Jeszcze rok temu zobaczyłbym takich serduszek kilkadziesiąt, a były czasy, gdy oklejona chodziła jedna trzecia przechodniów. I to tylko w dniach najbliższych po tak zwanym finale. Zdarzało się widzieć ludzi wciąż obnoszących dumnie ponaddzierane i wyblakłe serduszka jeszcze po miesiącach.
Coś do ludzi zaczęło docierać. Załatwienie przypadkowej staruszce porannego wjazdu na chatę milicji, z wyprowadzeniem w kajdankach, przesłuchaniami i podobnymi atrakcjami, a potem wyroku sześciu miesięcy więzienia, dlatego że ośmieliła się napisać kabotynowi w czerwonych gatkach na Facebooku "giń człecze, przestań wreszcie kłamać" zrobiło swoje. Najbardziej zaczadzeni kultem świeckiego świętego PO, którzy umieli wytłumaczyć sobie wydawanie zbieranych na sprzęt medyczny milionów na wyborcze wybory o "sepsie" i występy na wiecach Platformy, zaczęli powoli trzeźwieć.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

