25 czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo dotyczące tzw. afery "dwóch wież", uznając, że nie doszło do oszustwa na szkodę austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera.
W uzasadnieniu ujawnionym w czwartek (23 lipca) przez "Gazetę Wyborczą" śledczy wskazali, że przedsiębiorca pozostawał w "subiektywnym, mylnym przekonaniu", iż prezes PiS Jarosław Kaczyński był osobą decyzyjną w spółce Srebrna.
Sprawa "dwóch wież" umorzona. Kulisy decyzji prokuratury
Jak wynika z uzasadnienia, liczącego 63 strony, prokuratura uznała, że Birgfellner błędnie zakładał, iż Kaczyński może samodzielnie podejmować decyzje dotyczące realizacji inwestycji. Śledczy podkreślili, że zgodnie z przepisami decyzje w spółce należały do jej zarządu, a nie do prezesa PiS.
Sprawa dotyczy planowanej budowy dwóch wieżowców należącej do spółki Srebrna w Warszawie. W 2019 r. Birgfellner zawiadomił prokuraturę, twierdząc, że wykonał prace przygotowawcze do inwestycji, za które nie otrzymał wynagrodzenia. Złożył również nagrania rozmów z Kaczyńskim (fragmenty opublikowała w 2019 r. "Wyborcza" – red.), które stały się podstawą śledztwa.
Prokuratura uznała jednak, że zgromadzony materiał dowodowy nie potwierdził, aby Jarosław Kaczyński wprowadził biznesmena w błąd lub dopuścił się oszustwa. Według śledczych nie ma dowodów, że prezes PiS podejmował decyzje w imieniu spółki lub miał obowiązek zapłaty za wykonane prace.
Brak dowodów na "decyzyjną rolę" Kaczyńskiego
W uzasadnieniu wskazano także, że Birgfellner dysponował doświadczeniem biznesowym i miał świadomość zasad funkcjonowania spółek prawa handlowego. Prokuratura oceniła, że jego przekonanie o decyzyjnej roli Kaczyńskiego nie znajdowało potwierdzenia w zgromadzonych dowodach.
Śledztwo w sprawie "Dwóch wież" było jednym z najgłośniejszych postępowań dotyczących planowanej inwestycji spółki Srebrna. Obrońca Birgfellnera, adwokat i poseł KO Roman Giertych, zapowiedział odwołanie od decyzji prokuratury.
Czytaj też:
Gerald Birgfellner. Kim jest człowiek, który nagrywał Kaczyńskiego?
