Niechciany Benedykt XVI, czyli dlaczego pogrążamy się w krainie bezładu

Niechciany Benedykt XVI, czyli dlaczego pogrążamy się w krainie bezładu

Dodano: 
Benedykt XVI
Benedykt XVI Źródło: PAP/EPA / CLAUDIO ONORATI
Arkadiusz Robaczewski Kilka dni temu, jadąc samochodem słuchałem dużej ogólnopolskiej rozgłośni katolickiej. Ksiądz prowadzący audycję dla młodzieży mówił o dziedzictwie wielkich papieży ostatnich dziesięcioleci, wymieniał Pawła VI, Jana Pawła II, Franciszka. I tak kilkakrotnie. Nie był w tej powtarzanej wyliczance wspominany Benedykt XVI.

A nie tak dawno, w rocznicę jego wyboru na tron papieski, otworzyłem stronę internetową dużego katolickiego tygodnika. Większość materiału jest poświęcona wizycie Leona XIV w Afryce i to jest w pełni zrozumiałe. A dalej tytuły: „Ile Franciszka w Leonie? 1 rocznica śmierci Franciszka”. „Sycylia: przeszkadzała im dziurawa droga. Proboszcz zakasał rękawy i zabrał się za naprawę” i temu podobne informacje. Owszem, jeszcze relacja, całkiem sążnista, z Marszu Życia. O Benedykcie XVI – cisza. Jakby obowiązywała zmowa milczenia.

A ja właśnie w tych dniach sięgnąłem do jego przemówienia, które wygłosił 12 września 2008 roku w Kolegium Bernardynów, przemówienie adresowane do przedstawicieli świata kultury. Kolegium Bernardynów pełni dziś rolę centrum formacyjnego, ale było wzniesione, o czym przypomniał Papież Benedykt, w XIII wieku przez cysterskich mnichów, duchowych synów św. Bernarda z Clairvoux. Właśnie o duchowości monastycznej jako źródle kultury mówił Papież Wskazywał na warunek konieczny odnowy kultury, odnowy cywilizacji, odnowy polityki, edukacji i wszystkich innych istotnych dziedzin życia. To przemówienie powinno być czytane przez polityków i przez ministrów edukacji i ministrów kultury na całym świecie. Choć pewnie będą zaskoczeni receptą, jaką daje Papież Benedykt: edukacja i kultura odradzają się przez śpiew gregoriański i poszukiwanie Boga, quaerere Deum. Dziś dużo mówimy o reformie edukacji a mówimy w taki sposób jak gdyby sama edukacja była wytworem planu, decyzji i organizacji. Tworzy się programy, reformy, strategie, rozbudowuje procedury i mnoży urzędy, podąża za rynkiem i co nie tylko – a edukacja przestaje być skuteczna, jej efekty są coraz bardziej mierne, by nie powiedzieć – opłakane.

Benedykt XVI przypomniał w paryskim wystąpieniu rzecz na pozór prostą, lecz w istocie rozstrzygającą: kultura nie rodzi się z zamysłu, lecz z poszukiwania. Mnisi, od których zaczęła się duchowa i intelektualna forma Europy, nie zamierzali „tworzyć kultury”. Ich celem było quaerere Deum — szukane Boga. Kultura pojawiła się jako owoc tego poszukiwania. A była to kultura nie byle jaka. Dziś wiemy, że rozwój technologiczny zawdzięczamy mnichom. Pełnili oni funkcję „sprawnych i bezpłatnych doradców technicznych ówczesnego «trzeciego świata», jakim była Europa po najeździe barbarzyńców. Przykłady można mnożyć: na początku XI wieku mnich Eimler przeleciał szybowcem blisko 200 metrów. Mnisi byli zręcznymi zegarmistrzami. To oni tworzyli pierwsze zegary. Późniejszy papież Sylwester II, mnich benedyktyński, zbudował w 966 roku zegar dla miasta Magdeburga. Był to rezultat owego quaerere Deum, o którym mówił Papież Benedykt w swym paryskim wystąpieniu.

To odwraca porządek, do którego przywykliśmy. Ciągle koncentrujemy się na umiejętnościach, na usprawnianiu techniki. Dochodzi do tego, że przestajemy być wolni, że nasze własne wytwory oplatają krępującymi więzami naszą wolę, zaciemniają rozum. Dzieje się tak, bo porzuciliśmy poszukiwanie tego, co istotne. Takie porzucenie nie pozostaje bezkarne, prowadzi wprost do powstania regio dissimilitudinis – społeczności, gdzie wszystko jest na opak. Mówi Benedykt XVI: „Określeniem tym (regio dissimilitudinis), wywodzącym się z filozofii platońskiej, posłużył się św. Augustyn, by opisać stan swojej duszy przed nawróceniem (por. Wyznania, VII, 10.16): człowiek, stworzony na obraz Boga, w konsekwencji porzuca Go, trafia do krainy, gdzie wszystko jest na opak, daleko od Najwyższego, gdzie nie jest już Jego odbiciem i gdzie staje się niepodobny nie tylko do Boga, ale także do swojej prawdziwej natury ludzkiej”.

Edukacja, jaką dziś znamy buduje owe regio dissimilitudinis, krainę na opak. Dzieje się tak, ponieważ porzuciliśmy cyceroniańskią culturae animi, uprawę duszy. Ta uprawa rodziła wewnętrzny ład, który dopiero potem wyrażał się w dziełach, instytucjach i organizacji życia społecznego, polityce.

Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć, dlaczego współczesne reformy edukacyjne często zawodzą. Usiłują bowiem budować szkołę, bez rozstrzygania kwestii, które są podstawowe: jej podstawowego pytania: kim jest człowiek, jaka jest jego natura i jaki wyznacza ona cel. Mówi się o wartościach, ale bez zrozumienia czym one są; o myśleniu, ale bez odniesienia do prawdy; o rozwoju, ale bez określenia jego celu.

Nie jest to żadna neutralność światopoglądowa, tylko mocne zaangażowanie redukcjonistycznej wizji człowieka, bez transcendencji, bez duchowości.

A konsekwencje są nieuniknione. Tam, gdzie prawda zostaje zastąpiona opinią, a dobro zredukowane do tego, co przyjemne lub użyteczne edukacja traci swój zasadniczy i głęboki sen, staje się tresurą

Benedykt XVI przypomina, że pierwotnym celem edukacji było doprowadzenie człowieka do pełni, nie tylko w sensie wyposażenia go w pewne sprawności, lecz w sensie rozumienia prawdy o nim samym. Człowiek miał nie tylko yś sprawny i kompetentny, ale miał rozumieć, kim jest i jaki jest jego cel. kimś być

Paideia, cultura animi, quaerere Deum – to nie są trzy różne drogi, lecz jedna i ta sama droga widziana w różnych epokach.

Kończy swoje wystąpienie Benedykt XVI:”Quaerere Deum – szukanie Boga i pozwalanie, by nas odnalazł, jest tak samo potrzebne dziś, jak i w przeszłości. Czysto pozytywistyczna kultura, dla której pytanie o Boga należałoby jedynie do dziedziny subiektywizmu, jako nienaukowe, byłaby kapitulacją rozumu, rezygnacją z jego najwyższych możliwości, a tym samym porażką humanizmu, i to o poważnych następstwach. To co było podstawą kultury Europy, poszukiwanie Boga i gotowość, by Go słuchać, również dzisiaj pozostaje fundamentem każdej prawdziwej kultury”.

Czytając te słowa, zaczynamy rozumieć, dlaczego Benedykt XVI jest papieżem zapomnianym, niedocenianym, niechcianym wręcz Mówił bowiem rzeczy, których nie chcemy słuchać, usprawiedliwiając swoją niechęć skwitowaniem, że to mrzonki starego, przeintelektualizowanego księdza. Będziemy się zatem pogrążać w regnum disimilitudinis, w krainie, gdzie wszystko jest na opak.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także