W RZECZY SAMEJ Od początku, a więc od lutego 2026 r., kiedy to Izrael i USA przeprowadziły atak na Iran, nie mogłem zrozumieć jednego – entuzjazmu (muszę przyznać ostatnio nieco przygasającego) polskich, głównie prawicowych (a ściślej rzecz biorąc, związanych z PiS) komentatorów.
Po pierwszych kilku dniach Iran ogłosił zamknięcie cieśniny Ormuz i zaczął w odpowiedzi na napaść ostrzeliwać amerykańskie bazy w regionie Zatoki Perskiej. Już wtedy było widać, że USA popełniły dramatyczny błąd. A w Polsce? W Polsce zachwycano się „skutecznością działań naszych najbliższych sojuszników”, która polegała na tym, że na Iran spadają rakiety i bomby.
Po kilku miesiącach z tej „skuteczności naszych sojuszników” nie zostało wiele. Prezydent USA miota się od ściany do ściany, raz grożąc Iranowi zmiażdżeniem, dekapitacją, anihilacją, raz opowiadając o bliskim, leżącym niemal w zasięgu ręki „dealu”. Co dzień Donald Trump przedstawia inną wersję, które razem wzięte zresztą nie stanowią żadnej spójnej całości.
Felieton został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

