Leszek Kraskowski, dziennikarz śledczy znany z ujawniania niewygodnych dla Romana Giertycha informacji, m.in. dotyczących sprawy spółki Polnord, został aresztowany we wtorek (9 czerwca) na trzy miesiące. Prokuratura Rejonowa w Piasecznie postawiła mu zarzuty kierowania gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania broni (pistoletu gazowego) i amunicji.
O niepokojącej sytuacji Pawłowski poinformował za pomocą mediów społecznościowych. "Pomimo deklaracji funkcjonariuszy służby więziennej którzy wczoraj w obecności telewizji Republika po konsultacji z dowódcą AS Białołęka informowali mnie że będę miał umożliwiony kontakt z @LKraskowski dziś w dniu 8:00 nadal nie dopuszczono mnie do klienta" – napisał adwokat na portalu X.
Prawnik Kraskowskiego: Zadzwonili kilka minut przed posiedzeniem aresztowym
Mecenas mówił o sprawie w czwartek rano w Radio Wnet. Ze słów prawnika wynika, że mamy do czynienia z konsekwentnym, systemowym odcinaniem aresztowanego od realnej pomocy prawnej. Mecenas Pawelski dowiedział się o posiedzeniu aresztowym swojego klienta przypadkowo, kiedy urzędnik sądowy zadzwonił do niego kilka minut przed rozpoczęciem tej rozprawy.
Wcześniej śledczy wykonali jeden telefon w poniedziałek późnym popołudniem. Gdy adwokat odzwonił po dwudziestu minutach, a potem ponowił próbę rano następnego dnia – nikt w prokuraturze nie odebrał. Ponadto, w dniu zatrzymania Kraskowskiego jego obrońca pełnił oficjalny dyżur telefoniczny w sądzie, będąc stale pod telefonem. – Przez cały okres od momentu zatrzymania Leszka nie byłem na ten temat informowany. Przecież to jest kuriozum, które w XXI wieku w środku Europy nie powinno w ogóle mieć miejsca. [...] Każdy ma prawo do obrony. Leszek de facto nie może się teraz publicznie bronić, a komunikaty, które są formułowane przez prokuraturę są jednoznaczne, a jednocześnie niedokładne – skomentował mec. Pawelski.
Czytaj też:
"Mocno podejrzane". W internecie wrze po zatrzymaniu dziennikarza śledczegoCzytaj też:
Bosak: Wolałbym, żeby to była nieprawda, ale to przypomina praktyki z PRL
