Maria Kądzielska-Koper: Jak zmienia się wraz z rozwojem AI branża kreatywna?
Michał Owerczuk: Najnowsze modele chińskie i amerykańskie produkują materiały, których przeciętny widz nie odróżni już od prawdziwego nagrania. Eksperci nadal potrafią wychwycić syntetyczne artefakty, ale ta przewaga szybko się kurczy. To, co widzimy publicznie w internecie, jest jedynie medialnym wierzchołkiem góry lodowej i daje złudne poczucie, że wciąż potrafimy oddzielić prawdziwe od wygenerowanego. Większość użytkowników mediów społecznościowych widziała już materiał AI, w który uwierzyła. Mechanizm jest prosty. Trzęsący się kadr z telefonu stał się nową gwarancją autentyczności. A jest dokładnie odwrotnie. To dziś najłatwiej podrobić. To jest właśnie moment, w którym, jak w „Matrixie”, granica między symulacją a rzeczywistością przestaje być oczywista. Wystarczy materiał dostępny dziś w mediach społecznościowych, żeby odtworzyć twarz, zbudować model postaci i wygenerować obrazy albo wideo z jej udziałem.
Jakie są niebezpieczeństwa takich sztucznych materiałów?
Najgroźniejsze w syntetycznych mediach nie jest to, co fabrykują. Najgroźniejsze jest to, że dają alibi temu, co prawdziwe. Każde zdjęcie, każde nagranie, każdy dokument można dziś podważyć jednym zdaniem: „to AI”. To idealne narzędzie dla ludzi i instytucji, które chcą uciec od odpowiedzialności. Mówimy o AI jak o problemie technologicznym, ale to przede wszystkim problem zaufania. W świecie, który już wcześniej był podatny na dezinformację, realistyczne media syntetyczne nie tworzą kryzysu zaufania. One go pogłębiają. Do tezy „wszystko było kłamstwem” dodają „teraz jest na to dowód”. I to zabrzmi trochę filozoficznie, ale myślę, że jesteśmy bardzo blisko momentu zerwania epistemologicznego kontraktu między mózgiem a światem zewnętrznym. Przez setki tysięcy lat widzenie było dla człowieka podstawowym potwierdzeniem rzeczywistości. Mózg ufał oczom przez całą historię naszego gatunku. Teraz po raz pierwszy zaczyna tracić tę pewność.
Dlatego widzimy reakcje takich organizacji jak SAG-AFTRA czy WGA?
Właśnie tak. SAG-AFTRA reprezentuje aktorów, a WGA, Writers Guild of America, scenarzystów. To związki zawodowe, które w 2023 roku stoczyły wielomiesięczny strajk o granice wykorzystania AI w produkcji filmowej. To nie jest opór wobec technologii jako takiej, tylko próba ochrony kontroli nad wizerunkiem i nad pracą twórczą. To jednak tylko jedna strona tej rewolucji. Druga jest, w mojej ocenie, znacznie bardziej fundamentalna i pozytywna. Koszt wizualnej złożoności radykalnie spada. Nie podam jednej liczby procentowej, bo zależy to od rodzaju produkcji, długości materiału i oczekiwanej jakości, ale z mojego doświadczenia wynika, że sceny, które jeszcze trzy lata temu wymagały zespołu VFX i miesięcy pracy, dziś można realizować w ciągu tygodni i przy wielokrotnie mniejszym zespole. Kilka dni temu wygrałem hackathon „San Francisco vs Shanghai”: od pomysłu do gotowej produkcji, włącznie z architekturą pipeline’u, w cztery godziny. Jeszcze kilka miesięcy temu taki workflow wymagałby całego zespołu, a ja byłem sam. Dotąd spektakularne sceny filmowe wymagały ogromnych budżetów, zespołów VFX i infrastruktury produkcyjnej dostępnej wyłącznie dla największych studiów.
Czy ta rewolucja dotyczy tylko widowiskowych efektów specjalnych?
Nie, oczywiście, że nie. AI zaczyna automatyzować ogromną część produkcyjnej infrastruktury branży kreatywnej: od background castingu i storyboardów, przez wstępne montaże, po script coverage i podstawową lokalizację. W wielu przypadkach pytanie przestało już brzmieć: „czy AI zrobi to dobrze?”. Dziś coraz częściej brzmi: „czy zrobi to wystarczająco dobrze?”. I właśnie to jest najbardziej destabilizujące dla rynku pracy. Znikają przede wszystkim stanowiska entry-level, czyli te, od których ludzie zaczynali drogę do poziomu mid i senior. A to oznacza, że branża może za dekadę odkryć, że nie ma już komu zostać seniorem.
To może już w ogóle producenci kreatywni nie będą potrzebni?
Na razie, patrząc na to, co się dzieje, jestem załamany, bo jeśli tak dalej pójdzie, to za dziesięć lat zostaniemy z młodymi ludźmi sformatowanymi pod tezę, a nie pod realne standardy branżowe. AI natomiast brutalnie obnaży wszystkie zawody, w których człowiek przestał być potrzebny jako autor myśli, a został jedynie nośnikiem komunikatu. Jeżeli rola części mediów ma sprowadzać się wyłącznie do mechanicznego odczytywania przekazu, to AI bardzo szybko pokaże, jak łatwo zastąpić taki model komunikacji awatarem. Paradoksalnie może się wtedy okazać, że najbardziej wartościowe staną się właśnie autentyczność, charakter i prawdziwa osobowość dziennikarza. Dlatego ludzie chętniej sięgają po treści na YouTube, niż w telewizji, która dla większości młodych ludzi jest po prostu reliktem przeszłości.
Co w takim razie obecnie będzie się liczyć?
Nadal będą liczyć się umiejętności, warsztat, osoby kreatywne, postprodukcja i umiejętność opowiadania ciekawych historii. AI radykalnie obniża koszt produkcji wizualnej, ale nie zastępuje wyobraźni, doświadczenia życiowego ani smaku. Przede wszystkim nadal liczy się talent. A to się w Polsce po prostu marnuje. Mamy bardzo zdolnych twórców, ale ogromna część energii i środków trafia dziś bardziej w narrację o innowacji niż w realne kompetencje produkcyjne. To, co było ciekawe wczoraj, dzisiaj staje się normą. Część instytucji i decydentów nadal nie rozumie różnicy między opowiadaniem bajek o technologii a umiejętnością faktycznego wykorzystania jej w produkcji.
Dlaczego AI to jest gigantyczna szansa dla polskiej kinematografii?
Bo możemy produkować filmy, które wizualnie konkurują z produkcjami amerykańskimi, bez konieczności posiadania amerykańskich budżetów. To zmienia punkt ciężkości z kapitału na kreatywność. Przewaga nie wynika już z tego, kto ma większy budżet, tylko z tego, kto ma lepszy pomysł. Nawet w krajach z silnym przemysłem filmowym, jak Indie czy Nigeria, AI otwiera nowe segmenty produkcji premium, które wcześniej były domeną Hollywood. To jest demokratyzacja produkcji wizualnej na skalę globalną. Oczywiście to nie oznacza, że każdy automatycznie stworzy film na poziomie Marvela, ale teoretycznie stworzenie całego universum jest możliwe i udowodniają to m.in. Zach „Gossip Goblin” London czy Kavan „the Kid” Cardoza. A producenci zabijają się o kontrakty z nimi.
Co wciąż pozostaje najdroższe?
Kiedy radykalnie spada koszt efektów wizualnych, najcenniejsze stają się czas, moc obliczeniowa i oryginalne IP, czyli historie oraz światy, które można rozwijać i monetyzować. Ale po raz pierwszy od dekad dostęp do skali wizualnej przestaje być zarezerwowany wyłącznie dla największych budżetów. W praktyce oznacza to koniec monopolu estetycznego kilku centrów produkcyjnych. Do tej pory globalna kultura wizualna była kształtowana głównie przez kilka ośrodków w USA. Dziś źródła technologii nadal są skoncentrowane przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i Chinach, ale sama zdolność tworzenia została zdecentralizowana. Niektóre państwa zaczynają traktować kompetencje AI jak podstawową umiejętność cywilizacyjną i dostosowują do tego edukację oraz przemysł.
Jakich błędów polscy twórcy powinni unikać?
Najgorsze, co można dziś zrobić, to traktować AI wyłącznie jako narzędzie do redukcji kosztów, bez myślenia o konsekwencjach społecznych i gospodarczych. Miałem okazję być w zeszłym roku w Korei i Japonii i zobaczyłem tam znacznie bardziej systemowe podejście do integracji AI z gospodarką kreatywną. Tam nie chodzi wyłącznie o zastępowanie ludzi. Chodzi o zwiększanie produktywności, przychodów i możliwości całych zespołów. W wielu miejscach na Zachodzie AI nadal wdraża się głównie jako narzędzie cięcia kosztów. I to jest ogromna różnica mentalna. Jedni traktują AI jako nową infrastrukturę wzrostu i produktywności. Inni głównie jako sposób na redukcję wydatków i etatów.
Kto będzie decydował o tym, które historie przetrwają?
Publiczność będzie w coraz większym stopniu decydować, które historie zyskają uwagę i przetrwają, a nie tylko studia, platformy i komitety decyzyjne. Każde duże studio, które przez dekady miało przywilej budowania spektaklu wizualnego, musi dziś konkurować z pojedynczym twórcą siedzącym w piwnicy z dwoma monitorami i wystarczającą mocą obliczeniową, żeby opowiedzieć historię. To jest moment przełomowy. W Polsce dostęp do finansowania filmu nadal ma realnie niewielu ludzi, ale po raz pierwszy ten zamknięty obieg można ominąć. Dziś można stworzyć trailer, pilot albo proof of concept na poziomie jakościowym, który jeszcze kilka lat temu był poza zasięgiem nawet dużych producentów, i pokazać go globalnej publiczności bez tradycyjnej infrastruktury filmowej. Wiele rzeczy, które w Polsce nadal przedstawia się jako zaawansowaną specjalizację generatywnego AI, na Zachodzie jest już po prostu standardem. To oznacza eksplozję nowych IP, nowych światów i nowych narracji, które wcześniej nigdy nie miały szansy powstać. Dlatego uważam, że dla Polski to nie jest ciekawostka technologiczna. To jest historyczne okno możliwości.
Dlaczego akurat dla Polski?
Bo mało który kraj na świecie ma tak ogromny katalog gotowych światów, bohaterów i narracji jak Polska. Mamy ponad tysiąc lat historii: od chrztu Polski i dynastii Piastów, przez Grunwald, rozbiory, Powstanie Warszawskie i Solidarność. To są historie o skali porównywalnej z największymi produkcjami historycznymi świata, które bardzo rzadko były opowiadane na poziomie wizualnym, na jaki zasługują. Do tego dochodzi cała warstwa mitologii, baśni i literatury, której światowa publiczność praktycznie nie zna. Wystarczy spojrzeć na Mickiewicza czy Słowackiego. Ich światy przez dekady wymagały budżetów, które dla polskiego kina były praktycznie nieosiągalne. Krótkie filmy o Smoku Wawelskim czy słowiańskich legendach, które dziś krążą po internecie, są dopiero początkiem. Te same IP można przenieść z krótkich form internetowych do pełnoprawnego kina i seriali. Mamy twórców, inżynierów, kompetencje i materiał źródłowy na dziesięciolecia produkcji. Jeżeli połączymy to z nowymi narzędziami, możemy stać się eksporterem treści, a nie tylko ich konsumentem. Po raz pierwszy ogromna część polskiego dziedzictwa literackiego i historycznego staje się możliwa do ekranizacji bez budżetów, które wcześniej były całkowicie poza naszym zasięgiem. Teraz bariera technologiczna znika.
Czyli Polska ma wszystko, czego potrzeba?
Pod kątem naukowym tak. Mamy wybitnych specjalistów, jednych z najlepszych na świecie. Mamy instytucje dobre w swojej idei, ale niedofinansowane. I powinniśmy, powtarzam to jeszcze raz, choć nie chcę robić z tego mantry, mieć ministerstwo do spraw sztucznej inteligencji. Świetnych ludzi i pomysły mamy też w wojsku. Natomiast w kulturze i branży kreatywnej wygląda to dramatycznie. A to jest pole bitwy, na którym walczymy o umysły i kształtujemy świadomość. I tu mam poczucie ogromnego marnowania potencjału. Nie tylko bardzo wolno implementujemy te rozwiązania, ale wokół AI wyrósł też cały rynek powierzchownej pseudoekspertyzy ludzi, którzy bardziej sprzedają własny wizerunek niż realne kompetencje produkcyjne. A tezy padające na tych wykładach spotkałyby się ze śmiechem na Zachodzie, bo branża wygląda dziś zupełnie inaczej i rozwija się w tempie, o którym trzeba mówić głośno. Bo przecież pod względem materiału mamy praktycznie wszystko, czego potrzeba. Problem nie jest już technologiczny.
To w czym leży problem z naszym wykorzystaniem AI?
To dziś przede wszystkim bariera ludzka i instytucjonalna. Promujemy „mówienie”, a nie „robienie”. To bardzo szybko zacznie mieć to poważne konsekwencje dla całej branży. W polskiej branży filmowej widać przede wszystkim obawy starszego pokolenia. I częściowo jest on uzasadniony, bo wokół AI wyrósł cały rynek pseudoekspertyzy nakręcającej tę spiralę. Zamiast realnej kooperacji często dostajemy marketing, hype i wątpliwe rozwiązania sprzedawane pod przykrywką etycznej innowacji. Oferowana jest, nie pomoc w podnoszeniu kwalifikacji zawodowych, a monetyzacja strachu i niepewności. Niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy zatrzymać tsunami, które idzie przez Hollywood, prędzej czy później dotrze ono również do nas i nie ma sensu udawać, że jest inaczej.
Czyli nie ma odwrotu od AI?
Coraz więcej twórców amerykańskich wybiera AI. John Gaeta, zdobywca Oscara za efekty specjalne do „Matrixa”, założył platformę oferującą wyłącznie treści AI. Matthew McConaughey jest inwestorem w założonej przez Polaków firmie ElevenLabs. Darren Aronofsky uruchomił studio Primordial Soup w partnerstwie z Google DeepMind. Netflix nabył InterPositive — start up AI Bena Afflecka, a w zarządzie Stability AI zasiada James Cameron. Branża kreatywna to Titanic, który już uderzył w górę lodową, ale jeszcze są szalupy na pokładzie. Niestety, obecnie w Polsce wybierane są te z dziurawą burtą. Ale jest też koło ratunkowe. Rośnie u nas nowe pokolenie twórców, którzy pracują z AI, znają te narzędzia lepiej niż większość „ekspertów” i są gotowi konkurować na poziomie globalnym. Pytanie brzmi, czy Polska ich zauważy, zanim oni zorientują się, że Polska nie jest im potrzebna.
Co dla ciebie jest sednem tej zmiany?
W świecie, w którym obraz staje się syntetyczny, przewaga nie należy już do tych, którzy mają największy budżet, lecz do tych, którzy najszybciej zrozumieją, że stare zasady przestały obowiązywać. Polska ma jedno z największych okien możliwości w swojej powojennej historii kulturowej. Wykorzystując doświadczonych artystów i wspierając ich technologią, możemy zwiększać produktywność i przychody, a nie tylko obcinać koszty. Nie potrzebujemy dziś wyłącznie kolejnych regulacji. Potrzebujemy realnych zabezpieczeń dla twórców i mądrego wdrażania technologii. Wtedy możemy nie tylko uratować, ale wręcz ożywić branżę kreatywną. I zbudować nad Wisłą własne „Hollywood”, które opowie światu, kim jesteśmy. Myślę, że najlepszym podsumowaniem będzie Józef Piłsudski, który podobno powiedział kiedyś: „Historię swoją piszcie sami, bo inaczej napiszą ją za was inni i źle”. To by było na tyle.
Michał „OverJK” Owerczuk — reżyser, twórca AI i producent kreatywny. Założyciel m.in. Enthropy RCE Berlin, iPro.One oraz CIN Labs, partner kreatywny i udziałowiec Popcorn.co, a także ambasador i partner technologiczny m.in. Vidu AI, GMI Cloud, Higgsfield AI czy Topaz Labs. Pomysłodawca i współzałożyciel WARSAW GLITCH AWARDS oraz Warsaw International AI Film & Media Festival. Pierwszy Polak w Machine Cinema, największej społeczności twórców AI na świecie, i koordynator polskiego hubu kreatywnego. Czterokrotny zwycięzca GenJam™ 4h Hackathon: GenJam™ Hilversum Studio Holland, ALL USA Online GenJam™, International Super Bowl GenJam™ oraz GenJam™ San Francisco & Shanghai Connection.
Czytaj też:
Owerczuk: Polska potrzebuje Ministerstwa Sztucznej Inteligencji
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
