Odkrycia dokonano jesienią ubiegłego roku na terenach leśnych na granicy Berlina i Brandenburgii.
Według ustaleń "Süddeutsche Zeitung", NDR i WDR niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) podejrzewa, że skrytka została utworzona z myślą o rosyjskich agentach, którzy mogliby otrzymać polecenie przeprowadzenia w Niemczech tzw. operacji kinetycznych, czyli działań obejmujących m.in. zamachy.
Władze przez pewien czas obserwowały miejsce, licząc na ustalenie, kto będzie próbował odebrać ukrytą broń. W związku ze sprawą zatrzymano w Rumunii podejrzanego, który według niemieckich śledczych może mieć związek z przygotowaniem skrytki.
Niemiecka prokuratura federalna prowadzi postępowanie m.in. pod kątem podejrzenia szpiegostwa i przygotowywania czynu, który mógłby poważnie zagrozić bezpieczeństwu państwa.
Skrytka z bronią znaleziona w lesie pod Berlinem. Niemcy wskazują na Rosję
Według Reutersa niemieckie służby uważają, że broń mogła zostać przeznaczona do przeprowadzenia zabójstw na zlecenie rosyjskiego wywiadu. Ambasada Federacji Rosyjskiej w Berlinie nie odpowiedziała dotąd na prośbę agencji o komentarz.
Niemieckie władze nie ujawniły, kto miał być potencjalnym celem planowanych działań ani ilu osób mogła dotyczyć operacja. Śledztwo jest prowadzone przez niemieckie organy bezpieczeństwa i prokuraturę federalną.
Odkrycie pod Berlinem wpisuje się w serię incydentów przypisywanych rosyjskim służbom w Niemczech. 4 sierpnia na lotnisku w Lipsku w ukraiński samolot transportowy An-26 uderzył dron, do którego przymocowano metalową puszkę z materiałem wybuchowym.
Według niemieckich mediów puszka może być elementem operacji dywersyjnej rosyjskiego wywiadu GRU. Podobne pojemniki były wcześniej znajdowane w Polsce.
Czytaj też:
Polski ślad w zamachu w Lipsku. "Czekamy na oficjalne potwierdzenie"
