W 2013 roku niepozornie wyglądający informatyk zatrząsł światem wywiadu i dyplomacji. 29-letni wówczas Edward Snowden, były pracownik CIA i analityk realizujący zlecenia dla tajnej agencji wywiadowczej (NSA), ujawnił mediom kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów.
Ujawnione sekrety pokazały całemu światu, jak władze w Waszyngtonie masowo podsłuchują i śledzą własnych obywateli, najbliższych sojuszników, a także miliony cudzoziemców. Dotyczyły one m.in. programu PRISM, który pozwala służbom specjalnym masowo podsłuchiwać rozmowy prowadzone za pośrednictwem Internetu, a także przeglądać pocztę elektroniczną, czaty czy wiadomości zamieszczane w najpopularniejszych serwisach społecznościowych. Snowden ujawnił także, że amerykańskie służby mają możliwość szpiegowania każdego, kto korzysta z usług takich firm jak Apple, Facebook, Google, Microsoft czy LinkedIn.
Na temat jego postępowania zdania są podzielone, jedni uważają go za bohatera i idealistę, inny za zdrajcę.
Podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku Donald Trump mocno atakował Snowdena, nazywając go "całkowitym zdrajcą". Jednak już w niedawnym wywiadzie dla dziennika "New York Post" zauważył, że wielu ludzi uważa, że jest on niesprawiedliwie traktowany przez organy ścigania. Na jednej z konferencji prasowej zapowiedział z kolei, że "zacznie się temu przyglądać".
Czytaj też:
Efekt Snowdena. Zdrajca czy bohater?Czytaj też:
Polski rząd w pułapce WhatsApp’aCzytaj też:
Grillowanie Wielkiego Brata
