Robert Bąkiewicz opublikował w niedzielę w mediach społecznościowych nagranie z granicy polsko-niemieckiej. – Przez kilka godzin w Lubieszynie stał patrol Ruchu Obrony Granic. I był kompletny spokój, nic się nie działo. Ale patrzcie, co się wydarzyło dosłownie chwilę po tym, jak patrol ROG odjeżdża. Widzicie tego białego busa w oddali? To właśnie z niego wysiadła ta rodzina migrantów. W asyście niemieckiej policji idą prosto w naszą stronę. Zostają odprowadzeni i po prostu przekazani polskim służbom, po czym niemieccy funkcjonariusze zawracają do siebie – relacjonował lider Ruchu Obrony Granic.
– I teraz najważniejsze, zwróćcie uwagę, że na nagraniu nie ma żadnych dokumentów, żadnej procedury, żadnego podpisu, nie ma nawet żadnej kontroli tożsamości tych ludzi – mówił dalej Bąkiewicz. Zwrócił się także do szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego o wyjaśnienia. – Mam do pana bardzo proste i konkretne pytanie. Na jakiej dokładnie podstawie prawnej i proceduralnej doszło do tego przekazania? – zapytał.
Niemcy podrzucają nam migrantów?
Do sprawy odniosła się Straż Graniczna. "Funkcjonariusze Morskiego Oddziału SG przeprowadzili kontrolę legalności pobytu kobiety i dzieci. Ustalono, że cudzoziemcy posiadają ważne paszporty oraz litewskie karty pobytu, a strona litewska potwierdziła ich legalny pobyt" – przekazano.
"Twierdzenia, że są to osoby przebywające nielegalnie, mijają się z prawdą – spełniali warunki wjazdu i pobytu na terytorium RP" – czytamy.
Niemiecka policja pomyliła maila?
Niemiecka policja potwierdziła w oficjalnym komunikacie pasowym z 20 kwietnia, że "siły Bundespolizei w ścisłej koordynacji z polskimi organami ochrony granicy wydaliły rodzinę, która uprzednio nielegalnie wjechała z Polski". Jednocześnie przyznano, że "wszystkie cztery osoby miały ważne dokumenty tożsamości".
Redakcja portalu tysol.pl wysłała do niemieckich służb szczegółowe pytania dotyczące zdarzenia z Lubieszyna. W odpowiedzi otrzymała maila zatytułowanego "Pilne zapytanie – rodzina migrantów wydalona z Niemiec do Polski". Mail zawierał informację, że po polskiej stronie dokonano nagrań (numer dziennika 366 376). "Tego maila mieliśmy nie dostać" – nie ma wątpliwości Tysol. Serwis poinformował, że kilka godzin później przyszedł drugi mail z przeprosinami: "To była niestety pomyłka adresata. Proszę o usunięcie pierwszej wiadomości". Dopiero trzeci mail – z centrali w Bad Bramstedt – zawierał lakoniczną odpowiedź i odesłanie do polskiej Straży Granicznej.
Czytaj też:
Zawieszenie prawa do azylu na granicy z Białorusią. Jest nowa decyzja rządu
