John D. Rockefeller mawiał, że przyjaźń oparta na wspólnych interesach jest trwała, a wspólne interesy oparte na przyjaźni – nie. Warto to zdanie nieustannie powtarzać w Polsce, gdzie klasa polityczna wciąż, od dziesięcioleci, żyje w przekonaniu, że polityka zagraniczna polega na zaprzyjaźnianiu się z innymi państwami. Pozyskanie możnych przyjaciół rozwiąże nasze problemy, bo przyjaciołom się przecież pomaga.
Podobne, naiwne myślenie przebija się w prowadzonej przez rząd i jego ośrodki propagandowe kampanii na rzecz włączenia Polski w pożyczkę SAFE. „Europa”, czytaj Niemcy, chce nam pomóc się dozbroić, byśmy mogli bronić europejskiej demokracji przed czyhającą na nią Rosją. Niemcy są dla nas tak dobrzy, że w program wielkiej, wspólnej pożyczki same nie weszły, decydując się wziąć raczej kredyty komercyjne, po to, by dla nas, Polaków, więcej zostało z pożyczki „europejskiej”, nazywanej konsekwentnie „nisko oprocentowaną”, choć jaki w istocie ma być jej ostateczny koszt, nie wiadomo. Dzięki tej łaskawości Polska weźmie lwią część „darowanych” przez Europę pieniędzy – aż 180 mld zł, licząc po obecnych kursach. Jest tylko jeden problem: „niezrozumiały” opór stawiany SAFE przez „zakute łby”, opozycję i prezydenta.
Interes niemiecki różni się od polskiego
Trudno nie nazwać tej narracji opowieścią dla idiotów. Wykazanie wszystkich jej fałszów zajęłoby kilka stron, wiele argumentów zresztą już padło, także na naszych łamach. Ograniczmy się do rzeczy najważniejszej: w przeciwieństwie do Polski, dla której imperializm rosyjski jest egzystencjalnym zagrożeniem, Niemcy nie mają strategicznego interesu w trwałym geopolitycznym konflikcie z Rosją i odpychaniu jej na wschód. Przeciwnie, od czasów tzw. zjednoczenia Niemiec przez Ottona von Bismarcka, czyli de facto podboju wszystkich państw niemieckich przez Prusy, Rosja postrzegana jest w Berlinie jako strategiczny partner, sojusznik niezbędny dla realizacji niemieckiego „Weltmacht” – urządzenia po swojemu Europy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

