• Piotr KowalczukAutor:Piotr Kowalczuk

Powrót zarazy

Dodano: 
Włoski policjant. Zdjęcie ilustracyjne
Włoski policjant. Zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP/EPA / CESARE ABBATE
PIECZEŃ RZYMSKA W „latach ołowiu” (1969–80), jak mówią Włosi o terrorze Czerwonych Brygad i ultraprawicowców, w zamachach zginęło ponad 400 osób, zamordowany został premier Aldo Moro, a ponad tysiąc osób odniosło rany.

Wydawałoby się, że te tragiczne mordy popełnione przez zaczadzonych ideologicznym bełkotem szaleńców będą nauczką dla następnych włoskich pokoleń, że anarchizm wylądował bezpowrotnie na śmietniku historii.

23 marca znów okazało się, że anarchizm jest wiecznie żywy, czego nie można powiedzieć o dwojgu zagorzałych wyznawcach. W wiejskim zapuszczonym domku na przedmieściach Rzymu Alessandro Mercogliano (57 l.) i Sara Ardizzone (36 l.) konstruowali bombę, która wybuchła im w rękach. Miała eksplodować kilka dni później, zabijając policjantów na posterunku w Rzymie w dzielnicy Tuscolana. Wszystko zatem wskazuje na to, że para anarchistów zamiast studiować Proudhona, Bakunina czy Kropotkina, powinna zajrzeć do Ewangelii św. Mateusza i wziąć sobie do serca zapisane tam słowa Jezusa do apostoła Piotra: „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także