Chiński teatr cieni

Chiński teatr cieni

Dodano: 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Flickr / Daniel Arauz / CC BY 2.0
26 września, dzień 208, wpis nr 197 Od czasu do czasu zaglądam na podstawowy serwis statystyczny dotyczący światowego kowida –worldometers.info. Podaje ona dane w podziale na kraje wraz z krzywymi zakażeń, słupkami zakażeń dziennych oraz zgonami. Warto tam wracać by zobaczyć co się dzieje. Szczególnie interesujące są dane z Chin.

Otóż Chiny chyba jednak zrobiły świat w balona. I można to wywnioskować na podstawie statystyk, chyba, że podawane przez światowe serwisy dane są fałszywe, więc mogą być fałszywe w każdą ze stron i wszystkie. Wygląda na to – według dostępnych danych -, że Chiny sprawnie wyeksportowały swego wirusa i obdarowały nim świat. Teraz, gdy inni – od miesięcy – walczą z drugą falą, u Chińczyków dawno jest już po wszystkim. Znajdziemy w statystykach chińskich kilka magicznych momentów, które to potwierdzają, a więc popatrzmy na nie.

Chiny zaczęły w styczniu i w ciągu nie całego miesiąca dojechały z dziennymi zakażeniami do +58.000. Za to w ciągu dwóch miesięcy zjechali do kilkunastu przypadków dziennie. W okresie od 1 marca do 25 września przybyło w Chinach 5.296 zakażonych, czyli 3,8 osobnika na milion mieszkańców.

Wykres nr 1

Zobaczmy, jak jechały z tym inne kraje:

W przypadku Niemiec w analogicznym okresie 1 marca-25 września przybyło 283.576 zakażonych (3.418 na milion mieszkańców), w USA – 7.244.109 zakażonych (22.045 na milion mieszkańców), w Szwecji przybyło 90.909 zakażonych (8.887 na milion) i w Polsce – 84.396 (2.220 na milion). Zobaczmy też na krzywe, kiedy u Chińczyków krzywa spadła w połowie kwietnia do śladowych ilości zakażonych w pozostały krajach pnie się do góry. A więc po dwóch miesiącach Chiny mają już po zabawie, zaś świat wchodzi w kolejne fale. I trwa to już 6 miesięcy. Oni w dwa, my w sześć. U nich spadło prawie do zera, u nas – rośnie.

Zestawienie nr 2

Okazuje się, że Chiny mają szczepionkę, bo jak wytłumaczyć lutowy pik nowych zakażeń i późniejszy zjazd prawie do zera?

Wykres 3

Jeszcze ciekawsze są zestawienia dotyczące śmiertelności w Chinach w porównaniu z innymi krajami.

W okresie 1 marca do 25 września w Chinach zmarło na koronawirusa 1,23 obywatela na milion mieszkańców. W USA 635, w Szwecji 571, w Niemczech 114 i w Polsce – 62. Podczas gdy w każdym kraju krzywa skumulowanych zgonów jest wznosząca, to w przypadku Chin mamy niesamowity wykres. Otóż krzywa zgonów rośnie aż do magicznego dnia 16 kwietnia, po poziomu 3.342 śmierci, po czym w czarnym dniu 17 kwietnia podskakuje o 1.290 zgonów i… zatrzymuje się. Wynika z tego, że Chińczycy załamali się w dniu 17 kwietnia i zastosowali… skuteczne lekarstwo na koronawirusa, po którym zgony ustały zupełnie. Wygląda to wręcz kuriozalnie:

Wykres 4

W naszych krajach wybranych do porównań wygląda to zupełnie inaczej. Wznosząca się skumulowana krzywa, gdzieniegdzie powoli wypłaszczająca się, tak jakby służba zdrowia opanowała już leczenie koronawirusa, co z punktu widzenia wiedzy medycznej jest, co najmniej na razie, niemożliwe.

Wykres 5

Mamy jeszcze kilka innych chińskich kwiatków, kiedy spojrzymy w głąb tych skumulowanych statystyk. Otóż dzienny wynik zakażeń w Chinach rósł sobie spokojnie do dnia 11 lutego, czyli doszedł do 2,5 tys. dziennie. W dniu 12 lutego skoczył o dodatkowe 12 tys., czyli do poziomu ponad 14 tysięcy, dzień później wynik spadł do 5 tys. i zjechał w dniu 8 marca praktycznie do poziomu zero. W trzy tygodnie. 11 marca, czyli 4 dni o tym jak koronawirus skończył się w Chinach WHO ogłosiła światową pandemię

Wykres 6

W tym okresie większość krajów w świecie właśnie kładło do łóżek swych pacjentów zero i zaczynało kombinować z lockdownem. A Chińczycy już zwijali interes.

Mój kolega mi mówi, że nie wierzy w spiskowe wersje historii, ale trzymają go przy rozsądku dwie zasady pozwalające mu ocenić intencje działań, gdy patrzy wstecz. Kto zyskał i po owocach ich poznacie. No to popatrzmy – kto zyskał? Chiny zyskały, bo wtrąciły swego głównego pretendenta – USA – w stan zapaści gospodarczej, owocującej zapaścią społeczną. A jakie są owoce to też widać. Kiedy cały świat wchodził w wir WHO-pandemii Chińczycy zamknęli koronawirusową budę. Lotniskowiec USA, który się zwinął z Morza Południowo-chińskiego z powodu koronawirusa na swoim pokładzie jest najlepszym symbolem tego co się stało. Wersję spisku chińskiego potwierdza Trump i… nasz epidemiolog prof. Gut. Ten drugi, mam nadzieję, zna się lepiej na wirusie niż na geopolityce, ale jeśli chodzi o Trumpa to chyba jest odwrotnie.

Na razie analiza dostępnych danych statystycznych potwierdza tę tezę. No chyba, że nie wierzymy danym, ale wtedy trzeba by było te wszystkie alarmistyczne wzrosty i spadki naszych krzywych wyrzucić do kosza i rozglądnąć się dookoła. Ja mówiłem od początku, że będziemy działać w przeciwfazie, to znaczy zamykać przy małej pandemii a otwierać przy dużej. I wszelkie preteksty nadają się do tego, by to nawet w sposób karkołomny uzasadnić. Ostatnio słyszałem w radiu taki argument ze strony epidemiologa na pytanie dziennikarza – czemu otwieramy jak dziennie przybywa +1.000 zakażonych? Pan powiedział, żeby spojrzeć na dwie liczby, z których wynika trzecia: skoro mamy już 84.396 zakażonych i 66.740 ozdrowiałych, to znaczy, że aktywnie chorych po kwarantannach jest 17.956 obywateli. I dla takiej grupy lepiej zrobić specjalne traktowanie (przypomnę nie w nadziei na wyzdrowienie, tylko w większości przypadków na pozytywny test bezobjawowców), niż zamykać pozostałe 38 milionów w domach, nie wypuszczając ich do przedszkoli, szkół, uczelni czy pracy. Argument dobry jak każdy inny. Szkoda, że przyszedł tak późno.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: dziennikzarazy.pl
Czytaj także