Jak wskazują eksperci cytowani przez gazetę, Polska coraz częściej sprzedaje nadwyżki energii elektrycznej za granicę po bardzo niskich cenach, by kilka godzin później importować prąd po znacznie wyższych stawkach.
Zjawisko jest szczególnie widoczne w słoneczne dni, gdy produkcja z farm fotowoltaicznych gwałtownie rośnie, a krajowa sieć nie jest w stanie przyjąć całej wytworzonej energii.
Jak w Polsce marnuje się prąd
Prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej ocenia, że różnica między ceną eksportu i późniejszego importu energii może wynosić od 300 do 400 zł za megawatogodzinę. Jego zdaniem bardziej opłacalne byłoby najpierw wykorzystanie krajowej energii, a dopiero później ewentualny zakup z zagranicy.
"Polska wydaje gigantyczne pieniądze na tzw. wyłączenia źródeł odnawialnych, czyli sytuacje, w które operator systemu musi nakazać producentom energii z OZE ograniczenie lub całkowite zatrzymanie produkcji" – czytamy w tekście.
W artykule podano przykład dnia, w którym eksport energii osiągnął około 4 tys. MW, a mimo to konieczne było ograniczenie pracy części instalacji odnawialnych.
Państwo sprzedaje energię tanio, kupuje drogo. Producentom płaci odszkodowania
Za niewyprodukowaną energię właścicielom instalacji przysługują rekompensaty finansowe – podkreśla "ND".
Według Krystyny Szyszko ze Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. Jana Szyszko, w 2025 r. ich wartość wyniosła około 650 mln zł, natomiast w bieżącym roku może przekroczyć 1 mld zł.
Gazeta odnotowuje, że problem przestał być wyłącznie przedmiotem sporów ideologicznych. – Dziś widać go w rachunkach, które co roku płacą odbiorcy energii – powiedziała Szyszko, cytowana w artykule.
Czytaj też:
Koniec mitu taniej energii? Wiceminister o prawdziwej cenie OZE
