Radosław Sikorski mówił o możliwych działaniach Rosji podczas spotkania w Council on Foreign Relations w Nowym Jorku. Sikorski nie sprecyzował, czego dotyczą te informacje. Wskazał jednak na możliwość przeprowadzenia przez Rosję operacji pod fałszywą flagą. – Uważam, że Putin potrzebuje pretekstu do mobilizacji, więc mogą przeprowadzić atak pod fałszywą flagą, aby powiedzieć Rosjanom: "jesteśmy atakowani i dlatego musimy się zmobilizować" – mówił.
Sikorski o możliwych działaniach Rosji
Szef MSZ odniósł się również do sytuacji Białorusi. Dzień wcześniej spotkał się z ministrem spraw zagranicznych tego kraju Maksymem Ryżenkowem. – Białorusini są bardzo zaniepokojeni wciągnięciem w wojnę – powiedział.
Sikorski zwrócił również uwagę na Narwę w Estonii, miasta na Łotwie ze znacznym udziałem ludności rosyjskiej oraz możliwość uzyskania przez Rosję lądowego połączenia z obwodem królewieckim. – Nie wiemy, co zrobią, ale musimy się przygotować, żeby ich odstraszyć – stwierdził. Jednocześnie ocenił, że Rosja byłaby „szalona”, gdyby zdecydowała się na pełnoskalową inwazję na państwa NATO. Za bardziej prawdopodobne uznał działania hybrydowe lub prowokacje, które mogłyby utrudnić uruchomienie art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Mobilizacja i "ostra zima"
Sikorski ocenił, że obecna strategia Moskwy polega m.in. na próbie odcięcia Ukrainy od dostaw z Zachodu. Z tym wiązał rosyjskie uderzenia w pobliżu przejść granicznych z Polską.
Według szefa MSZ Rosja, mimo problemów gospodarczych i kurczących się rezerw, może prowadzić wojnę jeszcze przez rok lub dwa, "chyba że Ukraina zniszczy ponad połowę mocy przerobowych rafinerii". – Rosja uważa, że ma jeszcze dwie karty do rozegrania: mobilizację i ostrą zimę, a także zniszczenie ukraińskiej sieci energetycznej, systemów ciepłowniczych i dużych firm – mówił.
Tusk: Nie grozi nam inwazja
Tego samego dnia Donald Tusk mówił o zagrożeniu ze strony Rosji podczas spotkania z mieszkańcami Krakowa. Premier uspokajał, że obecnie nie ma przesłanek wskazujących na pełnoskalowy atak na Polskę. – Nie grozi nam inwazja. Nic na to nie wskazuje. Nie mówimy o wojnie takiej, jaka się toczy w Ukrainie, z frontem, czołgami – powiedział.
Tusk zastrzegł jednak, że Rosja może stosować inne formy presji. – Musimy być przygotowani (...) na te paskudne formy presji, te hybrydowe formy wojny, jakie Rosja niestety doskonali – podkreślił. Premier ocenił również, że "Rosja dzisiaj nie jest zainteresowana pokojem" i jest "zainteresowana eskalacją".
Czytaj też:
Mocne słowa Nawrockiego na forum ONZ. Wytknął organizacji "błąd pierwotny" Czytaj też:
Niepokojące słowa z ONZ. Tak może wyglądać nadchodząca zima na Ukrainie
