NSL uchylił orzeczenie Okręgowego Sądu Lekarskiego w Poznaniu – poinformował w mediach społecznościowych dr n. med. Zbigniew Martyka.
Mówił nie tak jak trzeba o sposobach leczenia COVID i "walce" z koronawirusem
Kłopoty specjalisty ds. chorób zakaźnych rozpoczęły się od tego, że w trakcie epidemii koronawirusa był w grupie medyków, którzy odważyli się kwestionować politykę lockdownów, straszenia, powszechnego testowania, segregacji sanitarnej i prób przymuszania społeczeństwa do przyjmowania szczepionek na COVID-19. Martyka znalazł się wśród lekarzy wzywanych z tego powodu przed sądy w trybie dyscyplinarnym.
W sprawie, w której orzekł właśnie Naczelny Sąd Lekarski chodziło o podpisanie dwóch dokumentów z 2020 roku: Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów, a także Drugiego Apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2 i powrotu do normalności. Sygnatariusze listów podawali w wątpliwość m.in. skuteczność polityki lockdownów i wskazywali zagrożenia przestawiania systemu ochrony zdrowia na leczenie COVID-19. Zwracano również uwagę na zagrożenie nieznanymi, niezbadanymi skutkami ubocznymi eksperymentalnych zastrzyków.
Martyka nie rozpowszechniał informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną
"Naczelny Sąd Lekarski uchylił orzeczenie Sądu I instancji i umorzył postępowanie z powodu ustania karalności przewinienia zawodowego. Innymi słowy – przez ustawowo przewidziany czas organy odpowiedzialności zawodowej lekarzy nie były w stanie doprowadzić tej sprawy do prawomocnego zakończenia. Przyjmuję to rozstrzygnięcie z oczywistą satysfakcją" – przekazał dr Martyka za pośrednictwem swoich kanałów w socjal mediach.
"Cieszę się dlatego, że przez kolejne lata próbowano przedstawiać mnie opinii publicznej jako lekarza, który miał działać na szkodę pacjentów i społeczeństwa, a ostatecznie sprawa nie zakończyła się prawomocnym ukaraniem. Nie wykazano w ustawowym terminie, że zasadne było ukaranie mnie za podpisanie dokumentów, w których lekarze i naukowcy domagali się debaty, normalności i uczciwego podejścia do danych naukowych" – dodał lekarz.
"Sąd I instancji, zamiast wykazać fałsz moich wypowiedzi, w istocie przyjął, że problemem była ich niezgodność z tzw. oficjalną narracją z lat 2020-2021. A to są dwie zupełnie różne rzeczy. Czym innym jest wypowiedź niezgodna z rzeczywistością, a czym innym wypowiedź niezgodna z komunikatami władz, apelami polityków czy stanowiskami instytucji publicznych" – zwrócił uwagę medyk. "Lekarz nie składa przysięgi wierności «oficjalnej narracji». Lekarz ma kierować się wiedzą, doświadczeniem, sumieniem i dobrem pacjenta" – dodał.
W dalszej części wpisu Martyka przypomniał i rozwinął argumentację merytoryczną, wskazując m.in., że jeżeli lekarzy oskarża się o wypowiadanie twierdzeń rzekomo niezgodnych z wiedzą medyczną, to należy wykazać to w oparciu o najlepsze dostępne dowody naukowe, a tego nie udało się oskarżycielom wykazać.
facebookCzytaj też:
Dlaczego nie ma debaty o pandemii? Dr Martyka: Telewizyjni eksperci musieliby przyznać się do błęduCzytaj też:
Martyka przeciwstawił się restrykcjom i straszeniu. Jest prawomocny wyrokCzytaj też:
Tuszowanie pochodzenia koronawirusa. Były oficer CIA zeznał to pod przysięgą
