Gdzie jest 76 mln zł, które wypłynęły z Zondacypto w ostatnim czasie? – pyta "Gazeta Wyborcza".
"Przemysław Kral (prezes Zondacrypto – red.) twierdził, że to pieniądze z kapitałów własnych. Ale jest podejrzenie, że były to pieniądze klientów. Gdzie mogą być? Tego być może nigdy nie uda się ustalić" – czytamy.
Cytowany w artykule mec. Robert Nogacki podkreśla, że "każdy tydzień zwłoki oznacza ryzyko dalszych transferów poza zasięg egzekucyjny", który kończy się na tropikalnych wyspach Bahama, gdzie swoją spółkę córkę miał właściciel Zondacrypto.
– Adres: 201 Church Street, Sandyport, Nassau. Dlaczego tam? W Casino Royale Bond spotyka Le Chiffre'a w Ocean Club na Bahamach. Kino wybrało tę wyspę na scenografię prania pieniędzy, znikania ludzi i załatwiania spraw, które nigdzie indziej nie dałyby się załatwić dyskretnie. Scenarzyści nie byli szczególnie pomysłowi. Po prostu uważnie czytali gazety – uważa prawnik.
Zondacrypto i spółka na Bahamach. "Jeśli tam są pieniądze, to jest pozamiatane"
"GW" zwraca uwagę, że na Bahamach swoją spółkę miała upadła pod koniec 2022 r. giełda FTX, która była jedną z największych giełd kryptowalut na świecie.
Mec. Bartosz Stasik podkreśla, że Bahamy nie są stroną europejskich konwencji ułatwiających zabezpieczenia. Jak dodaje, jeśli tam są pieniądze klientów Zondacyrpto, to jest "pozamiatane".
Sytuację dodatkowo komplikuje struktura właścicielska giełdy i jej estońskie korzenie w spółce BB Trade Estonia OÜ z Tallina. BB Trade Estonia OÜ należy do Divisio Holding AG, firmy zarejestrowanej w Szwajcarii. Z dokumentów wynika, że jej jedynym właścicielem jest Przemysław Kral, szef Zondacryto.
Śledztwo w sprawie giełdy kryptowalut prowadzi śląska prokuratura. Liczba poszkodowanych sięga ok. 30 tys. osób, a straty szacowane są na ok. 350 mln zł.
Czytaj też:
Afera Zondacrypto. Prezes giełdy wydał nowe oświadczenie z Monako
