Według portalu Global Firepower jeszcze przed rozpoczęciem wojny irańskie siły zbrojne zajmowały 16. miejsce na 145 analizowanych państw. To wysoka pozycja, bo sytuowała Iran tuż za Izraelem, a przed Australią, Hiszpanią, Egiptem, Ukrainą czy Polską.
Po tym, jak irańskie media potwierdziły śmierć przywódcy Alego Chamenei, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poprzysiągł zemstę i rozpoczął – jak to określił – „najcięższe operacje ofensywne w historii sił zbrojnych Republiki Islamskiej przeciwko ziemiom okupowanym [Izraelowi – dop. red.] i bazom amerykańskich terrorystów”. Kraje regionu szybko przekonały się, że nie jest to tylko wojenna retoryka. Irańczycy – którzy przez ostatnie dwie dekady dokładnie analizowali współczesne wojny prowadzone przez USA i ich sojuszników – przygotowali siły zbrojne do „doktryny długiej wojny”. Właśnie dlatego, chociaż Amerykanie i Izraelczycy zabili przywódcę i trzon irańskiego dowództwa, a Teheran wielokrotnie zbombardowali, kraj ten wydaje się gotowy na dalsze tygodnie, a być może i długie miesiące nowej wojny.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
