Pomysł ministra sprawił, że w wielu stolicach regionu rządzący złapali się za głowy. Płacić za przejście przez cieśninę, która przez wszystkich dookoła uważana jest za wspólne dobro?! I nie chodzi tu o cieśninę Ormuz, którą Iran chciałby zamienić w jeden wielki punkt poboru opłat, lecz o szlak o wiele ważniejszy dla światowego transportu morskiego – cieśninę Malakka.
„Jeżeli podzielimy te opłaty między Indonezję, Malezję i Singapur, to byłoby to naprawdę coś, prawda?” – powiedział pod koniec kwietnia podczas sympozjum w Dżakarcie minister finansów Indonezji Purbaya Yudhi Sadewa. Minister był w świetnym humorze i można się zastanawiać, na ile te słowa wynikały z nastroju chwili, a na ile były skalkulowane. Nie jest to przecież pierwszy raz, gdy ktoś z najwyższych władz Indonezji rzuca w eter pomysł pobierania opłat za korzystanie z najważniejszej cieśniny świata.
Jednak kontekst kryzysu w Zatoce Perskiej i żądania Iranu, który chce monetyzować swoje położenie nad cieśniną Ormuz, sprawił, że główni gracze dali znać Dżakarcie, iż nie jest to pomysł, który warto poddawać pod dyskusję. Szczególnie jasno swoje zdanie wyraził sąsiedni Singapur.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
