Gwałt na komendzie w Piasecznie. Zwrot w sprawie policjanta

Gwałt na komendzie w Piasecznie. Zwrot w sprawie policjanta

Dodano: 
Funkcjonariusz policji
Funkcjonariusz policji Źródło: PAP / Rafał Guz
Śledztwo dotyczące domniemanego gwałtu na 22-letniej policjantce w oddziale prewencji w Piasecznie wciąż trwa.

Jak wynika z najnowszych informacji prokuratury – nie zakończy się tak szybko, jak wcześniej zakładano. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Piotr Antoni Skiba, przekazał, że postępowanie może potrwać co najmniej do lipca.

Materiał dowodowy nie potwierdza znanej wersji zdarzeń

– Postępowanie jest nadal w toku. Nie zostały jeszcze zakończone oględziny wszystkich zabezpieczonych telefonów. Z już uzyskanych materiałów wynika, że konieczne będzie ponowne przesłuchanie części świadków – poinformował Skiba. Jak dodał, planowane jest również uzupełniające przesłuchanie pokrzywdzonej. Zgromadzony materiał dowodowy jest obszerny, jednak – co podkreśla prokuratura – nie potwierdza on w pełni przebiegu zdarzeń przedstawianego w pierwszych doniesieniach medialnych. – Zebrany dotąd materiał dowodowy nie potwierdza takiego przebiegu i okoliczności zdarzenia, jak przedstawiały to niektóre media bezpośrednio po zdarzeniu – zaznaczył Skiba.

Śledczy nie wykluczają różnych scenariuszy zakończenia sprawy – od skierowania aktu oskarżenia, przez zmianę zarzutów, aż po umorzenie postępowania.

Pierwotna wersja zdarzeń

Do zdarzenia miało dojść w nocy z 2 na 3 stycznia na terenie jednostki prewencji policji w Piasecznie. Według pierwszych relacji medialnych, podczas spotkania funkcjonariuszy, w trakcie którego spożywano alkohol, 41-letni dowódca 9. kompanii miał wezwać do siebie 22-letnią stażystkę. Jak relacjonowano, mężczyzna miał wyprosić innego policjanta z pomieszczenia, zamknąć się z kobietą i dopuścić się gwałtu. Według tych doniesień pokrzywdzona miała krzyczeć i wzywać pomocy, a inni funkcjonariusze próbowali dostać się do środka, uderzając w drzwi.

Po zdarzeniu kobieta zgłosiła sprawę dyżurnemu. Zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa złożono następnego dnia. Funkcjonariusz został zatrzymany i tymczasowo aresztowany, a następnie usłyszał zarzuty zgwałcenia oraz zmuszenia do poddania się innej czynności seksualnej. Został także zawieszony w obowiązkach służbowych, a później wydalony ze służby. W kolejnych tygodniach prokuratura uchyliła wobec niego areszt, stosując środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego, dozoru policji oraz zakazu kontaktu z pokrzywdzoną i świadkami.

Ktoś chce go zniszczyć?

Do sprawy odniosła się kilka tygodni po wydarzeniu matka funkcjonariusza. W rozmowie z mediami kobieta stanowczo broniła syna i podważa stawiane mu zarzuty. – Zimno mi się robi, gdy sobie o tym pomyślę. Nie wierzę w to, że syn mógł skrzywdzić tę dziewczynę. To jest dobry człowiek – powiedziała. Podkreślała, że jej syn przez lata służby był wielokrotnie nagradzany i "poświęcał się pracy w policji".

Jak dodała, mężczyzna miał wcześniej wspominać o napięciach w pracy. – Mówił, że jest ktoś, kto próbuje go zniszczyć. I go zniszczył – stwierdziła. Zasugerowała również, że w tle sprawy mogła pojawić się rywalizacja o stanowisko, choć – jak zaznaczyła – nie chce nikogo bezpośrednio oskarżać.

Czytaj też:
Gwałt na 22-letniej policjantce. Na jaw wychodzą nowe informacje
Czytaj też:
Gwałt na komendzie. Decyzja sądu wobec zatrzymanego policjanta

Źródło: Wirtualna Polska / DoRzeczy.pl
Czytaj także