W nocy z soboty na niedzielę doszło do wypadku polskiego autokaru na autostradzie M3, która łączy Budapeszt z północno-wschodnią częścią Węgier. Zginęło 12 osób, a 10 zostało rannych, w tym siedem jest w stanie ciężkim. W autokarze znajdowało się 57 pielgrzymów oraz dwóch kierowców. – To była pielgrzymka z Podkarpacia. Organizowało ją biuro podróży. Autokar wracał z Medjugorie. Planowo o 6:00 rano powinni być już na miejscu w Polsce. Niestety, doszło do wypadku – powiedział w rozmowie z "Faktem" Tadeusz Dykas, szef firmy przewozowej Michael, do której należał pojazd.
Według wstępnych ustaleń węgierskiej policji, przyczyną wypadku było zaśnięcie kierowcy. Autokar zjechał na pobocze i wywrócił się. – Ciężko mi jest cokolwiek powiedzieć na temat okoliczności wypadku, bo na ten moment nie mam żadnej informacji. Wiem tyle, co z mediów. Autokar prowadzili doświadczeni kierowcy, którzy tę trasę pokonywali wielokrotnie – oznajmił właściciel firmy przewozowej.
– Jesteśmy na miejscu, przyjechaliśmy tutaj autokarem zastępczym. Czekamy na jakieś informacje, gdzie trzeba podjechać po te osoby, żeby je zabrać do Polski. To bardzo ciężka sytuacja. Nie jest łatwo. Zginęło tyle osób... – dodał Tadeusz Dykas.
Kontrole i śledztwo prokuratury po wypadku autokaru
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zlecił Głównemu Inspektoratowi Transportu Drogowego przeprowadzenie wzmocnionych kontroli firm przewozowych i autokarów, ze szczególnym uwzględnieniem stanu technicznego pojazdów, czasu pracy i odpoczynku kierowców oraz sposobu przewożenia pasażerów.
Śledztwo w sprawie wypadku polskiego autokaru na Węgrzech prowadzić będzie Prokuratura Okręgowa w Krośnie.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że ambasada w Budapeszcie uruchomiła specjalną infolinię: +36 20 472 9502, a konsul pozostaje w stałym kontakcie ze wszystkimi szpitalami, w których przebywają polsce obywatele.
Czytaj też:
Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Najnowsze informacje
