Chłodna randka Kima z Xi
  • Maria KądzielskaAutor:Maria Kądzielska

Chłodna randka Kima z Xi

Dodano: 
Xi Jinping i Kim Dzong Un
Xi Jinping i Kim Dzong Un Źródło: PAP/EPA / KCNA
TERAZ AZJA Wizyta Xi Jinpinga w Pjongjangu 8 czerwca wyglądała jak wzorcowy spektakl braterstwa dwóch autorytarnych sąsiadów. Jednak im bardziej rozdęta oprawa, tym bardziej pewne, że kryje ona za sobą problemy. A główny problem Pekinu nazywa się Moskwa.

Xi nie był w Korei Północnej od 2019 roku, a relacje obu stolic w ostatnich latach wyraźnie się ochłodziły. Najpierw granice zamknęła pandemia, dławiąc wymianę, a później Pjongjang zwrócił się ku Moskwie, wysyłając tysiące żołnierzy na rosyjską wojnę z Ukrainą. Chiny przez dekady były dla Korei Północnej głównym mocodawcą, gwarantem przetrwania i niemal monopolistycznym partnerem handlowym. Dziś muszą zabiegać o względy dyktatora, który znalazł sobie hojniejszego i mniej wymagającego adoratora.

Skala rosyjskiej oferty robi wrażenie. Według szacunków południowokoreańskich Pjongjang dostał od Moskwy między 7 a 14 miliardów dolarów w broni, technologiach wojskowych, paliwie i żywności, w zamian za żołnierzy i amunicję na wojnę w Ukrainie. Do lata 2025 roku stał się dla Rosji partnerem militarnym nie do zastąpienia, dostarczając nawet 40 procent amunicji zużywanej na froncie: ponad 12 milionów pocisków artyleryjskich, ponad sto rakiet balistycznych, wyrzutnie i ciężki sprzęt. A wraz z bronią płynie do Pjongjangu to, czego Kim pragnie najbardziej, czyli modernizacja armii i międzynarodowa nobilitacja.

Tu tkwi sedno chińskiego dylematu. Pogłębione partnerstwo z Rosją daje Korei Północnej drugiego patrona i zmniejsza jej zależność od Pekinu. Mówiąc wprost: Kim po raz pierwszy od lat ma wobec Chin kartę przetargową. I doskonale o tym wie.

Dwa komunikaty, dwie różne wizyty

Najciekawsze zdarzyło się po uściskach dłoni, gdy obie strony zasiadły do oficjalnych podsumowań. Okazało się, że Pekin i Pjongjang opisały to samo spotkanie tak, jakby były na dwóch różnych wydarzeniach.

Chińska agencja Xinhua wyliczała konkrety: wymianę na wysokim szczeblu, handel, rolnictwo, przywrócenie połączeń transportowych. Północnokoreańska KCNA ujęła rzecz szerzej, czyli jako pakt równorzędnych partnerów. Różnica nie jest kosmetyczna. Pjongjang podkreślał godność reżimu i „szczególny charakter” relacji, Pekin zaś praktyczne więzi międzypaństwowe i własne inicjatywy dla porządku międzynarodowego.

Seulscy analitycy odczytują to jednoznacznie. „Korea Północna usunęła wszystko, co mogłoby ją stawiać w roli strony podporządkowanej, zależnej czy obdarowywanej, i napisała te relacje na nowo, jako związek równych” – ocenił Hong Min z Korea Institute for National Unification. „Wzmocniła sygnały solidarności, choćby przekaz antyamerykański i wątek tajwański, a zatarła te świadczące o zależności” – tłumaczył analityk.

To właśnie ten moment, w którym widać, kto naprawdę jest słabszy. Chiny chcą pokazać światu, że to one porządkują region i rozdają inwestycje. Pjongjang nie daje się jednak wcisnąć w rolę klienta. Dla Kima równorzędność jest dziś walutą cenniejszą niż chiński ryż i nawozy, bo to właśnie dostawy żywności, wznowienie chińskiej turystyki grupowej i wspólne projekty gospodarcze miały być głównym wabikiem Pekinu.

Cena, jaką Xi zapłacił za zdjęcie z Kimem

Najbardziej znamienne jest to, czego w komunikatach zabrakło. Po raz pierwszy w podsumowaniu strony chińskiej nie padło słowo „denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego”, co zrywa z precedensem czterech wcześniejszych szczytów obu przywódców z lat 2018-2019. Przez lata Pekin oficjalnie deklarował przywiązanie do rozbrojenia nuklearnego sąsiada. Tym razem jednak przemilczał temat.

Seulscy eksperci nie mają złudzeń, co to oznacza, a komentatorzy „Korea Herald” zwracają uwagę na wymowną symetrię ustępstw. Profesor Lim Eul-chul z uniwersytetu Kyungnam zauważa, że skoro obaj przywódcy zobowiązali się utrzymać relacje „niezależnie od tego, jak zmieni się sytuacja międzynarodowa”, to Korea Północna zyskuje pretekst, by trwać przy broni jądrowej; chińskie wsparcie dla jej „kluczowych interesów” staje się wówczas cichym uznaniem statusu mocarstwa nuklearnego. Profesor Yang Moo-jin, rektor Uniwersytetu Studiów nad Koreą Północną i jeden z najczęściej cytowanych analityków, nazywa to wprost ukrytą wymianą priorytetów: Pjongjang potwierdził poparcie dla zasady „jednych Chin”, a Pekin w zamian przemilczał denuklearyzację. Symetria z pozoru elegancka, a w istocie to Chiny złamały własną zasadę, byle nie wyjechać z Pjongjangu z pustymi rękami.

Geopolityczna pułapka, w którą Chiny same weszły

Sytuacja jest dla Pekinu niewygodna z jeszcze jednego powodu. Zaangażowanie Korei Północnej w wojnę na Ukrainie od początku było dla Chin, jak ujmują to analitycy, „strategicznym bólem głowy”. Bliskość Pjongjangu i Moskwy oznacza mniej chińskich wpływów nad sąsiadem, a udział północnokoreańskich żołnierzy dodatkowo cementuje sojusz Putina z Kimem. Chiny wspierają Rosję, ale wolałyby robić to po cichu i na własnych warunkach. Tymczasem Kim wymknął się spod kurateli. Tymczasem Moskwa, w przeciwieństwie do Pekinu, niczego w zamian nie żąda, bo sama jest na garnuszku północnokoreańskiej amunicji.

Warto przy tym pamiętać, że teza o „osi” Pekin-Moskwa-Pjongjang bywa mocno przesadzona. To sojusz z natury transakcyjny, nierówny i podszyty wzajemną nieufnością. Kim gra Rosją przeciw Chinom i Chinami przeciw Rosji. To właśnie ta umiejętność lawirowania jest jego największym atutem. Dla małego, osaczonego sankcjami reżimu rywalizacja dwóch wielkich patronów to luksus, jakiego nie zaznał od dekad.

Co z tego wynika

Wizytę Xi w Pjongjangu można więc czytać dwojako. W warstwie propagandowej był to triumf: czerwone dywany, bukiety, deklaracje „niewzruszonej przyjaźni” i obietnice „ściślejszej komunikacji strategicznej”. W warstwie realnej: manewr obronny mocarstwa, które ocknęło się z ręką w nocniku i odkryło, że jego najwierniejszy wasal flirtuje z konkurencją.

Najlepszym tego dowodem jest właśnie rozjazd komunikatów. Gdy jedna strona chwali się konkretnymi programami i inwestycjami, a druga mówi ogólnikami i z naciskiem podkreśla suwerenność oraz równorzędność, to nie jest spotkanie patrona z klientem. To negocjacja dwóch graczy, z których słabszy nagle poczuł grunt pod nogami. Dla całego Zachodu płynie stąd trzeźwa lekcja: blok autorytarnych państw, który tak chętnie straszy świat swoją jednością, w środku skrzypi od sprzecznych ambicji. Monolit ma rysy.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także