Ołeksij Arestowycz: Nawet atak jądrowy nie złamie Ukraińców

Ołeksij Arestowycz: Nawet atak jądrowy nie złamie Ukraińców

Dodano: 
Ołeksij Arestowycz, były doradca szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy
Ołeksij Arestowycz, były doradca szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy Źródło:Wikimedia Commons
Z Ołeksijem Arestowyczem, byłym doradcą szefa biura prezydenta Ukrainy rozmawia Maciej Pieczyński.

Maciej Pieczyński: W jednym z wywiadów powiedział pan: „Gdyby nie Polska, nie byłoby już nas wśród żywych. Polska uratowała Ukrainę”. Co w zamian może uzyskać Warszawa?

Ołeksij Arestowycz: Polska powinna wspierać Ukrainę, żeby sama nie stać się Ukrainą. Gdybyśmy przegrali, to Rosja w ciągu pięciu lat stałaby się znacznie potężniejsza niż obecnie. W szeregach armii rosyjskiej znalazłyby się tysiące Ukraińców, zwerbowanych pod przymusem lub po uprzednim wypraniu mózgów. A teraz pytanie: Kto byłby następną ofiarą?

Myśli pan, że Rosja odważyłaby się napaść na kraj NATO?

Nie wiadomo, w jakim nastroju byłaby po podboju Ukrainy. Być może nie doszłoby do pełnowymiarowej inwazji na Polskę. Uderzałaby poprzez cyberataki, presję dyplomatyczną, działania służb specjalnych i propagandy. Groziłaby agresją militarną i już samo to potencjalne zagrożenie mocno by Polsce zaszkodziło. Musielibyście wydawać coraz więcej na zbrojenia, przestawiać gospodarkę na wojenne tryby…

Putin twierdzi, że Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród. Nigdy nie powiedział, że Rosjanie i Polacy to jeden naród. Nie wydaje się, by miał w planach podbój Polski.

Wystarczy, że uznałby Polskę za swoją strefę wpływów. Przypominam, od czego zaczęła się ta wojna. Kreml zażądał, żeby NATO wycofało swoje wojska z państw, które weszły do paktu po 1997 r. W tym z Polski.

A czy Warszawa może odnieść jakieś korzyści gospodarcze ze wspierania Kijowa? Nasze firmy otrzymają kontrakty na odbudowę Ukrainy? Czy może jednak dostaną je Niemcy?

Jeśli jakiejś konkurencji powinniście się obawiać, to nie ze strony Niemców, tylko Amerykanów. Ale jestem pewien, że polski biznes otrzyma korzystne kontrakty na Ukrainie. Zbyt bliskie i obiektywnie ważne są relacje Kijowa z Warszawą. Nieprzypadkowo obywatele polscy otrzymali takie same prawa i przywileje jak Ukraińcy w Polsce.

To prawda, ale Polaków jest mniej na Ukrainie niż Ukraińców w Polsce, więc nie jest to aż tak korzystny przywilej.

Po wojnie Polacy będą mogli przyjeżdżać masowo naUkrainę i tutaj inwestować.Nie widzę innej możliwości odbudowy ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego jak tylko we współpracy z Warszawą. Część przedsiębiorstw ze względów bezpieczeństwa mogłaby przenieść się na terytorium Polski. Wierzę też w potencjał sojuszu polsko-ukraińskiego, który zmonopolizowałby tranzyt między Azją a Europą, Morzem Czarnym a Bałtykiem.

Jakiś czas temu publicznie powiedział pan: „Polacy zgodzili się zapomnieć o tzw. rzezi wołyńskiej w imię dobrych relacji z Ukrainą”. Skąd pan to wie? Kto konkretnie i w jakiej formie się zgodził?

Usłyszałem nieoficjalne zapewnienie, że Polska zapomni albo przynajmniej przez jakiś czas przestanie przypominać o rzezi wołyńskiej. Brzmiało to mniej więcej tak: „Mamy teraz idealną szansę, aby przestać żyć przeszłością i zacząć myśleć o przyszłości. Przyszłe korzyści z sojuszu są ważniejsze od dawnych krzywd”. To była prywatna rozmowa z przedstawicielami polskich władz, dlatego nie mogę zdradzić szczegółów.

Całość dostępna jest w 11/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Radzi: Maciej Pieczyński
Czytaj także