Jednakże polityka nie może być tylko grą. Gra, skuteczna gra, musi czemuś służyć. Musi być "po coś". Skuteczność również nie może być celem samym w sobie.
Jak pisał niegdyś Juliusz Mieroszewski, dziś już mocno zapomniany myśliciel, autor analiz geopolitycznych, związany z paryską "Kulturą ": Polityka,żeby była skuteczna, musi najpierw być moralnie słuszna. Nie chodzi wszak o bezproduktywne moralizatorstwo. Chodzi o to, że gra musi służyć wyższym celom. Wygrać wybory – tak, ale nie zdobycia władzy dla jej zdobycia czy też jej utrzymania, co zresztą jest z oczywistych względów trudniejsze.
To nie teoretyzowanie. To wstęp do konkretów. Prawica chce wygrać wybory – to norma w polityce. Chce odsunąć fatalny dla Polski rząd – choćby dlatego warto ją wspierać. Czy zatem słuszne jest, aby dla owego koniecznego zwycięstwa posługiwać się kartą skrajnego populizmu, np. w sprawach polityki imigracyjnej? Czy ta gra jest warta takiej świeczki? Czy wyborcza skóra warta jest kampanijnej wyprawki? Czy jutro – czyli po wyborach – powiemy wyborcom: żartowaliśmy? Albo: wiecie, chcieliśmy wygrać wybory, zrewanżować się i dlatego taką mieliśmy "narrację"? I z góry zakładamy, że nie wprowadzimy pewnych naszych rozwiązań, jak już będziemy u rządowego steru…
A co zrobić, jeśli wyborcze postulaty zgłaszane przed są sprzeczne z naszym interesem państwowym? Jeśli wręcz służyć będą interesom innych krajów? Znowu konkret: gospodarczych i militarnych. I znowu: to nie gra sztabowa, to precyzyjne odniesienie się do określonych postulatów. I co w takiej sytuacji, gdy należy wybrać między punktami w sondażach a interesem narodowym? Tak, to nie jest dyskusja akademicka. To się dzieje…
