Sprawa ma związek z wypowiedzią Barbary Nowackiej na temat podręcznika "Historia i Teraźniejszość", którego autorem jest prof. Wojciech Roszkowski.
Nowacka pozwana za słowa o podręczniku "Historia i Teraźniejszość"
Minister edukacji stwierdziła, że "kłamstwo było na każdej podręcznika". Oskarżenia te padły podczas jednej z konwencji Platformy Obywatelskiej. – Pamiętacie, co oni robili? Oni uczyli kłamstwa. Przypomnijcie sobie, że do szkół wprowadzili taki przedmiot Historia i Teraźniejszość. Tam kłamstwo było na każdej stronie podręcznika. Oni uczyli tam, jak kłamać i manipulować – mówiła 12 października 2024 roku.
To właśnie za te słowa proces wytoczył Nowackiej prof. Roszkowski, uznając, że naruszyły one jego dobra osobiste. Historyk domaga się od szefowej resortu edukacji odszkodowania w wysokości tysiąca złotych za każdą stronę podręcznika, czyli łącznie 512 tysięcy złotych.
– Nazwanie historyka 30 lat od (uzyskania – red.) profesury belwederskiej kłamcą ujmuje jego wizerunkowi. Mam różne sygnały obrońców i sojuszników, a także te nieprzyjemne, podtrzymujące tamto stanowisko – powiedział prof. Roszkowski.
Skandal w sądzie. "Nie zostałem dopuszczony do głosu"
W piątek w charakterze świadka zeznawał w tej sprawie prof. Andrzej Nowak. Jak wynika z doniesień mediów, wypowiedzi historyka notorycznie przerywała prowadząca sprawę sędzia, której uwagę zwracał pełnomocnik prof. Roszkowskiego mec. Artur Wdowczyk. Oburzenia nie krył również sam prof. Nowak.
– Praktycznie nie zostałem w ogóle dopuszczony do głosu. Myślę, że sędzia przewodnicząca jest bardzo poważną konkurencją dla ministra Waldemara Żurka. Myślałem, że jest bezkonkurencyjny w swojej robocie, ale teraz widzę, że są lepsi od niego – podkreślił dziennikarzom po zakończeniu przesłuchania historyk.
Atmosferę dzisiejszych wydarzeń opisuje też wydawnictwo Biały Kruk, które zachowanie sędzi określa wprost skandalem.
