Przyroda jest tu wszechobecna i dominująca. Człowiek zajmuje miejsce tymczasowe. Zima trwa tu niemal cały rok. Śnieg nie jest zjawiskiem sezonowym, lecz elementem krajobrazu. Zasypuje samochody, przystanki, schody prowadzące do domów. W niektórych rejonach zalega on przez dziewięć miesięcy w roku, a jego pokrywa potrafi osiągać kilka metrów wysokości. Codzienne życie to nieustanna walka z naturą. Miejscowi poruszają się tu z wprawą i obojętnością ludzi, którzy wiedzą, że nie ma sensu walczyć z czymś, co jest silniejsze. Opady są tak intensywne, że miasto bywa czasowo odcięte od świata, a loty wstrzymywane na wiele dni. Kamczatka uczy pokory – nie deklaratywnej, lecz praktycznej.
Kamczatka jest jednym z tych miejsc na mapie świata, które brzmią jak obietnica przygody, ale też jak ostrzeżenie. Leżący na rubieży rosyjskiego Dalekiego Wschodu półwysep, oddzielony od reszty świata tysiącami kilometrów tajgi, gór i oceanów, pozostaje przestrzenią niemal mityczną. To ziemia wulkanów i lodu, mgieł i gejzerów, skrajnych kontrastów przyrody i równie skrajnych doświadczeń ludzkich. Dla turystów – egzotyczna enklawa dzikiej natury. Dla historyków – miejsce zesłań, badań i zapomnianych biografii. Dla strategów wojskowych – punkt o kluczowym znaczeniu militarnym.
Kraina sprzeczności
Na Kamczatkę nie trafia się przypadkiem. Tu się dociera – po długim locie, po przekroczeniu kilku stref czasowych, z poczuciem, że świat, który znamy, został gdzieś daleko za plecami. Kiedy wysiadłem na lotnisku w Pietropawłowsku Kamczackim, uderzyła mnie cisza. Nie ta absolutna, lecz ciężka, północna, przytłumiona śniegiem i przestrzenią. Nad miastem wisiały chmury, a w oddali majaczyły sylwetki wulkanów – nieruchome, a jednak groźne, jakby w każdej chwili mogły przypomnieć o swojej obecności.
Miasto nie robi dobrego pierwszego wrażenia. Betonowe bloki, obdrapane elewacje, chaotyczna zabudowa – wszystko to wygląda znajomo dla kogoś, kto pamięta postsowiecką estetykę. Ale wystarczy podnieść wzrok ponad dachy, by zrozumieć, że Kamczatka nie potrzebuje dekoracji.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
