Drogi Jeffreyu, chciałem ci podziękować za to, że wczoraj otworzyłeś przede mną drzwi swojego wspaniałego rancza. Jakiż z ciebie natchniony i inspirujący człowiek… Muszę przyznać, że po raz pierwszy zetknąłem się ze światem tak wizjonerskiego człowieka. Masz taki gust, takie wyczucie proporcji, harmonii i pożądania. Było coś absolutnie zmysłowego we wszystkim, co widziałem; czułem się odurzony od początku do końca, bez kropli alkoholu. Jakbym był w środku dzieła sztuki”.
Nadawcą tego pełnego czułości listu z roku 2012 był Frédéric Chaslin, francuski kompozytor, dyrygent, pianista, przez pewien czas dyrektor muzyczny opery w Rouen, także Opery w Jerozolimie. Epstein prosił go o pomoc w zdobyciu biletów do opery w Santa Fe, w stanie Nowy Meksyk, której Chaslin był dyrektorem. W ramach podziękowania muzyk zostaje zaproszony na rancho Epsteina o powierzchni czterech tysięcy hektarów.
„To była rozkosz. Wielki salon wciąż przesiąknięty jest zapachem Twojego Chopina” – pisze gospodarz zachwycony koncertem.
Nawiązuje się znajomość oparta na wzajemnej wymianie usług oraz zamiłowaniu do sztuki.
Woody Allen jest bogiem w Paryżu
Znajomość dwóch panów nie ograniczyła się do jednego pobytu dyrygenta w gościnnych rezydencjach Epsteina. W latach 2013–2018 panowie wymienili 1,5 tys. e-maili. Teraz, po ujawnieniu ich treści, Frédéric Chaslin broni się, twierdząc, że ich relacja nie była bliska: „Nie byłem wystarczająco bliskim mu człowiekiem, by móc poznać jego mroczną stronę”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
