Ani fake news, ani dementi

Ani fake news, ani dementi

Dodano: 464
SIedziba prezydenta USA
SIedziba prezydenta USA / Źródło: fot. pixabay.com/cleverdesigner/CC0 Public Domain
Nie jest nowością, że w polskim życiu publicznym coraz trudniej przebić się z jakimkolwiek przekazem, wymagającym spokojnego namysłu i analizy, a emocje hulają. Nie jest też nowością, że po obu stronach barykady jest identyczne podejście do „nieswoich mediów”: nieważne, co piszą – i tak z góry wiadomo, że to nieprawda. Celują w tym zwłaszcza najwierniejsi kibice „dobrej zmiany”, którym skrajne emocje już dawno zastąpiły myślenie.

Jednak amok, który wybuchł po informacji Onetu (autorstwa dwóch dobrych dziennikarzy – Andrzeja Stankiewicza i Andrzeja Gajcego) wśród zwolenników władzy – i tych szeregowych, i tych w mediach – wzniósł dotychczasowy stan rzeczy na nowy poziom.

Informacja Onetu opatrzona była tytułem „Amerykańskie sankcje wobec polskich władz”. Każdy, kto pofatygował się, aby przeczytać coś więcej niż tylko tytuł, musiał mieć jasność, że słowo „sankcje” jest tu rodzajem skrótu myślowego, być może nieszczęśliwie dobranego. Zatem podważanie informacji poprzez twierdzenie, że żadnych sankcji nie ma, jest wyważaniem otwartych drzwi. Informacje Onetu nie mówią o formalnych sankcjach, a jedynie dyskretnym nacisku dyplomatycznym.

Jakich konkretów dowiadujemy się dalej?

Po pierwsze – że w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie powstała notatka ze spotkania polskich dyplomatów z Molly Montgomery, Thomasem Yazdgerim i Wessem Mitchellem. A zatem, że takie spotkanie się odbyło.

Po drugie – że Amerykanie odnieśli się w ostry sposób do konsekwencji uchwalonej już i podpisanej przez prezydenta ustawy o nowelizacji ustawy o IPN.

Po trzecie – że Amerykanie wyliczyli trzy konkretne konsekwencje obecnej sytuacji.

Pierwsza to nieformalny oczywiście zakaz kontaktów władz obu krajów na najwyższym szczeblu. Tu ważne jest każde słowo: „najwyższy szczebel” oznacza głowy państw i rządów i jest w języku dyplomacji czym innym niż „wysoki szczebel”, który może obejmować na przykład ministrów.

Druga – że w Kongresie rosną antypolskie nastroje. To już subiektywna ocena amerykańskiego rozmówcy, być może wyolbrzymiana na potrzeby wspomnianego spotkania i wywarcia presji na polskich dyplomatów, potwierdzana jednak przez innych (również moi rozmówcy, mający kontakty w amerykańskiej administracji, przekazywali takie informacje już jakiś czas temu). Bezsporne jest, że faktycznie – jak ma mówić notatka – to Kongres decyduje o finansowaniu projektów i działań wojskowych, a więc to od niego zależy między innymi przyszłość amerykańskiej obecności w Polsce. Mitchell ostrzega, że możliwa jest blokada środków na współpracę wojskową. Jak można zrozumieć – niebędąca wynikiem decyzji administracji, ale właśnie Kongresu. Administracja nie ma oczywiście pełnej kontroli nad kongresmenami i ten wątek wypowiedzi Mitchella wydaje się najbardziej wątpliwy.

Trzeci punkt to ostrzeżenie przed ściganiem na podstawie ustawy o IPN Jana Tomasza Grossa – a przynajmniej Onet twierdzi, że o niego właśnie chodzi, nazwisko bowiem w rozmowie nie padło. Gross jest jednak obywatelem USA, a ogólnie o obywateli USA chodziło. Problem w tym, że ustawa oficjalnie w takim właśnie celu powstała, a – jak pokazuje kuriozalny pozew Reduty Dobrego Imienia, złożony na jej podstawie – w kwestii pozwów lub zawiadomień do prokuratury można spodziewać się najdziwniejszych ruchów z różnych stron. Nie można też wykluczyć prowokacji, w wyniku której ktoś, kto będzie chciał zaszkodzić rządowi PiS, złoży do prokuratury doniesienie właśnie w sprawie Grossa.

Tu niezmiernie ważna uwaga: nikt z polskiej strony nie zaprzeczył ani temu, że doszło do takiego spotkania, ani, że powstała z niego wspomniana notatka. Zatem nazywanie informacji Onetu „fake newsem” jest choćby z tego powodu nieuprawnione.

Kolejny bezsporny fakt, o którym pisze Onet, to wyjazd wiceministra spraw zagranicznych Marka Magierowskiego do USA. Onet twierdzi, że wyjazd miał związek z kryzysem w relacjach z USA. Pośrednio potwierdził to sam Magierowski, którego słowa dotyczące spotkania z Mitchellem, wygłoszone po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, Onet przytoczył. A pamiętać trzeba, że były rzecznik prezydenta Dudy jest w polskim MSZ uznawany za człowieka do zadań specjalnych i szczególnie trudnych, co sprawiło, że w apogeum kryzysu polsko-izraelskiego powierzono mu funkcję ambasadora RP w Izraelu.

Kolejny fakt z tekstu Onetu to notatka ze stycznia po spotkaniu urzędników MSZ z Thomasem Yazdgerdim w Polsce. Notatka, potwierdzająca treść wcześniejszego spotkania w Waszyngtonie, a nawet wymieniająca wprost nazwisko Grossa. Tej notatce również nikt z polskiej strony nie zaprzeczył.

Mamy więc cały zestaw informacji, których nie podważył nikt z rządu PiS.

Zanim przejdziemy do wczorajszego briefingu rzeczniczki Departamentu Stanu (DoS), najpierw uwaga ogólna, dotycząca języka dyplomacji w ogóle. Kłamstwo wprost jest zawsze ryzykowne i może pociągać za sobą złe skutki dla wygłaszającego je (choć niekoniecznie w Polsce). Dlatego, jeśli w sferze publicznej pojawia się informacja w jakiś sposób niewygodna lub niepożądana, polityk musi znaleźć sposób na takie jej skomentowanie, które kłamstwem nie będzie, a na przynajmniej części rozemocjonowanych odbiorców zrobi wrażenie jasnego i klarownego dementi.

Dla przykładu – jeśli pojawia się wiadomość, że kraj A chce zawiesić kontakty na najwyższym szczeblu z krajem B, a krajowi A ujawnienie tego zamiaru nie jest na rękę, przedstawiciele tamtejszego MSZ mogą powiedzieć tak: „Żadne zaplanowane kontakty na najwyższym szczeblu nie są zagrożone i nie zostały odwołane”. Dla niewprawnego ucha brzmi jak zaprzeczenie, ale w istocie nim nie jest. Mowa jest bowiem o kontaktach zaplanowanych – a tych po prostu nie było i nie będzie. Nie jest to więc kłamstwo, ale coś w rodzaju półprawdy.

Przejdźmy teraz do briefingu Departamentu Stanu z 6 marca. Tu konieczne jest przytoczenie obszernych fragmentów briefingu w oryginale (podkreślenia moje).

QUESTION: Hi. The Polish press is reporting that Assistant Secretary Wess Mitchell has informed their government that they will have no meetings with the prime minister and the president of Poland until they have reformed their Holocaust law. Are you able to confirm this conversation took place? And if not, could you just generally characterize what the U.S. Government’s position is on Poland’s recent Holocaust law?

MS NAUERT: Certainly. We have very clearly – and we have one of our Polish friends in the back here. Marcin, great to see you as well, always. We have clearly articulated our concerns with that legislation. Statements from Secretary Tillerson, statements from me, information that we have put out from our European Bureau as well. We also had a video message that went out from our ambassador, Ambassador Jones, on this matter. The reports that allege any kind of a suspension in security cooperation or high-level dialogue – all of that is simple false. NATO – excuse me – Poland is a close NATO ally. That will remain; that hasn’t changed. That does not mean that we don’t have disagreements about the legislation that has taken effect. We have made our position on that very well known. We believe that being able to have full and honest conversations – we believe in being able to have the media report in a free manner, even in a way that countries may not agree with. That is important. That is how people learn from things of the past. And so we would encourage the government to listen carefully to our positions that we have clearly stated.

QUESTION: But on the specific issue of can the president of Poland meet the President of the United States before this is --

MS NAUERT:I’m not aware of any meetings that are being discussed or scheduled at that time. But I can tell you there has been --

QUESTION: Imagine they’ll both be at the NATO Summit.

MS NAUERT: There has been – the NATO Summit in July? Yeah. Oh, nothing’s been announced on the NATO Summit in July. A lot of things can happen, certainly, between now and then. But we are not going to abandon our security commitment to Poland. Poland is a close NATO ally. But I want to be clear that we have concerns about that legislation and we have made our concerns very clear. Marcin, go ahead.

[…]

QUESTION: Is there a – is it possible that there were just suggestions from the U.S. side, from the State Department, that there may be a problem with such high diplomatic meetings?

MS NAUERT: I’m not going to speculate, but I’ll just tell you we’ve made our concerns clear. But our security posture, as it pertains to our ally, Poland, is not changing. People are trying to find distance or space between our longstanding relationship, and there is no space there, okay?

QUESTION: So the foreign minister of Poland is welcome at the State Department?

MS NAUERT:I have no meetings or no plans that I can – I am able to announce at this time from this position, okay? Okay.

Przełóżmy to teraz z dyplomatycznego na zwykły język.

Rzeczniczka DoS stwierdza, że fałszywe są informacje o zawieszeniu współpracy wojskowej lub dialogu na wysokim szczeblu. Czy to oznacza zdementowanie informacji Onetu? Absolutnie nie. Onet nie pisał o zawieszeniu współpracy wojskowej, tylko zagrożeniu dla jej przyszłego finansowania ze strony Kongresu – a to coś całkiem innego. Nie pisał też o zawieszeniu dialogu na „wysokim szczeblu”, ale o tym, że na razie niemożliwe będą kontakty na najwyższym szczeblu. W języku dyplomacji „najwyższy szczebel” to nie „wysoki szczebel”.

I najważniejsze: na wszystkie pytania, dotyczące ewentualnych spotkań, pani Nauert odpowiada, że takie nie są planowane. A trudno przecież odwołać lub zawiesić coś, czego nie ma w planach. Gdy pada pytanie o lipcowy szczyt NATO i spotkanie między prezydentami, do którego mogłoby wówczas dojść, rzeczniczka DoS stwierdza, że do tego czasu „wiele może się zdarzyć”. Trudno o dobitniejsze potwierdzenie w języku dyplomacji, że problem jest.

Cała wypowiedź rzeczniczki DoS jest przykładem modelowego dyplomatycznego meandrowania w celu uniknięcia niewygodnej deklaracji bez wygłoszenia ewidentnego kłamstwa. Heather Nauert, owszem, zdementowała, ale to, czego Onet nigdy nie napisał.

Jeśli ktoś spytałby: a co miała powiedzieć? – odpowiedź jest prosta. Heather Nauert mogła na przykład stwierdzić: „Nie zamrażamy kontaktów na najwyższym szczeblu i spotkanie prezydenta Dudy z prezydentem Trumpem byłoby możliwe choćby jutro, gdybyśmy byli w stanie umówić je w takim terminie”. Mogłaby również jednoznacznie zaprzeczyć, że doszło do spotkania przedstawicieli amerykańskiej administracji z polskimi dyplomatami, gdyby była to fałszywa informacja. Ale tego nikt nie podważa.

Może się przy tym wszystkim okazać, że publikacja Onetu będzie mieć dla Polski, będącej w trudnym położeniu, dobre skutki. Wywieranie brutalnej presji dyplomatycznej na dobrego sojusznika, którym dla USA Polska bez wątpienia jest, w dodatku w celu skłonienia do zmiany w kwestii jednoznacznie wewnętrznej, nie wygląda dobrze na zewnątrz. Amerykanie oczywiście w relatywnie małym stopniu muszą przejmować się tym, jak odbierane są przez innych ich działania, w grę wchodzą jednak konkretne interesy, zogniskowane choćby w inicjatywie Trójmorza. Być może więc publiczna dyskusja o podjętych przez DoS działaniach spowoduje zmianę stanowiska Waszyngtonu.

Wszystko to nie zmienia kilku istotnych kwestii.

Po pierwsze – że jeśli dziś kryzys w relacjach z USA jest dla nas wyjątkowo groźny, to dlatego, że rząd PiS zadbał, aby na międzynarodowej scenie Waszyngton pozostał dla nas jedynym względnie pewnym punktem podparcia.

Po drugie – że Amerykanie świetnie sobie z naszego położenia zdają sprawę i są w stanie je brutalnie wykorzystywać. I nie jest to zarzut. W stosunkach międzynarodowych obowiązuje zasada: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. My pościeliliśmy sobie raczej kiepsko.

Po trzecie – że ustawa o IPN była prawdopodobnie największym dyplomatycznym blamażem rządu PiS, wywikłanie się z którego wydaje się coraz trudniejsze.

Autor: Łukasz Warzecha
Źródło: DoRzeczy.pl
 464
Czytaj także