Czarny wywiad (cz. II)

Czarny wywiad (cz. II)

Dodano: 
Siedziba Agencji Wywiadu w Warszawie
Siedziba Agencji Wywiadu w Warszawie Źródło: PAP / Paweł Supernak
Płk Jacek Gawryszewski Nastała zima. W okładkach został już tylko "Onyks", do którego dołączył jego tajemniczy kontakt z kawiarni na Ursynowie. Nadano mu kryptonim "Kaktus".

I część tekstu płk Gawryszewskiego

Raczej mało subtelnie, bo tak nazywała się kawiarnia, w której odnotowano meetingi obu panów. Wokół same bloki, na nich dachy a pod nimi poddasza. Idealne miejsce do instalacji kamer z obiektywem o takiej ogniskowej, aby zarejestrować jak często i kiedy "Onyks" spotyka się w "Kaktusie" z "Kaktusem". Oficer – technik plus podoficer w służbie przygotowawczej z sekcji narkotyków pod legendą strażaków i w towarzystwie gospodarza domu udali się na poddasze "mrówkowca". Według technika miejsce optymalne na instalację sprzętu do zdalnej inwigilacji, oczywiście nie "online". Gospodarza ugadano, bo kontrola wykazała zaniedbania zasad ppoż. W sumie zarejestrowano około 30 dni. Analiza materiału potwierdziła, że "Onyks" i "Kaktus" spotykają się w raz w tygodniu na 15 minut. Kim jest "Kaktus" i o czym rozmawia z "Onyksem"? Przybytek za mały na mikrofon kierunkowy.

Cztery stoliki można pokryć pluskwami, ale zażyłość personelu kawiarni z "Onyksem" była ewidentna, więc ryzyko dekonspiracji spore. Raz do spotkania udało się dokooptować parę inspektorów sekcji, ale z rozmowy wyłapali tylko cztery słowa: "jak zwykle" i "daj spokój", albo coś w ten deseń. Wzorem filmu szpiegowskiego skonsultowano w Instytucie Głuchoniemych przy Placu Trzech Krzyży możliwość "czytania z warg". Nic z tego. W tych warunkach to tylko na filmach. Zaordynowano zatem dwunastoosobowy zespół obserwacji z biura "B". Były ferie zimowe, więc kontrwywiad miał wolne i tymczasowo odpuścił rezydentom wywiadów udającym dyplomatów. Stąd dostępność zespołu. Prawie przełom, bo "Kaktus" wsiadł na stacji "Ursynów" do jedynej linii metra w Polsce i dojechał do stacji "Politechnika". Stąd udał się pieszo na dworzec Warszawa – Śródmieście wsiadł w pociąg podmiejski relacji Warszawa Wschodnia – Grodzisk Mazowiecki i dojechał do stacji Ursus. Następnie skierował się do obiektu typu dom jednorodzinny, gdzie jak się okazało od urodzenia mieszkał z rodzicami. Nigdzie niepracujący, prawie absolwent zespołu szkół samochodowych przy ul. Okopowej. Tydzień później w czwartek z mz w Ursusie "Kaktus" pojechał komunikacją miejską w rejon ogródków działkowych na Służewiu. Nie udało się jednak ustalić, na którą działkę się udał, bo zimą to teren prawie bezludny. Działka o tej porze roku rozgrzała wyobraźnię sekcji. W trakcie odprawy, w której wziął udział nawet członek sztabu zdecydowano, że nie wiadomo co robić dalej i trzeba napisać jakiś raport. Przy okazji sztabowiec przypomniał, o konieczności zabezpieczania szaf pancernych referentką.

Kolejna wyrywkowa kontrola rejonu mz "Kaktusa" wykazała, że figurant co czwartek jeździ na Służew i spędza na działkach cztery kolejne dni. Zawsze z tym samym plecakiem. Zawsze tą samą trasą. Zawsze sam i zawsze czujny.

Sporządzono kilka odręcznych i słabo zredagowanych notatek służbowych i jeden raport podsumowujący tzw. sytuację operacyjną na koniec ferii zimowych. Rozpoczęto stacjonarną, całodobową obserwację ROD Służew o pow. około 12 ha. Sześć wejść pieszych i trzy samochodowe. Wzmożenie towarzyszące odkryciu przysłoniło sekcji rozmiar wyzwania. W niepełnych zasobach ewidencji gruntów prawie 300 właścicieli i dzierżawców. Na mapie geodezyjnej około 150 obiektów. Najbliższy dron nad ROD Służew nadleci za 20 lat, więc to raczej środek na uśpionych agentów.

Zima w pełni, więc eksploracja piesza odpada. Trzeba poczekać do roztopów. W tym czasie wypełniono kolejnych parę setek kart "E-15", aby sprawdzić właścicieli parceli i dzierżawców. Żadna z działek nie ma osobowych relacji z "Onyksem" i "Kaktusem" oraz z żadnym znanym członkiem ferajny. Pojawiła się inicjatywa żeby zwrócić się do Sił Powietrznych o wykonanie zdjęć lotniczych całego terenu. Sztab kategorycznie zaprotestował. Żadnych lotów zwiadowczych nad Warszawą. Atmosfera w kraju jest zbyt napięta. Trwa przecież sfabrykowana rękami b. funkcjonariuszy SB "Olingate".

W tym czasie druga i ostatnia część sekcji zadaniuje środowiskowych informatorów, którzy od czasu do czasu kupują dawki amfetaminy od wcześniej rozpoznanych dealerow. Badania chromatografem potwierdzają, że syntetyk uwarzono w tych samych warunkach, przy pomocy tych samych odczynników i przy zachowaniu podobnych parametrów syntezy. Na Rakowiecką dotarły także dobre wieści z Królestwa Niderlandów. Kiedy w zeszłym roku udało się po raz pierwszy wypreparować profil "naszej amfy" rozesłano go do kilku państw zmagających sie z problemem syntetycznego boomu na rynku używek. Sekcja współpracowała z Wspólnotą Europejską daleko wcześniej niż wpadli na to politycy. Holendrzy napisali, że niewielkie ilości amfetaminy z Mazowsza skonfiskowano w trakcie operacji służb antynarkotykowych w Amsterdamie, Haarlem i Eindhoven. Podziękowali i zadeklarowali pomoc. Na niejawnym obiekcie, gdzie stacjonowała sekcja powiało wielkim światem.

Przyszła wiosna. Ruszyły patrole na działkach. Obstawiano wejścia i wjazdy. Już po tygodniu namierzono "Kaktusa". Wieczorem (tego samego dnia Prokuratura Wojskowa umarza śledztwo ws. rzekomej działalności agenturalnej b. Prmiera Józefa Oleksego) zauważono go na parceli o pow. dokładnie 452 m kw., co potwierdzono w ewidencji gruntów. Murowany, niepodpiwniczony obiekt o pow. około 60 m kw. Na posesji resztki małej szklarni. Żadnych upraw. Stara taczka, trochę narzędzi ogrodniczych i drewniane skrzynki. Jest prąd i coś w rodzaju szamba, choć tego na mapie nie odwzorowano. Sztab zaleca ostrożność, bo trwa normalizacja sytuacji politycznej w kraju. Sekcja sporządza raport, w którym sugeruje, że "Kaktus" moźe być tzw. kucharzem albo chemikiem. Pożyjemy, ustalimy, wykryjemy. To plan sekcji na najbliższe dwa miesiące. Trzeba się śpieszyć, bo później w tajnej służbie zaczyna się sezon urlopowy i nic zrobić właściwie nie można. "Spokojnie" odpowiada sztab. Figuranci też przecież mają wakacje.

Laboratorium

Tymczasem w sekcji trwa monotonna praca biurowa z użyciem kart "E-15". W Agencji Wywiadu mówią, że pomiędzy kolejnymi ekranizacjami perypetii najsłynniejszego agenta MI6 James Bond, wypełnia podobne karty i sporządzą brakującą dokumentację. Wyniki kolejnych sprawdzeń i ustaleń przynoszą obiecujące rezultaty. Działka, na której na cztery dni znika "Kaktus" należy od ok. 5 lat do mężczyzny, który jeszcze w czasach PRL byl zaopatrzeniowcem. Żonaty emeryt jest mieszkańcem bloku na pobliskiej Ochocie. Nie karany. Nie figuruje. Nie znany Policji. Od kilku lat dzierżawi od spółdzielni mieszkaniowej garaż. To zelektryzowało sekcję, bo starszy pan nigdy nie miał prawa jazdy ani samochodu. Nowemu figurantowi nadano kryptonim "Siwy", bo był zupełnie łysy. W trakcie odprawy zdecydowano, że figuranta trzeba objąć wyrywkową obserwacją i w jakiś sposób zajrzeć do garażu. Sztab zalecał rozsądek. Podkreślał, żeby się nie spieszyć, bo "zniweczymy efekty dotychczasowego rozpoznania". Sztabowcy mówili coś o jakiejś "głębi operacyjnej" i "drugim dnie" ale w sekcji nikt nie wiedział, o co chodzi. Założono, że "Siwy" może znać "Onyksa". Obserwację prowadzono siłami własnymi oraz środkiem w postaci Poloneza z silnikiem Fiata. W jednostce dedykowanej mieli urlopy. "Siwego" śledzono przez sześć dni. Trzy dni do południa i trzy po południu. Trochę pomogły nieliczne wówczas kamery monitoringu Wydziału Ruchu Drogowego KSP. Był na zakupach, u lekarza, dwa razy w aptece, z żoną na spacerze w Parku Szczęśliwickim i raz w garażu, dokąd udał się tramwajem linii 9. "Zachowania normatywne" stwierdzono w trakcie odprawy. Spacer z żoną wiosną w parku również nie wzbudził podejrzeń. Gdyby "Siwy" był figurantem kontrwywiadu spacer oceniono by inaczej. Oficerowie tego pionu mają inną wrażliwość operacyjną. Widzą i wspomnianą głębię i drugie dno. Dopiero wizyta w garażu rozpaliła wyobraźnie sekcji. Pancerna kłódka i dwa zamki podklamkowe zniechęciły zakładowych "kasiarzy". Ale na tylnej ścianie obiektu był luksfer czyli tzw. szklany pustak. W konspiracji przed sztabem postanowiono, że trzeba go na tyle zdekomponować, aby zajrzeć do środka. Sprawcą "proxy włamania" był funkcjonariusz sekcji i świeżo upieczony podporucznik, bo zdał właśnie egzamin oficerski. Czas na egzamin praktyczny. Sprawnie stłukł luksfer, który aby się nie rozleciał na kawałki zabezpieczył grubą taśmą samoprzylepną, przyniesioną z domu. Penetracja ma miejsce w nocy. Snop światła służbowej latarki i sensacja na miarę opinii b. Koordynatora specsłużb Bartłomieja Sienkiewicza na temat III RP. Jednak zamiast kupy kamieni plastikowe i szklane pojemniki z odczynnikami chemicznymi, kartonowe opakowanie po kolbie laboratoryjnej i kanistry. Niestety nie spodziewając się takiego odkrycia podporucznik nie zabezpieczył aparatu fotograficznego, co na odprawie uznano za poważny błąd w sztuce. Rano sporządzono odręczny raport, w którym stwierdzono, że "Siwy" to chemik, który nadzoruje proces syntezy amfy w laboratorium "Onyksa". Wg opinii laboranta pracowni kryminalistyki śledczej (ten od chromotografii komputerowej) nie jest to proces trudny. Trzeba tylko rygorystycznie przestrzegać reżimu czasowego i utrzymywać odpowiednie parametry temperatury oraz ciśnienia. Prekursory to głównie fenylooctan (BMK), mrówczan amonu, formamid, związki azotu i kwas siarkowy do krystalizacji gotowego roztworu. W plebejskich warunkach można wyprodukować około 2 kg w ciągłym procesie trwającym około 12 godzin. Najtrudniej było zdobyć BMK, ale od niedawna deficyt uzupełniał przemyt z Ukrainy.

Kontrolując okazjonalnie meetingi "Kaktusa" z "Onyksem" zintensyfikowano obserwację ROD Służew. Trwała kolejny miesiąc. Nikt z sekcji się nie skarżył, bo było już całkiem ciepło, a na działkach zawsze przyjemniej niż na poddaszu bloku wśród martwych gołębi. Podstawiono pz w postaci uszkodzonego "Żuka", który w tej okolicy nie budził podejrzeń. Problem stanowiła sama działka, bo jej lokalizacja wykluczała stałą inwigilację. Ale i tu przełom. Opuszczając obiekt, któremu nadano kryptonim "El Dorado" zauważono, że "Kaktus" przestawiał zdezelowaną taczkę. Zmiana jej położenia nie miała żadnego praktycznego sensu. Oceniono, że był to znak. Jak w hollywoodzkim, wysokobudżetowym filmie. I faktycznie tak było. Kiedy "Kaktus" udawał się na fajrant do Ursusa na działkę przychodził młody mężczyzna korzystając z innego niż "Kaktus" wejścia i innego wyjścia. Z podstawki nasyconej kamerami zauważono pojazd, którym mężczyzna przyjeżdżał w okolice ROD Służew. Samochód marki VW Golf należy do jednego z kontaktów "Onyksa". Jest styk. Zarządzono więc kolejną odprawę. Założono. że kierowca pojazdu to osoba odpowiedzialna za odbiór narkotyku. Przestawiona taczka miała być dla niego sygnałem, że jest już gotowy. Nadano mu kryptonim "Kolumb". To w związku z odkryciem jakiego dokonano za pomocą "Żuka" ukrytego w zaroślach.

Sztab rozrysował siatkę powiązań."Onyks","Kaktus","Siwy","Kolumb" i "El Dorado" zgrabnie zlinkowani, a diagram rzucono rzutnikiem lampowym na ścianę gabinetu jednego z dyrektorów. Przy okazji wygłosił hate speech, o tym jak Zarząd I "dał ciała" w "Olingate". Wokół "Kolumba" krążą satelity, czyli dealerzy oraz nazwy holenderskich miast. Sztab udał się do kwatery głównej służby i zameldował, o prognozowanym sukcesie, tj. o konieczności procesowej realizacji sprawy. W powietrzu czuło się już atmosferę nagród pieniężnych. W kwaterze sceptycyzm. Jeden z pułkowników SB stwierdził, że "pośpiech jest wskazany przy łapaniu much". Nieprzyjemny zgrzyt, bo jeden z członków sekcji używał legalizacyjnego nazwiska "Mucha". W tej sytuacji sekcja postanowiła zrealizować jeszcze jedną operację, a mianowicie tzw. "dosiad" czyli tajne przeszukanie "El Dorado". Głos rozsądku funkcjonariuszki sekcji podpowiedział, że "Onyks" znany z ostrożności kazał "Kaktusowi" wyposażyć "El Dorado" w jakiś prosty system alarmowy. Takie ryzyko faktycznie istniało. Odstąpiono.

Pat. Sztab postanowił zadzwonić do KSP. Zaproponował realizację na materiałach sekcji. W Pałacu Mostowskich nie widziano przeszkód. W piątek grupa policyjnych komandosów wraz ze śledczymi i technikami kryminalistycznymi zatrzymała na gorącym uczynku "Kaktusa", wjechali do "Onyksa", "Siwego" i "Kolumba". Zabezpieczono dymiącą linię technologiczną, 12 kg gotowego narkotyku, pieniądze i pełen garaż odczynników. Holendrzy zatrzymali dwóch obywateli Niemiec, którzy przemycali amfetaminę z "El Dorado" do Amsterdamu. Nie ustalono kim był chemik, bo nie był nim "Siwy". Ten był tylko zaopatrzeniowcem. W toku śledztwa, które trwało 18 miesięcy z dużym prawdopodobieństwem wskazano podejrzanego. Był to mieszkaniec Woli, absolwent wydziału chemii organicznej Politechniki Warszawskiej. Jedynym dowodem jego ewentualnego udziału w przedsięwzięciu był odręczny zapis parametrów procesu syntezy, który znaleziono na spodzie szuflady stołu w laboratorium. Prokurator stwierdził, że to zbyt mało. Domniemany chemik miał zresztą dobre alibi. W sekcji uznano, że nawet zbyt dobre, ale na tym etapie czynności nie mieli już nic do powiedzenia.

Dwóch z pięciu członków sekcji otrzymało premie w wysokości dzisiejszych 2000 PLN. Trójka pozostałych – "pochwałę z wpisaniem do akt osobowych". Od holenderskiej Politie cała piątka dostała po parze miniaturowych, drewnianych chodaków. Przydały się jako zawieszki do referentek. Nikt z nich już nie służy. Mieli dość bełkotu polityków o uwikłaniu służb w politykę i w coś tam jeszcze. Na miejscu, gdzie znajdowało się "El Dorado" stoją dzisiaj wieżowce, stanowiące część biurowego Mordoru. Uszkodzony luksfer wymienił cywilny pracownik UOP. Sprawcy już dawno na wolności. Rentowność przedsięwzięcia okazała się wyższa niż szacowano. "Onyks" nie był do końca uczciwy nawet w stosunku do jego udziałowców. Był za to promotorem systemu P2P w przestępczej branży. Modelowa konspiracja z udziałem sfatygowanej taczki. W toku prowadzenia sprawy sekcja znalazła jeszcze mnóstwo innych tropów. Wszystkie okazały się operacyjną fatamorganą.

Z perspektywy epoki wojen cyfrowych "Żuk" z kamerą VHS w mirabelkach to anachronizm. Podobnie jak udział specsłużb w tropieniu laboratoriów. Gdy jednak Minister Tomasz Siemoniak triumfalnie oświadcza, że kontrwywiad zdemaskował siedemnastolatka, który farbą w sprayu gryzmolił coś po ścianach to można odnieść wrażenie, że niewiele się zmieniło. Wkrótce to jednak sztuczna inteligencja namierzy "nielegała". Trzeba mieć nadzieję, że AI nie uwzględni mrzonek asów dezinformacji klasy Klementyny Suchanow i Grzegorza Rzeczkowskiego, bo będą się z niej ludzie śmiać. Do tego czasu anonimowy funkcjonariusz będzie uprawiał "czarny wywiad" starannie przeglądając zawartość pojemnika na odpady zmieszane pewnej placówki dyplomatycznej.

Płk Jacek Gawryszewski – polski funkcjonariusz cywilnych służb specjalnych w stopniu pułkownika, dyplomata. W latach 2013–2017 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w latach 2017–2024 ambasador RP w Chile.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także