Kamczatka widziana z bliska

Kamczatka widziana z bliska

Dodano: 
Kamczatka, zdjęcie ilustracyjne
Kamczatka, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / Наталья Коллегова/ Domena publiczna
JACEK PAŁKIEWICZ Kamczatka jest jednym z tych miejsc na mapie świata, które brzmią jak obietnica przygody, ale też jak ostrzeżenie. To ziemia wulkanów i lodu, mgieł i gejzerów, skrajnych kontrastów przyrody i równie skrajnych doświadczeń ludzkich.

Przyroda jest tu wszechobecna i dominująca. Człowiek zajmuje miejsce tymczasowe. Zima trwa tu niemal cały rok. Śnieg nie jest zjawiskiem sezonowym, lecz elementem krajobrazu. Zasypuje samochody, przystanki, schody prowadzące do domów. W niektórych rejonach zalega on przez dziewięć miesięcy w roku, a jego pokrywa potrafi osiągać kilka metrów wysokości. Codzienne życie to nieustanna walka z naturą. Miejscowi poruszają się tu z wprawą i obojętnością ludzi, którzy wiedzą, że nie ma sensu walczyć z czymś, co jest silniejsze. Opady są tak intensywne, że miasto bywa czasowo odcięte od świata, a loty wstrzymywane na wiele dni. Kamczatka uczy pokory – nie deklaratywnej, lecz praktycznej.

Kamczatka jest jednym z tych miejsc na mapie świata, które brzmią jak obietnica przygody, ale też jak ostrzeżenie. Leżący na rubieży rosyjskiego Dalekiego Wschodu półwysep, oddzielony od reszty świata tysiącami kilometrów tajgi, gór i oceanów, pozostaje przestrzenią niemal mityczną. To ziemia wulkanów i lodu, mgieł i gejzerów, skrajnych kontrastów przyrody i równie skrajnych doświadczeń ludzkich. Dla turystów – egzotyczna enklawa dzikiej natury. Dla historyków – miejsce zesłań, badań i zapomnianych biografii. Dla strategów wojskowych – punkt o kluczowym znaczeniu militarnym.

Kraina sprzeczności

Na Kamczatkę nie trafia się przypadkiem. Tu się dociera – po długim locie, po przekroczeniu kilku stref czasowych, z poczuciem, że świat, który znamy, został gdzieś daleko za plecami. Kiedy wysiadłem na lotnisku w Pietropawłowsku Kamczackim, uderzyła mnie cisza. Nie ta absolutna, lecz ciężka, północna, przytłumiona śniegiem i przestrzenią. Nad miastem wisiały chmury, a w oddali majaczyły sylwetki wulkanów – nieruchome, a jednak groźne, jakby w każdej chwili mogły przypomnieć o swojej obecności.

Miasto nie robi dobrego pierwszego wrażenia. Betonowe bloki, obdrapane elewacje, chaotyczna zabudowa – wszystko to wygląda znajomo dla kogoś, kto pamięta postsowiecką estetykę. Ale wystarczy podnieść wzrok ponad dachy, by zrozumieć, że Kamczatka nie potrzebuje dekoracji.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także