JAKUB WOZINSKI: Sekretarz obrony USA Pete Hegseth stwierdził na początku amerykańsko-izraelskiej agresji, że koalicjanci w pełni i bezwarunkowo panują nad całą przestrzenią powietrzną nad Iranem oraz że ich przewaga jest miażdżąca. Czy to prawda czy raczej wojenna propaganda?
MARIUSZ CIELMA: Co do zasady można się zgodzić ze stanowiskiem Hegsetha, bo widać to choćby nawet po stratach izraelskich i amerykańskich. W zasadzie żaden z załogowych samolotów bojowych nie został stracony w walce, oczywiście pomijam tu przypadek trzech zestrzelonych przez Kuwejt samolotów F-15. Pewne straty zatem są, ale są one głównie związane z zestrzelonymi bezzałogowcami, które co do zasady są łatwiejszymi celami. Choćby dlatego, że nie przenoszą żadnych środków służących do samoobrony.
Uważam, że choć konflikt ten zaczął się pod koniec lutego, to swój początek miał w czerwcu ubiegłego roku, kiedy miała miejsce tzw. dwunastodniowa wojna, w czasie której Izrael, a na koniec też Amerykanie, zaatakował z powietrza Iran. Izraelczycy zorientowali się wówczas, że mają taką przewagę technologiczną, że właściwie bez strat własnych są w stanie wykonywać misje powietrzne w irańskiej przestrzeni. I to tak naprawdę, moim zdaniem, zachęciło zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone do tego, żeby całą operację powtórzyć. Zakładam, że uważano, iż może to być kolejny dosyć łatwy konflikt, który może przynieść określone korzyści polityczne i geopolityczne. Szczególnie że został on też rozpoczęty wkrótce po bardzo dużych niepokojach społecznych. Być może zakładano, że krótkotrwała kampania lotnicza doprowadzi do przewrotu. Ogólnie więc można się z tym zgodzić, że koalicja złożona z Izraela i Stanów Zjednoczonych wykonuje swoje zadania w przestrzeni powietrznej w zasadzie bez zauważalnie dużych przeszkód.
Co dokładnie zapewniło tak dużą przewagę?
Na pewno nie można powiedzieć, że jest tylko jeden czynnik, gdyż można tu wymienić całą ich grupę. Przewagę zapewniło oczywiście posiadanie bardzo nowoczesnych systemów uzbrojenia. Mam tu na myśli zarówno same samoloty, jak i uzbrojenie, które jest precyzyjne, a jednocześnie pozwala pilotom na pozostawanie w pewnej odległości od celu, który atakujemy. Czyli mówiąc krótko, nie ma aż takiego zbytniego narażania atakujących samolotów na zestrzelenie, bo są one w stanie precyzyjnie razić cele z pewnej odległości. Innym działaniem zachodniego lotnictwa jest operowanie na dużych wysokościach. Tym samym ucieka się od dużej części lekkich systemów przeciwlotniczych, jak ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze czy też działka przeciwlotnicze. Iran dysponuje dużo mniejszą liczbą takich środków, przy których pomocy mógłby razić samoloty na większych wysokościach. Im wyżej leci obiekt, tym bardziej wyrafinowanych potrzeba rozwiązań.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
