalację wojny hybrydowej przeciwko państwom NATO chce dokonać konwersji działań wobec krajów bałtyckich – przekształcić je w ograniczony konflikt zbrojny, który będzie miał za zadanie odciąć kraje bałtyckie od przesmyku suwalskiego – powiedział.

Wojskowy zwrócił również uwagę na rosyjskie i białoruskie ćwiczenia wojskowe w regionie. W jego ocenie potencjał zgromadzony w pobliżu państw bałtyckich mógłby zostać wykorzystany do próby przecięcia połączenia lądowego między nimi a pozostałą częścią NATO. To jednak analiza Komornickiego, a nie potwierdzona informacja o decyzji Kremla dotyczącej przeprowadzenia takiej operacji. Generał przekonywał, że najważniejsze jest stworzenie takiego poziomu odstraszania, aby potencjalny atak w ogóle nie nastąpił.

– Sztuką nie jest mówienie, że to się stanie, ale mówienie, że to się nie wydarzy, ponieważ jesteśmy przygotowani na tyle, że Władimir Putin nie podejmie się realizacji swoich planów – stwierdził.

Komornicki o art. 5 NATO. "Wtedy powstanie dylemat"

Gen. Komornicki poruszył również kwestię reakcji NATO na ewentualny ograniczony konflikt. W jego ocenie Rosja mogłaby dążyć do sprawdzenia, jak Sojusz zachowa się w sytuacji, która nie przypomina klasycznej pełnoskalowej inwazji.

– Nie wiadomo, co zrobią kraje europejskie położone daleko na Zachodzie. Wtedy powstanie dylemat i właśnie to chce przetestować Rosja. A jeśli art. 5 NATO nie zadziała skutecznie, straci rację bytu – ocenił generał.

Komornicki ocenił też, że w razie konfliktu Polska nie powinna jako pierwsza angażować swoich sił. – Jedno jest pewne: jeśli dojdzie do konfliktu, Polska nie może iść pierwsza. Powinni pójść Amerykanie, Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy. My musimy zostać, bo też graniczymy z Rosją i nie możemy ryzykować bezpośrednim uwikłaniem się w wojnę, jeśli nie wiemy, czy inni pójdą – podsumował generał.

Źródło: Fakt
Czytaj także