Jednocześnie według sondaży exit poll ugrupowanie nie tylko nie zdobyło większości, ale osiągnęło też najgorszy wynik od ponad stu lat.
Nowy układ sił w duńskim parlamencie?
Według sondaży socjaldemokraci uzyskali od 19,2 do 21 proc. głosów, czyli jak podkreślają eksperci, wyraźnie mniej niż w poprzednich wyborach w 2022 roku, gdy poparło ich 27,5 proc. wyborców. Jak zauważa dziennik "Berlingske", jeśli wyniki się potwierdzą, zarówno socjaldemokraci, jak i liberałowie zanotują „najgorsze wyniki wyborcze od ponad 100 lat”. Jednocześnie, według najświeższych wyliczeń politologów, blok lewicowy może liczyć na około 83 mandaty w parlamencie, prawicowy – na 73. Do większości potrzeba 90.
Jak donoszą media, w tej sytuacji kluczową rolę mają odegrać Moderaci byłego premiera Larsa Løkke Rasmussena. To właśnie oni mogą przesądzić o kształcie przyszłej koalicji. Sam Rasmussen studzi spekulacje o powrocie na stanowisko szefa rządu, deklarując, że bardziej interesuje go udział w budowaniu programu i zaplecza nowego gabinetu.
Wiele wskazuje na to, że dotychczasowa koalicja socjaldemokratów, liberałów i Moderatów nie będzie w stanie utrzymać większości. To oznacza trudne negocjacje i konieczność budowy nowego układu rządowego w silnie rozdrobnionym parlamencie. Choć Frederiksen utrzymała pozycję liderki największej partii, jej polityczna pozycja wyraźnie się osłabiła. W kuluarach coraz częściej pojawiają się pytania o przyszłość jej rządu – i o to, kto ostatecznie stanie na jego czele.
"Walka" o Grenlandię
Ostatnie tygodnie przed wyborami upłynęły także pod znakiem napięć wokół Grenlandii Premier Frederiksen jednoznacznie odrzuciła możliwość negocjowania statusu wyspy w odpowiedzi na roszczenia ze strony USA. – Dania nie może negocjować suwerenności, tożsamości, granic i demokracji – podkreśliła podczas wystąpienia w parlamencie.
Ostrzegała przy tym przed narastającą niestabilnością na arenie międzynarodowej. – Świat stoi w obliczu niepewnych czasów – mówiła, dodając, że "najgorsze może jeszcze przed nami". Zapowiedziała również reakcję na ewentualne działania Waszyngtonu wymierzone w europejską gospodarkę. – Jeśli ktoś rozpocznie wojnę handlową z Europą, oczywiście zareagujemy.
Jak zaznaczyła, w obliczu globalnych napięć kluczowa pozostaje jedność państw demokratycznych. – Możemy przez to przejść tylko trzymając się razem.
Czytaj też:
Porozumienie ponad głowami Duńczyków? Frederiksen ujawniaCzytaj też:
"Żyjemy w świecie rządzonym siłą". Doradca Trumpa szokuje ws. Grenlandii
