W połowie 2026 r. Stany Zjednoczone stoją przed jednym z najbardziej dramatycznych punktów zwrotnych w swojej powojennej historii. Obecnie wstrzymana, lecz niezwykle intensywna konfrontacja militarna z Iranem już może być uznana za kompletną porażkę Donalda Trumpa. Ten strategiczny cios został dodatkowo spotęgowany wyraźną i przyspieszającą erozją amerykańskiej przewagi militarnej w porównaniu z Chinami. Na tym tle wizyta prezydenta USA w Pekinie w dniach 13–15 maja 2026 r. stała się niezwykle wymownym, wręcz symbolicznym obrazem nowej globalnej rzeczywistości: amerykański przywódca przybywał do stolicy rywala z wyraźnie ograniczoną pozycją przetargową i wrócił do Waszyngtonu z jeszcze skromniejszymi zdobyczami. Moment unipolarny, ten nieodżałowany przez wielu czas globalnej dominacji McDonalda, MTV i amerykańskich bomb „niosących pokój”, w którym USA mogły niemal swobodnie dyktować warunki światu, nie tylko powoli blednie. On po prostu się rozpada pod ciężarem wieloletniego nadmiernego rozciągnięcia sił, chronicznej słabości własnego przemysłu zbrojeniowego oraz dynamicznego wzrostu potęg, które przestały postrzegać amerykańską dominację jako coś niepodważalnego. Co zaskakujące, coraz głośniej mówią o tym najbardziej „establishmentowi” reprezentanci amerykańskiego establishmentu.
„Całkowita klęska”
Robert Kagan nigdy nie należał do obozu antyinterwencjonistów ani tym bardziej pacyfistów. Jako współzałożyciel wpływowego think tanku Project for the New American Century jeden z głównych architektów agresywnej i jednoznacznie proizraelskiej polityki USA na Bliskim Wschodzie oraz mąż Victorii Nuland uosabia samą esencję neokonserwatywnego myślenia o hegemonii USA. Kiedy zatem taki człowiek publikuje na łamach „Atlantic” artykuł zatytułowany „Szach-mat w Iranie”, jego słowa nabierają szczególnej, wręcz historycznej wagi. Kagan nie owija w bawełnę. Stwierdza wprost, że Stany Zjednoczone poniosły w Iranie „całkowitą klęskę”, której „nie da się ani naprawić, ani zignorować”. Podkreśla przy tym fundamentalną różnicę w stosunku do poprzednich konfliktów. Wojny w Wietnamie i Afganistanie, choć bardzo kosztowne pod względem finansowym i ludzkim, „nie wyrządziły trwałej szkody ogólnej pozycji Ameryki na świecie”.
Natomiast porażka w konfrontacji z Iranem ma zupełnie inny, dużo głębszy charakter i dotyka samych podstaw amerykańskiej potęgi. Istotą tej klęski jest utrata kontroli nad cieśniną Ormuz, przez którą do niedawna codziennie płynęło ok. jednej piątej globalnej produkcji ropy naftowej. Iran zdołał przekształcić ten strategiczny punkt w swój własny reżim „pozwolenia na przejście”. Teheran może teraz nie tylko żądać opłat za tranzyt, lecz także selektywnie blokować lub ograniczać ruch statków należących do państw, z którymi nie utrzymuje dobrych relacji. Jak niedawno zapowiedział spiker irańskiego parlamentu, sytuacja sprzed wojny nie wróci. Kagan w pełni się z tym zgadza, pisząc, że Iran „będzie w stanie nie tylko żądać myta za przejście, lecz także ograniczać tranzyt tylko do państw, z którymi ma dobre stosunki”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
