"Brońmy chrześcijan". Dramatyczny apel patriarchy do Trumpa

"Brońmy chrześcijan". Dramatyczny apel patriarchy do Trumpa

Dodano: 
Donald Trump, prezydent USA
Donald Trump, prezydent USA Źródło: Wikimedia Commons
Prawosławny patriarcha Jerozolimy Teofil III zaapelował do Donalda Trumpa o pomoc w ochronie wspólnot chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie.

Słowa padły podczas czwartkowego spotkania duchownego z prezydentem Stanów Zjednoczonych w Białym Domu w Waszyngtonie.

"Wspólnoty chrześcijańskie na Bliskim Wschodzie borykają się z presją i groźbami. Zwracamy się do Pana z prośbą o interwencję w celu ich ochrony i zagwarantowania wolności wyznania w miejscach świętych" – mówił Teofil III.

Kulisy rozmowy patriarchy z Donaldem Trumpem

Rozmowa trwała około 40 minut i – według komunikatu Patriarchatu – odbyła się "w atmosferze bliskich relacji między Patriarchą a prezydentem Trumpem i jego rodziną, a także jako naturalna kontynuacja wizyty prezydenta Trumpa w Jerozolimie i Bazylice Grobu Pańskiego w 2017 roku".

Podczas spotkania Teofil III nadał prezydentowi Trumpowi Wielki Krzyż Orderu Rycerskiego Grobu Pańskiego.

Patriarcha wyraził zaniepokojenie sytuacją wspólnot chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie z uwagi na niestabilność regionu i sytuację w dziedzinie bezpieczeństwa, jaka dotyka wspólnoty chrześcijańskie w Libanie, Syrii i Ziemi Świętej.

Teofil III: Wspólnoty proszą o coś bardzo prostego

"W ostatnich latach wspólnoty chrześcijańskie na Bliskim Wschodzie zmagały się z trudną rzeczywistością, naznaczoną niestabilnością, rosnącymi zagrożeniami i stale rosnącą presją", dlatego "starożytne wspólnoty proszą o coś bardzo prostego: o możliwość dalszego życia w bezpieczeństwie, zachowania wiary i zachowania wolności wyznania" – podkreślał duchowny.

Ochrona "wolności religijnej i otwartego dostępu do miejsc świętych nie jest jedynie kwestią religijną: jest niezbędnym warunkiem stabilności, współistnienia i pokoju w całym regionie", przekonywał Teofil III.

Izrael zrównał z ziemią chrześcijańską wioskę

– Nie pozwolili nam nawet zabrać żadnej pamiątki – mówi María De León Menéndez, która została wypędzona z własnego domu na południu Libanu.

W Yarun mieszkało zaledwie trzynaście chrześcijańskich rodzin, inne nie zdecydowały się wrócić po wojnie sprzed trzech lat. Wioska już nie istnieje, została zrównana z ziemią przez izraelską armię. Zdjęcia satelitarne pokazują morze gruzów, tam, gdzie były domy, kościół, klasztor i katolicka szkoła.

María De León Menéndez, która została wypędzona z wioski, z urodzenia jest Gwatemalką, a z wyboru Libanką. W 2009 roku musiała opuścić swój kraj z powodu przemocy gangów. Wraz z rodziną znalazła schronienie w małej społeczności na południu Libanu, zaledwie dwa kilometry od granicy z Izraelem. Po masakrze dokonanej przez Hamas 7 października 2023 roku jej wioska znalazła się na linii ognia między Hezbollahem a armią z Tel Awiwu. Po dwóch dniach terroru pięćdziesiąt rodzin chrześcijańskich i tyle samo muzułmańskich uciekło.

Czytaj też:
Profanacja krzyża. Specjalny wysłannik Izraela zabrał głos
Czytaj też:
Izraelscy osadnicy prześladują chrześcijan. Brutalne ataki

Źródło: KAI / DoRzeczy.pl
Czytaj także